Site icon KVLT

Marilyn Manson – Warszawa (19.11.2025)

Po siedmiu latach Marilyn Manson znów zagrał na warszawskim Torwarze. Czy sukces długo wyczekiwanej płyty One Assassination Under God – Chapter 1 przełożył się na formę sceniczną legendy rocka? W skrócie – czarny pan naprawdę powrócił!

Polscy fani jeszcze nigdy nie musieli czekać na ponowny występ swojego idola w naszym kraju tak długo. Po koncertach na Metal Hammer Festivalu 2017 roku w Spodku i w 2018 na Torwarze przyszedł czas posuchy. Powrotu Mansona do naszego kraju nie ułatwiały perturbacje w życiu prywatnym. Nikt nie wiedział, w jakim stanie Brian Hugh Warner wyjdzie z wieloletnich sądowych batalii. Manson potrafił jednak z tych okoliczności skorzystać artystycznie. Nagrana z częściowo nowym zespołem płyta, w której nie trudno dopatrzyć się tekstowych nawiązań do ostatnich wydarzeń z życia prywatnego, zebrała świetne recenzje i dała nadzieję na udany powrót na scenę pierwszego nikczemnika rocka. Wyprzedane koncerty na europejskiej trasie – w tym ten w Warszawie – pokazały, że popularność Mansona nie przeminęła.

Zanim gwiazda wieczoru wywołała pierwszy przeraźliwy pisk i ogólną histerię Torwaru, na scenie zobaczyliśmy duet Dead Posey (z perkusistą koncertowym). Kapela z Los Angeles miała arcytrudne zadanie. Pod sceną było już niezwykle gęsto, a walka o dobre miejsce na płycie trwała już od momentu otwarcia bramek. Dead Posey próbował „wkupić się” w łaski zebranych adekwatną do gwiazdy wieczoru stylistyką muzyczną i sceniczną. Odziana w czarny lateks wokalistka Danyell Souza z gracją wkroczyła na scenę i przywitała się z warszawską publicznością. Jej zwinne ruchy na skraju sceny i mocny głos oraz chwytliwe riffy gitarzysty Tony’ego Fagensona zaintrygowały jednak jedynie część publiczności. Utwór Zombies skutecznie zachęcił do zbiorowego klaskania, a cover New Order Blue Monday rozbujał zebranych. Publikę udało się namówić na rozświetlenie telefonami areny podczas Darkside. Później Souza pojawiła się na barierkach, wysyłając całusy. Pół godziny to było jednak za mało, żeby przekonać do siebie zorientowaną całkowicie na innego artystę publiczność. Kiedy zespół zszedł ze sceny, machina ruszyła. Tuż przed pierwszymi rzędami pojawiła się kurtyna, a za nią niczym mrówki zaczęły uwijać się osoby od scenografii, świateł i instrumentów. A było co ustawiać…

Setlista Dead Posey
sorry i’m not dead
Zombies
She Went Bad
Blue Monday
Darkside
Scar
Welcome to the Nightmare

Kiedy zgasły główne światła hali, podniosła się wrzawa. Kurtyna opadła, a Torwar rozświetliły odwrócone podwójne krzyże. Na scenę weszli instrumentaliści – perkusista Gil Sharone, gitarzyści Reba Meyers i Tyler Bates oraz basista Mat Piggy D Montgomery (ex-Rob Zombie). W końcu wkroczył i ON. Zespół zaczął od mocnej kompozycji z ostatniego albumu Nod If You Understand. Buchający pionowo dym, charakterystyczny obłędny krzyk Mansona i potężne riffy – Torwar oszalał. Każde słowo i każdy gest Mansona wywoływały ekstazę publiczności. – Im bardziej mnie nienawidzą, tym potężniejszy się staję! – rzucił wokalista, po czym zespół zagrał Disposable Teens. Następnie Manson zapowiedział muzyczny powrót do 1996 roku – reakcja aprobująca była natychmiastowa. Angel With the Scabbed Wings z Antichrist Superstar rozpętał niesamowitą walkę pod sceną, a w głębi hali rozkręcił się młyn.

Atmosferę uspokoiła kultowa ballada z Mechanical Animals, Great Big White World, którą publika wyśpiewała z Mansonem. Przyszedł czas na odrobinę zabawy z publicznością – lekki ruch ręką i raz lewa, raz prawa strona odpowiadała przeraźliwym wrzaskiem. Po chwili zespół zagrał drugi tego wieczora numer z nowej płyty. Mroczne One Assassination Under God z jakże złowieszczym charakterystycznym dla Mansona piskokrzykiem było pieczęcią jakości dla nowego materiału wykonywanego na żywo.

Znane i ewidentnie bardzo lubiane przez warszawską publiczność This is the New Shit zdecydowanie podkręciło tempo koncertu. Znów ruszyły gejzery dymu, a publika krzyczała z Mansonem. Po przeniesieniu Torwaru po raz kolejny niemal trzy dekady wstecz utworem Long Hard Road Out of Hell, zespół powrócił do najnowszej płyty. Manson ponownie założył marynarkę i wykonał świetnie przyjęte Sacrilegious.

Następnie wokalista z niebieskim futerkowym szalem na szyi zaczął śpiewać I don’t like the drugs, but the drugs like me. Po chwili jednak przerwał utwór, chcąc podzielić się ważnym wyznaniem z warszawską publicznością. Zabawna historia o różnych substancjach wspomagających i rozweselających zakończyła się odegraniem klasyka The Dope Show. Sceniczne światła imitowały błyski fleszy, a publika śpiewała z Mansonem. Po przedstawieniu zespołu, wokalista zapowiedział flagowy utwór z nowej płyty – spokojny As Sick as the Secrets Within wokalnie wypadł najsłabiej z czterech nowych kompozycji zagranych tego wieczora.

Najlepsze wciąż jeszcze czekało na ściśniętych na płycie i wypełniających trybuny do ostatniego miejsca gości. Legendarne Sweet Dreams zabrzmiało rewelacyjnie. Torwar był wniebowzięty. Na mObscene na szczycie sceny uruchomiono świecący szyld z tytułem utworu, a Manson w kabaretowym meloniku wykonał taneczną choreografię. Tempo utworu jeszcze bardziej rozkręciło szał pod sceną. The Beautiful People dopełniło tryptyku absolutnych hitów. Wszechobecne spełnienie.

Podczas oczekiwania na bis wrzawa była nieprawdopodobna. Publika chciała więcej Mansona. Po chwili wokalista wyszedł na scenę na szczudłach, podpierając się długimi kulami. Pod koniec Tourniquet Manson skrzyżował przed sobą kule, po czym zszedł ze sceny. Na zakończenie MM przyodział płaszcz i klasyczny kapelusz. Podczas całego Coma White na wokalistę i publiczność padał śnieg w postaci drobnej piany. Kiedy podest Mansona całkowicie pokrył się białą warstwą, utwór dobiegł końca. Manson krótko podziękował i zszedł ze sceny, zostawiając publikę z dźwiękami coveru Phila Collinsa In the Air Tonight i nieustająco jasno świecącymi krzyżami.

Ta sztuka w ramach trasy One Assassination Under God udowodniła polskim fanom, że po wieloletnich perturbacjach osobistych i wizerunkowych, wielki comeback Marilyna Mansona naprawdę się dokonuje. To było show najwyższych lotów, ze świetnymi rozwiązaniami świetlnymi i tradycyjnie efektownymi trikami scenicznymi. Manson ma już 56 lat i może nie ma w sobie już tej dzikości (i sprawności) z czasów Guns, God and Government, ale artystycznie i energetycznie wciąż jest w stanie podbijać serca rzeszy słuchaczy. I to nie tylko kompozycjami sprzed lat.

Setlista Marilyn Manson
Nod If You Understand
Disposable Teens
Angel With the Scabbed Wings
Great Big White World
One Assassination Under God
This Is the New Shit
Long Hard Road Out of Hell
Sacrilegious
The Dope Show
As Sick as the Secrets Within
Sweet Dreams (Are Made of This)
mOBSCENE
The Beautiful People
Tourniquet
Coma White

Latest posts by TomekB (see all)
Exit mobile version