Wtorkowy koncert zespołu Riverside był częścią trasy promującej najnowszy album Love, Fear And The Time Machine. Wszystkie bilety na gdański koncert zostały wyprzedane. Ten warszawski kwartet rzadko koncertuje w naszym kraju, dlatego zainteresowanie ich występem było bardzo duże.
Lion Shepherd wystąpił jako pierwszy z dwóch supportów. Prezentowali progresywną stylistykę, urozmaiconą interesującym brzmieniem instrumentu strunowego wyglądającego jak mandolina. Jeden z muzyków dogrywał na nim melodie oraz intra, co stwarzało swoisty folkowy wręcz klimat. Występ tego zespołu spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem publiczności, o czym świadczyły brawa praktycznie po każdym utworze. Ogólnie można śmiało stwierdzić, że obydwa składy poprzedzające gwiazdę wieczoru były całkiem dobrze dobrane stylistycznie.
Następnie na scenie pojawił się amerykański band Sixxis. Ta pochodząca z Atlanty ekipa zdążyła już supportować parę gwiazd, m.in. Ministry. Stylistycznie grali podobnie jak swoi poprzednicy, aczkolwiek trochę ciężej. Częste rockowe mięsiste akordy przeplatały się ze spokojniejszymi zwrotkami, śpiewanymi czystym głosem przez frontmana. Na drugim wokalu pomagał mu przy mikrofonie gitarzysta, który operował podobną barwą do głównego wokalisty. Udany występ, równie dobrze odebrany przez zebranych, aczkolwiek pierwszy band lepiej przypadł mi do gustu.
Riverside jest dla mnie najważniejszym zespołem nurtu progresywnego w Polsce. Ich kilkunastoletnia kariera zaowocowała sześcioma albumami. Są prekursorami progresywnego rock/metalu w naszym kraju. Największy wpływ na ich twórczość na początku działalności miały takie grupy jak Pink Floyd, Marillion czy Porcupine Tree.
Zebrani pod sceną fani przywitali Riverside gromkimi brawami. Muzyka warszawiaków wprowadziła publiczność w bardzo melancholijny klimat, czasami jednak potrafiła dołożyć do pieca cięższymi tematami i riffami. Progmelodie wypełniły szczelnie salę B90, po każdym utworze artyści nagradzani byli głośnym aplauzem. Ich performance trwał ponad 2 godziny, nie spotkałam się jeszcze z tak długim koncertem jednego wykonawcy. Odnosiło się wrażenie, że dla fanów to było wciąż mało. Bardzo selektywne brzmienie instrumentów było tylko jedną z zalet tego pięknego koncertu. Wokalista Mariusz Duda łatwo nawiązał kontakt z publiką, a jego czysty wokal górował ponad wszystkim, zaśpiewał tak, jak na albumach. Ogólnie rzecz biorąc przygotowanie i profesjonalne wykonanie były tutaj zdecydowanie na najwyższym poziomie. Riverside pokazało na tym gigu klasę i utwierdziło mnie w przekonaniu, że jest to obecnie najlepszy zespół grający muzykę progresywną w Polsce.
Reasumując udane wydarzenie pod względem organizacyjnym, ponownie brawa dla B90. Bardzo dobre nagłośnienie pozwalało na pełny i wyraźny odbiór muzyki, jestem pewna że wszyscy wyszli zadowoleni. Oby więcej takich koncertów w trójmieście.
- Dark Tranquality, Nailed to Obscurity – Gdańsk (27.04.2017) - 4 maja 2017
- King Dude, Drab Majesty ,Them Pulp Criminals – Gdańsk (23.04.2017) - 27 kwietnia 2017
- Pain, Dust in Mind – Gdańsk (14.04.2017) - 18 kwietnia 2017

