Owls Woods Graves, Above Aurora, Garota – Katowice (27.11.2025)

Moja początkowa niechęć do stawienia się na katowickim punkcie w rozpisce trasy koncertowej promującej płytę Strix zespołu Owls Woods Graves malała proporcjonalnie do liczby dni dzielącej mnie od 27 listopada. Czynnikiem rozwiewającym wątpliwości był udział Above Aurora w tym przedsięwzięciu i finalnie to właśnie chęć ponownego zobaczenia poznańskiego tria na żywo zwyciężyła z obojętnością, jaką darzyłem czwartkowego headlinera. A ogólnie, to każdy powód jest dobry, żeby skoczyć na koncert do Piątego Domu. 

Wieczór otworzyła black/thrashowa Garota, zespół mocno powiązany z Czerniną (dwie trzecie składu). Groźnie wyglądający muzycy nie tracili czasu i dostarczyli licznie zgromadzonemu towarzystwu 30-40 minut gnającej na złamanie karku galopady – dokładnie takiej, jakiej można było się spodziewać po przyklejonej do zespołu gatunkowej łatce. Trio z roli otwieracza wywiązało się doskonale i choć nie nabrałem ochoty, żeby sprawdzić ich studyjne krążki (sądząc po wymachującym zakupionym merchem tuż przed twarzami członków formacji uczestniku koncertu, mają przynajmniej dwa), to na klubowe koncerty wymagające pierdolnięcia zespół nadaje się w punkt.  

Nie da się ukryć, że od wejścia do Piątego Domu czekałem na mój gwóźdź programu, czyli wspomniane we wstępie Above Aurora, które dość mocno zmieniło klimat wieczoru, a zamiast jazdy na pełnym gazie dostaliśmy więcej grania utrzymanego w średnim, czasem nawet wolnym tempie, choć przyłożenia też nie brakowało. Studyjnie trio to dla mnie krajowa pierwsza liga, koncertowo zresztą również – wykonawczo zespół wypadł świetnie, prezentowany materiał był na tyle zróżnicowany, aby utrzymać zainteresowanie przez cały występ, no i ten klimat… Oczekiwania miałem wysokie, panowie bezproblemowo je spełnili i sprawili, że wieczór już w tym punkcie mogłem uznać za udany. 

No a zostało jeszcze Owls Woods Graves, zespół bardzo lubiany w naszym kraju, czego dowodem była zapełniona po brzegi sala koncertowa Piątego Domu. Tak jak wspominałem w relacji z Silesian Noise, na którym również występowali – nie złapałem się na hype na OWG, a twórczość zespołu nieszczególnie mnie rusza. Chlubnym wyjątkiem jest tu utwór Idzie diabeł, jedyny, który w stu procentach do mnie trafia, na szczęście będący koncertowym pewniakiem. Był to dla mnie oczywiście najlepszy moment występu zespołu – pozostała część została przeze mnie w zasadzie odbębniona i choć na żywo energia artystów i kop ich kompozycji może się podobać (i się podoba), to umieszczone bliżej końca seta Idzie diabeł i Antichristian Hooligan w moich oczach trochę uratowały sytuację i zażegnały lekkie znużenie, które powoli zaczynało już we mnie kiełkować. Zdecydowanie inne wrażenia miała przeważająca większość zebranych w klubie metaluchów, na których ten podszyty punkiem black (a może podszyty blackiem punk?) działał jak płachta na byka, powodując szaloną młóckę pod sceną. Zachęcana przez The Falla do wspólnego skandowania wszelkich „oooo” i niektórych refrenów (pod tym względem oczywiście wymiótł Antichristian Hooligan) publiczność jadła frontmanowi zespołu z ręki i bawiła się znakomicie. Czy nie o to chodzi w koncertach? 

Setlista:
They Come Again
On the Swamps We Dance
The Aura of Knives
Return of Satan
This Spirit Follows Me Till the End of My Journey
The Cliff Dance
Anarcho-Occultism
Antichristian Hooligan
Idzie diabeł
Bats in the Belfry
Do You Deny the Evil?
Winged they Come 

Udany wieczór w Piątym Domu – to hasło mógłbym właściwie na ślepo wklejać do każdej relacji z odbywających się w tym miejscu eventów. Czwartkowy koncert w niczym od tego nie odbiegał i patrząc na zadowolone twarze opuszczającej klub publiki, nie jestem w tej opinii odosobniony. Wielkie dzięki dla niezawodnego HappyDying Productions (oraz tym razem Left Hand Sounds) za ściągnięcie tej trasy do Katowic. Dla mnie była to ostatnia wizyta tutaj w tym roku – widzimy się na pewno w 2026! 

Łukasz W.
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , .