Site icon KVLT

Martwa Aura, Towards Hellfire, Annihilation Vortex – Chorzów (03.10.2025)

Czas oficjalnie zacząć koncertową jesień. Początek tej schyłkowej części 2025 roku otworzyłem z naprawdę grubej rury w chorzowskiej Leśniczówce. To właśnie tam odbył się drugi przystanek Lament Tour MMXXV – trasy koncertowej zespołów o pięknie brzmiących nazwach: Martwa Aura, Towards Hellfire i Annihiliation Vortex.

Ciężkie jest zadanie tak zwanych „opening acts” – bądźmy szczerzy, część koncertowiczów otwierające zespoły zwyczajnie odpuszcza, czasami tracąc przez to pozytywne niespodzianki. Tak też było w piątkowy wieczór – frekwencja na rozpoczynającym event Annihlation Vortex była zauważalnie niższa niż na Martwej Aurze, a ci, którzy na początek grania nie dojechali, mają czego żałować. Zespół zaserwował bardzo treściwą porcję black/deathowego wpierdolu, działając chyba wedle hasła: maksimum treści, zero pitu-pitu. Łamiące kości riffy i świetny wokal (czego zresztą mógłbym się spodziewać, gdybym tylko wcześniej wiedział, że członkami zespołu są między innymi Greg i Sadogoat) to nie wszystko, co Panowie mieli do zaoferowania – choć prosta i brutalna, ta muzyka posiadała niesamowicie wciągający groove, dzięki czemu słuchało się jej po prostu znakomicie. No i jak to było nagłośnione… lepszego brzmienia w Leśniczówce jeszcze nie doświadczyłem (brawo Neithan). Co ciekawe, trasa Lament Tour MMXXV była dla tego składu scenicznym debiutem, a w jej trakcie premierę miał drugi pełniak zespołu. Myślę, że warto się nim zainteresować.

Nieco więcej pojęcia miałem o muzyce Towards Hellfire, choć wywodziło się ono wyłącznie z pochlebnych recenzji redaktora Syna. Bardzo ucieszyła mnie wieść, że grupa wystąpi obok Martwej Aury, muszę jednak przyznać, że doświadczeni muzycy na żywo nie porwali mnie na tyle, na ile liczyłem. Owszem, ich melodyjnego bleciora słuchało się przyjemnie (mimo początkowych problemów z brzmieniem, na szczęście bardzo szybko i sprawnie zażegnanych), a zespół dał bardzo profesjonalny i konkretny występ. Skłamałbym jednak mówiąc, że został on ze mną na dłużej, lub że nabrałem ochoty na sprawdzenie ich studyjnych dokonań. Podejrzewam, że to „zasługa” wrażenia, jakie zrobił na mnie występ Annihilation Vortex – poprzeczka została zawieszona wysoko i „po prostu” porządny występ Towards Hellfire nie dał niestety rady jej przebić.

Na koniec zostało danie główne, czyli promująca swój trzeci pełniak Martwa Aura. Swoje wrażenia dotyczące Lamentu opisałem już w recenzji tego krążka i choć usłyszenie sporej jego części (Lament Pierwszy, Drugi, Trzeci, Szósty) na żywo zbytnio ich nie zmieniło, to odkąd wróciłem z Chorzowa kręcił się on w moim odtwarzaczu już kilka razy – czyli skąpani w klimatycznym ciemnoniebieskim świetle artyści zrobili coś dobrze, i nie chodzi jedynie o wybór najlepszych Lamentów. Kipiące wściekłością nowe utwory wraz z „odkopem” w postaci …albowiem nic nie jest prawdziwe, zestawione z bardziej melodyjnym Ślepowidzeniem oraz hiciorem w postaci Ostatniej gwiazdy, zapewniły publice bardzo zróżnicowane wrażenia, gdzie jedyną stałą był wysoki poziom. Wyborny występ, skutecznie udowadniający, że Martwa Aura muzycznie i wykonawczo to krajowa blackowa pierwsza liga. Znakomicie było w końcu zobaczyć ich jako headlinera.

Drugi przystanek na trasie promującej Lament był krótki, ale za to treściwy – sto procent metalu, zero zbędnego i niewiele wnoszącego gadulstwa. Mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że wszystkie trzy zespoły dowiozły i pokazały się z dobrej lub bardzo dobrej strony – główna gwiazda potwierdziła swoją klasę, a supportujące ją formacje na pewno zyskały kilku nowych fanów. Z Chorzowa wyjeżdżałem bardzo zadowolony, i mimo że do domu wróciłem z dwupakiem mandatów (i przeświadczeniem, że Rychu Peja miał absolutną rację), cały wieczór uważam za udany.

 

Exit mobile version