Nameless Creations, Marie Laveau, Natures Mortes – Toruń (04.01.2025)

Rok 2025 rozpocząłem koncertowo w dość nietypowych dla siebie klimatach. 12 stycznia do toruńskiego Kombinatu Kultury zawitało trio kapel*, reprezentujących (jak sami siebie określają) scenę death rocka. Były więc gustowne, zapożyczone z planu Rodziny Addamsów stroje, były straszne opowieści zza grobowej płyty, były w końcu tańce pod cmentarną bramą w samym środku nocy. Innymi słowy, było wesoło.

Imprezę rozpoczął występ Natures Mortes. Przyzwoity na rozgrzewkę, nie zawierał jednak nic, co szczególnie porwałoby mnie do zabawy. Ciężko przesądzać, na ile koncert grupy stłumiony był  stremowaniem muzyków, na ile tym, że nie dało się po prostu niczego więcej z zaprezentowanych numerów wykrzesać, faktem pozostaje, że z całego gigu zapamiętałem może dwa momenty, które wyrwały publikę z panującego pod sceną, lekkiego marazmu. Bywało lepiej.

Wahadło emocji wychyliło się na szczęście w drugą stronę wraz z rozpoczęciem koncertu Marie Laveau. Warszawiaków widziałem poprzednio w akcji w połowie grudnia (impreza urodzinowa Piranha Music) i już wtedy zrobili na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Występ w Kombinacie Kultury (choć w nieco innym układzie personalnym niż ostatnio*) okazał się jeszcze lepszy. Żywiołowe (i na swój cudaczny sposób) radosne numery zespołu natychmiastowo poruszyły publikę, która rozhulała się ochoczo w beztroskiej zabawie. O jej wrażeniach najlepiej świadczy zresztą fakt, że Marie Laveau był jedynym bandem wieczoru, który poproszony został o zagranie bisu. Warto było stawić się w sobotę na miejscu, choćby dla tego występu.

Bohaterami finałowej odsłony wieczoru byli muzycy Nameless Creations. Koncert nie był już wprawdzie tak czarujący, jak poprzedzająca sztuka Marie Laveau, kapela zaprezentowała jednak na deskach Kombinatu kilka atutów, z których najważniejszym był na pewno kradnący show wokalista zespołu. Mogący poszczycić się aparycją młodego Krzysztofa Krawczyka po miesiącu spędzonym w trasie z Cyrkiem Zalewski frontman, dosłownie dwoił się i troił, grając na scenie swoje własne przedstawienie. Muzycznie i kompozycyjnie było bardzo poprawnie, nie obraziłbym się jednak, gdyby Bezimienne Stworzenia miały w zanadrzu większą liczbę konkretnych, szarpiących od strzału bangerów. Choć tych zabrakło, sumarycznie mogę pokusić się o pozytywną ocenę całości.

Warto na zakończenie wspomnieć też o zaskakująco licznej grupie odbiorców weekendowego koncertu. Nie wiem z jak daleka podróżującej, nie wydaje mi się bowiem, by Toruń cieszył się tak okazałą społecznością (w większości bardzo młodych) fanów gotyckiego rocka/punka. Jak by nie spoglądać na retrospektywną w istocie konwencję, sobotni event udowodnił, muzyka ta także dziś ma oddanych zwolenników, którzy zorganizowali sobie w Toruniu własne, kameralne święto.

* a w zasadzie jeden konglomerat, występujący w tracie każdego z koncertów w częściowo wspólnym składzie.



Synu
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .