W ciągu dwóch lat, jakie minęły od ogłoszenia kolejnego występu grupy Korn w Polsce, wydarzenie przeszło gruntowne zmiany. Początkowo Amerykanie mieli headline’ować Impact Festival, skończyło się jednak na samodzielnym koncercie na warszawskim Torwarze, w towarzystwie gościa specjalnego europejskiej trasy, formacji Fever 333. W międzyczasie prowadzona niezmordowanie przez Jonathana Davisa kapela rozstała się (miejmy nadzieję, że jedynie tymczasowo) z oryginalnym basistą Fieldym i wydała czternasty studyjny album – promowany obecnie krążek Requiem.
Nie chcąc ominąć choćby sekundy wtorkowych występów zameldowałem się pod Torwarem punktualnie na otwarcie bramek. Support miał zaczynać o godzinie 19, więc z wyprzedzeniem zająłem swoje miejsce. No i tak czekałem, czekałem, liczba rundek zrobionych po korytarzach hali rosła, zwiększał się też licznik minut spędzonych na stanowiącym palarnię tarasie, jedyne co stało w miejscu to czas występu Fever 333, który wciąż wynosił okrągłe 0 minut. Koniec końców formacja wyszła na scenę z blisko 45-minutowym opóźnieniem. Na facebookowym wydarzeniu próżno było szukać informacji organizatora i choć jasne jest, że podawane czasówki są orientacyjne, to jednak zaczęło się od niesmaku.
Niesmaku, który niestety podczas występu gościa specjalnego jeszcze się pogłębił. Nie byłem przekonany tymi kilkoma utworami Fever 333, które sprawdzałem w domu przed wyruszeniem w podróż do Warszawy, jednak liczyłem na to, że na żywo zespół skutecznie mnie rozgrzeje. Niestety ich granie to po prostu nie moja bajka. Na pewno mogę pochwalić trio za sceniczną energię (choć aktywność Jasona Butlera taka jak rzucanie stojakiem na mikrofon, kopanie podestu i robienie fikołków nieco mnie bawiła) i kontakt z publicznością. Nie pomogło im katastrofalne nagłośnienie – do moich uszu docierał straszliwy jazgot, w którym dało się odróżnić jedynie wrzaski wokalisty oraz perkusję. Słyszałem jednak wiele pochlebnych opinii o tym występie, więc być może było w nim coś, czego po prostu nie udało mi się dostrzec.
O wiele lepsze wrażenie zrobił na mnie występ gwiazdy wieczoru, której fanem jestem od ósmego roku życia (nawet nie próbujcie żartować, że to odpowiedni wiek na nu-metal…). Od czasu ostatniej wizyty w Polsce (2017 rok) Korn wydał dwa albumy studyjne, jednak jeśli ktoś liczył na sporo nowości w sobotni wieczór, to się przeliczył. Reprezentacja ostatnich albumów ojców nu-metalu była nieliczna i ograniczyła się do Cold, Start the Healing i Worst is on Its Way (no i jeszcze Insane z Serenity of Suffering). Niewiele było również utworów z obchodzącego w tym roku dwudzieste urodziny Untouchables, tutaj zespół postawił jedynie na Here to Stay i No One’s There. Pozostałą część setlisty stanowiły sprawdzone hity zagrane na ogół zgodnie z ich studyjnymi odpowiednikami, choć dwukrotnie Korn zdecydował się na drobne udziwnienia (fragmenty We Will Rock You Queen w połowie Coming Undone oraz One Metalliki na zakończenie Shoots and Ladders, medley złożony z jednej zwrotki i refrenu It’s On, Trash i Did My Time). Nie zabrakło scatowania i grania na dudach przez Jonathana Davisa, znalazło się też miejsce dla solówki perkusyjnej Raya Luziera, świetnie wypadła praca świateł umieszczonych na scenie, no i przede wszystkim zauważalnej poprawie uległa jakość nagłośnienia, choć na początku Got the Life trudno było mi dosłyszeć, co akurat panowie grają. Występ Davisa i jego kompanów był więc udany, czego dowodziła też nieustająca zabawa pod sceną.
Setlista:
Dead (z taśmy)
Falling Away From Me
Got the Life
Here to Stay
Start the Healing
Cold
Shoots and Ladders
No One’s There
Y’All Want a Single
Insane
Worst is on Its Way
Coming Undone
Freak on a Leash
It’s On/Trash/Did My Time
Twist
A.D.I.D.A.S.
Blind
Zobaczyć Korn na żywo było moim marzeniem, odkąd w 2005 roku nie udało mi się wziąć udziału w Metal Hammer Festival organizowanym w katowickim Spodku. Jestem przekonany, że nie było to moje ostatnie spotkanie z zespołem, gdyż pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie, a ja jako wieloletni fan jestem bardziej niż zadowolony z tego, co zaprezentowali w Warszawie. Pozostaje mieć nadzieję, że na ich kolejną wizytę w Polsce nie będzie trzeba czekać tak długo, oraz że do zespołu ponownie dołączy nieobecny tym razem Fieldy.
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026
- SaintSombre – „Earth/Dust” (2024) - 12 stycznia 2026
Tagi: COS Torwar, Fever 333, korn, Live Nation Polska, nu metal, relacja, report, rock, warszawa.






