Moje koncertowe otwarcie 2023 roku nastąpiło w piątek w warszawskiej Stodole, dokąd dzięki niezawodnej ekipie Knock Out Productions w końcu do naszego kraju zawitała trasa koncertowa State of Unrest, headline’owana przez Lamb of God i Kreator. Po ponad dwuletnich turbulencjach oraz wielu zmianach supportów (od Power Trip przez Thy Art Is Murder i Gatecreeper aż po Municipal Waste) fani w końcu mogli tłumnie wybrać się na ten kilkukrotnie przekładany występ. I wiecie co? Warto było czekać.
Wieczór otwarli thrashmetalowcy z Richmond, którzy na prezentację dostali jedynie około trzydziestu minut. W tym czasie zespół zagrał aż czternaście utworów i o ile nie mam pojęcia, jak twórczość Municipal Waste wypada na płytach, o tyle mogę z czystym sercem powiedzieć, że na żywo zdecydowanie się sprawdza. Powtarzałem to już wielokrotnie i powtórzę znowu: thrash jest po prostu idealnym gatunkiem koncertowym. Amerykanie nie tylko zagrali bardzo dobrze, ale wręcz kipieli sceniczną energią, która udzieliła się publice, a po wszystkim uznali swój koncert w Stodole za swój najlepszy dotychczasowy show w Polsce. Ile w tym prawdy – nie wiem, ale nie obrażę się, jeśli z tego powodu szybko do nas wrócą Świetny rozgrzewacz.
Setlista:
Demoralizer
Mind Eraser
Breathe Grease
The Thrashin’ of Christ
Poison the Preacher
Grave Dive
You’re Cut Off
Sadistic Magician
Slime and Punishment
Headbanger Face Rip
High Speed Steel
Wave of Death
The Art Of Partying
Born to Party
Jako drugi wystąpił pierwszy z headlinerów – nasi zachodni sąsiedzi z Kreator. Wywodzący się z Essen zespół w przyszłym roku świętuje 40 lat istnienia. Po tak doświadczonej załodze nie spodziewałbym się fuszerki i lipy oczywiście nie było, choć zaskoczeń również nie. Niemcy zaprezentowali dość przekrojową setlistę. Pojawiły się nieśmiertelne klasyki pokroju Violent Revolution, Flag of Hate, Pleasure to Kill czy Terrible Certainty, ale też nowsze kompozycje. Najliczniejsza reprezentacja trafiła się oczywiście promowanej płycie Hate über alles, no i cóż… nie licząc zadedykowanego obecnemu na koncercie Nergalowi Strongest of the Strong, te numery po prostu odstawały od reszty, podobnie zresztą jak Hail to the Hordes i Satan Is Real z Gods of Violence. Jeśli chodzi o poziom wykonania, to przyczepić się nie było do czego: oryginalni członkowie grupy, Ventor oraz szalejący Mille Petrozza, zdają się nie odczuwać upływu czasu; nawet wsparcie w postaci długoletniego gitarzysty kapeli Samiego i najmłodszego stażem w formacji Frédérica Leclercqa nie schodziło poniżej wymaganego poziomu. Ogólnie występ Kreatora wywarł na mnie pozytywne wrażenie, choć z powodu wymienionego wyżej nie dorównywał pokazowi otwierającemu wieczór. Niewątpliwym atutem okazała się za to obecność pirotechniki, co zawsze się chwali.
Setlista:
Hate über alles
Hail to the Hordes
Enemy of God
Phobia
Become Immortal
Satan Is Real
Hordes of Chaos
666 – World Divided
Phantom Antichrist
Strongest of the Strong
Extreme Aggression
People of the Lie
Terrible Certainty
Violent Revolution
Flag of Hate
Pleasure to Kill
Żadnych zarzutów nie mam za to do show kończącego piątkowy wieczór. Pomimo zagrania dwóch nielubianych przeze mnie utworów (otwierający Memento Mori oraz Resurrection Man) z przedostatniej płyty, Randy Blythe z ekipą zredefiniowali często skandowane przez publiczność hasło: „napierdalać”. To za sprawą nie tylko scenicznej żywiołowości, świetnego poziomu wykonania, mocarnego brzmienia oraz znakomitej formy wokalnej frontmana Lamb of God. Występowi przysłużyły się również oczywiste bangery, których na koncercie Baranka Bożego zabraknąć nie może: Walk with Me in Hell, Omerta, Laid to Rest oraz nieśmiertelny Redneck doprowadziły publikę do wrzenia. Małą niespodzianką okazały się rzadko grane Contractor i 11th Hour, a także zaskakująco niewielka reprezentacja promowanego na trasie krążka Omens. Oprócz utworu tytułowego (czyli najświeższego z koncertowych hiciorów w dorobku LoG) z najnowszego materiału formacji usłyszeć mogliśmy jedynie Ditch. W trakcie seta Lamb of God dedykacji ponownie doczekał się Nergal – Randy zadedykował frontmanowi Behemoth kawałek 512.
Setlista:
Memento Mori
Ruin
Walk With Me in Hell
Resurrection Man
Ditch
Now You’ve Got Something to Die For
Contractor
Omerta
Omens
11th Hour
512
Vigil
Laid to Rest
Redneck
Lepszej inauguracji nowego roku koncertowania chyba nie mógłbym sobie wyobrazić. Dopisało absolutnie wszystko. Wyprzedana Stodoła zdecydowanie nie zawiodła, a młyn pod sceną był tak dziki, że mój poszarpany t-shirt po powrocie do domu nadawał się jedynie do kosza na śmieci. Choć kurz po tym cudownym wieczorze jeszcze nie opadł, ja już wprost nie mogę się doczekać powrotu Lamb of God do naszego kraju. Panowie po raz drugi absolutnie zmiażdżyli mnie na żywo i udział w kolejnych ich koncertach uważam za obowiązek. Kreator oraz Municipal Waste również dały radę, choć moim zdaniem zostały przez Blythe’a i jego ekipę po prostu przyćmione.
- Psychonaut – „World Maker” (2025) - 13 lutego 2026
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026

