Na ten wieczór czekało sporo punk rockowych dusz, które mimo środka tygodnia stawiły się nawet w nadliczbowym składzie. Poznański klub Tama pękał w szwach. I nie ma tu żadnej przesady. Tuż przed terminem koncertu organizator, Galicja Productions, informował, że biletów już brak. Zatem jak widać punk rock ma się dobrze w naszym kraju, a sentyment za jego starą szkołą wciąż jest silny. Gwiazda wieczoru, The Exploited, pojawiła się w Poznaniu w doborowym towarzystwie Włochatego i The Bill. Na ten koncert czekałem z wielu względów. Po pierwsze chciałem zobaczyć jak weterani z The Exploited poradzą sobie na scenie, biorąc pod uwagę wiek frontmana i ilość środków chemicznych, które jego organizm przetrawił przez te lata rebelii. Jakby nie patrzeć 68 lat i wciąż aktywnie na scenie, to nie lada wyczyn. Ciekawiło mnie też, jak ogólnie wypadają scenicznie po ponad dwudziestu latach, kiedy ostatni raz miałem okazję widzieć ich występ jako gościa specjalnego Metalmanii 2003. Choć odstawali klimatem od całej atmosfery festiwalu, to pozamiatali wtedy niedowiarkami zebranymi pod sceną Spodka. Nie jestem znawcą punk rocka, ale chciałem zobaczyć, jak wypada nasza polska scena w zestawieniu z brytyjską legendą. I powiem Wam, to było niezłe. Ale po kolei.
Poznańską publiczność powitał pochodzący ze Szczecina anarchopunkowy Włochaty, i zaczęło się. Zespół dość nieśmiało rozpoczął swój dialog z publicznością, ale dość szybko złapał wspólny język. Zabrzmiały Dzień Gniewu i Wolność. Publika zaczęła się rozgrzewać. Rozgrzewałem się i ja, choć do pogo było mi nie po drodze. Tu i ówdzie zaczęły się tworzyć grupki fanów głodnych brudnego tańca. Zadziwiła mnie energia, z jaką zespół współpracował z publicznością. Zdziwiło mnie też, jak wielu młodych zna teksty piosenek, które tak naprawdę nigdy się nie zestarzeją i wciąż są aktualne. Z pierwotnego składu, pamiętającego rok 1987, zostało tylko dwóch muzyków – Billy, czyli perkusista Sylwester Biliński, oraz odpowiedzialny za bas i krzyk Jeż (Jerzy Zajkowski). Stara gwardia w połączeniu z młodą krwią dawała naprawdę niezłego kopa. Nie zabrakło też Zmowy, Credo czy mojego osobistego faworyta Wyrwanego. Naprawdę dobry set i chciałoby się więcej, ale po chwili przerwy zainstalował się czarny koń koncertu, czyli chłopaki z Pionek – The Bill.
Pamiętam ich jeszcze z czasów liceum, kiedy mój dobry kumpel katował mnie na okrągło ich pierwszą płytą The Biut. Wtedy nie przemawiało to do mnie w ogóle, ale przecież nie zdawałem sobie sprawy, że usłyszę ich ponownie, w dodatku na żywo i to po ponad trzydziestu kilku latach! Poczułem lekki ucisk sentymentu w piersiach. Fajnie było posłuchać na żywo Wolności. Fajnie też zagłębić się w nieznaną dotąd twórczość jednego z ważniejszych zespołów punk rokowych mojego pokolenia. Również tutaj tłum zebrany pod sceną Tamy nie zawiódł. Opętańczy taniec zawładnął całym klubem. Pojawiły się utwory, których nie znałem, ale trafiły prosto w moją głowę, jak Pochwalony czy Jak Psy. The Bill dał bardzo energetyczny występ, ładując potężną dawkę energii, która celnie trafiała w tłum.
Wreszcie przyszedł czas na gwiazdę wieczoru, chociaż tak naprawdę gwiazdami były wszystkie trzy zespoły. The Exploited eksplodował niczym huragan. Jedyny oryginalny członek zespołu i założyciel piekielnej hordy, Wattie Buchan, mimo swoich 68 lat wręcz kipiał energią. Biegał, krzyczał i skakał jak młokos. Identycznie było blisko 20 lat temu na wspomnianej wyżej Metalmanii. Brytyjczycy mają to do siebie, że są bardzo elastyczni w swojej twórczości – od rasowego punk rocka (I Believe In Anarchy, UK 82 czy Punks Not Dead) po swój romans z hardcorem czy nawet thrash metalem (Fuck The System i Fightback). Pogo pod sceną przybrało na intensywności i coraz więcej nieszczęśników stawało się ofiarami. Polska publiczność bawiła się w najlepsze i wydaje mi się, że był to najlepszy występ tego wieczoru, no ale bycie The Exploited do czegoś przecież zobowiązuje.
Świetna organizacja koncertu – Galicja Productions może być z siebie dumna, zebrawszy trzy znakomite zespoły-legendy na jednej scenie, jednego wieczoru. Koncert długo pozostanie pamięci.
- Mayhem – „Liturgy of Death” (2026) - 18 stycznia 2026
- Cobalt Wave – „Men.Mind.Machine” (2025) - 25 września 2025
- Ino-Rock Festival 2025 – Inowrocław (23.08.2025) - 25 września 2025






