Korn w Katowicach? Po mojej zeszłorocznej przeprowadzce do stolicy Śląska, ogłoszenie wizyty Amerykanów w tutejszym Spodku wyglądało jak zrządzenie losu. Decyzja o udziale w organizowanym przez Live Nation Polska wtorkowym koncercie podjęta została przeze mnie od razu i nie mogło jej zmienić nawet to, że w ten sam dzień na warszawskiej Letniej Scenie Progresji zawitać miała legendarna formacja The Cult, którą również bardzo chciałem zobaczyć.
Gdy po kilku przygodach w końcu udało mi się odpowiednio ulokować we wnętrzu katowickiego Spodka, na scenie grał już metalcore’owy Spiritbox, który okazał się być świetnym supportem (na pewno o niebo lepszym niż Fever333 dwa lata temu). Kanadyjczycy udanie łączyli w swojej muzyce łagodniejsze partie z fragmentami o wręcz dewastującej sile rażenia, a bardzo żywiołowa Courtney LaPlante co rusz pokazywała swoje spore możliwości wokalne, z których na szczególne uznanie zasługuje potężnie brzmiący growl. Nie mogę nie wspomnieć też o brzmieniu koncertu – ono również wypadło bardzo dobrze, melodie odgrywane przez Mike’a Stringera pozostawały doskonale słyszalne, a perkusja była w stanie niemal zrównać ikoniczny budynek Katowic z ziemią. Choć metalcore to niekoniecznie moja bajka, show zespołu niewątpliwie zachęciło mnie do głębszego zapoznania się z jego dotychczasowym, studyjnym dorobkiem.

Mimo wysokiego poziomu przystawki, na występ głównej gwiazdy wieczoru wyczekiwałem z coraz większą niecierpliwością. Amerykanie w tym roku obchodzą trzydziestolecie wydania swojego debiutanckiego albumu, miałem więc nadzieję na „odkurzenie” kilku rzadziej granych kawałków. Spełnienie pokładanych w zespole nadziei ograniczyło się niestety jedynie do Divine i Good God (przy czym oba numery nie są czymś szczególnie wyjątkowym na setlistach zespołu Jonathana Davisa). Pozostałą część seta określiłbym małym przeglądem hitów, bez większości których koncert Korn nie mógłby się odbyć. Zespół nie zapomniał też o tradycyjnych dodatkach, takich jak solowe popisy Raya Luziera (tym razem właśnie po Good God), czy wplecenie fragmentu We Will Rock You do Coming Undone / krótkiej partii metallicowego One w Shoots and Ladders.
Kondycja Korna? Panowie są obecnie w wybornej formie, a polski koncert był naprawdę doskonałym momentem, by wspomnianej sprawności doświadczyć (pochwały należą się przede wszystkim Davisowi, który zaprezentował się znakomicie). Dobrej dyspozycji zespołu nie przyćmiło nawet nagłośnienie, które bynajmniej nie ułatwiało muzykom we wtorkowy wieczór roboty. I nie chodzi tu nawet o to, że było bardzo głośno (w końcu to koncert metalowy do cholery!), jednak ginące w tym hałasie gitary były już niestety mocno odczuwalne (chwilami do tego stopnia, że gdybym nie znał oryginału to nie wiedziałbym, co akurat w danym momencie zespół gra). Sytuacja wprawdzie z czasem nieco się poprawiła, jednak według mnie do ideału wciąż było daleko. Nie do końca sprawdziła się również ułożona z ekranów LED zasłona wyświetlająca animacje, która kilkukrotnie opadała na front sceny. Tajemnicą pozostaje dla mnie zamysł zespołu, zabieg wypadł jednak dość słabo i mam nadzieję, że Amerykanie porzucą ten nietrafiony pomysł przy okazji kolejnych tras koncertowych, zamieniając go np. na dwa-trzy utwory dodane do setlisty tak, by swoim występem dociągnąć do tej magicznej bariery dziewięćdziesięciu minut.
Po stronie plusów należy na pewno wymienić mocno zróżnicowaną wiekowo publiczność (bardzo ucieszyła mnie spora liczba młodych osób, która od pierwszego uderzenia gitar w Rotting in Vain rozkręciła na płycie nieustającą aż do końca Freak on the Leash sieczkę). Trybuny? Jak to trybuny – większość osób mocno wzięła sobie do serca hasło „miejsca siedzące”.
Setlista:
4U (z taśmy)
Rotting in Vain
Here to Stay
A.D.I.D.A.S.
Clown
Start the Healing
Good God
Blind
Got the Life
Falling Away From Me
Coming Undone
Somebody Someone
Y’All Want a Single
Shoots and Ladders
Twist
Divine
Freak on a Leash

Bazując na wtorkowym występie Korn w Spodku, łatwo odnieść wrażenie, że formacja, mimo zawirowań związanych z przedłużającą się absencją Fieldy’ego (zaczynam powoli wątpić w to, czy Reggie jeszcze wróci do zespołu), znajduje się teraz w dobrym miejscu. Nie tylko koncertowo, bo przecież ostatnie wydawnictwa studyjne także bronią się przyzwoicie. Mam więc nadzieję, że już wkrótce z obozu grupy napłyną wieści o nowej płycie oraz kolejnej wizycie w Polsce (oby ponownie w okolicy!)
Autorem zdjęć jest karpiu. Po więcej fotografii zapraszamy do naszej galerii.
- Psychonaut – „World Maker” (2025) - 13 lutego 2026
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026
Tagi: katowice, korn, Live Nation Polska, relacja, report, Spiritbox, spodek.






