Doczekaliśmy się momentu, w którym trasy koncertowe wróciły, i w końcu znów jest z czego wybierać, jeśli chodzi o organizowane eventy. Wspomniane koncerty cieszą zresztą podwójnie, jeśli nadarzy się okazja do zobaczenia kapel, które po raz pierwszy występują w danym kraju – a przebywając obecnie w Portugalii, nie mogłam sobie odmówić pójścia na premierowe show Sylvaine oraz E-L-R promujących swoje najnowsze albumy.
Sobotni wieczór rozpoczął się występem szwajcarskiego E-L-R, zespołu z pogranicza atmospheric/doom oraz post metalu. Zacieranie gatunkowych granic wychodzi im bezbłędnie, a prezentowana przez trio muzyka ma w sobie hipnotyczny pierwiastek, który znakomicie sprawdza się w klubowych warunkach.
Koncert rozpoczął otwieracz najnowszego albumu Opiate the Sun, równie monumentalny, co wprawiający w trans, którym band szybko zrównał sobie miejscową publikę. Frekwencja dopisała już na pierwszym występie wieczoru i widownia schodziła się dość tłumnie.
Chociaż przy wielowarstwowym, atmosferycznym repertuarze E-L-R nie jest łatwo o odpowiednie nagłośnienie koncertu, to nie można było na nie narzekać. Świetnie jednak wybrzmiały prezentowane przez zespół utwory pochodzące głównie z ich najnowszego albumu (Vexier wydanego w zeszłym roku) zahaczające o atmospheric/doom metal, a co równie ważne, wyraźnie przypadły do gustu również zebranej w klubie widowni. Z każdym uderzeniem perkusji i zapętlonym riffem publika wczuwała się coraz bardziej, a kolejne utwory prezentowane przez Szwajcarów zbierały brawa od widowni.
Medytacyjny, wprawiający w refleksję sound zespołu świetnie się sprawdził w roli koncertowej rozgrzewki, a trio z Berna bez wątpienia było w formie. Ich czterdziestopięciominutowy set minął niepostrzeżenie.
Pod pewnymi względami był to minimalistyczny występ, gdyż artyści nie zagadywali publiki w czasie koncertu. Muzyka broniła się jednak sama, a słuchaczy nie rozpraszała konferansjerka czy zagadywanie – zespół był poza tym obecny na stoisku z merchem po koncercie, gdzie chętnie rozmawiał z fanami.
Setlista E-L-R:
Opiate the Sun
Three Winds
Seeds
Fleurs of Decay
The Wild Shore
Bez zbędnych opóźnień rozpoczął się również koncert Sylvaine dostarczający zebranej widowni nie tylko kolejnych emocji, ale również muzycznych zachwytów. Chyba każdy, kto słuchał studyjnych dokonań Kathrine Shepard, wie, że komponowana przez nią muzyka potrafi poruszyć do żywego. Jednym z największych atutów jej twórczości jest również to, jak świetnie sprawdza się na żywo – post-metalowa stylistyka spod znaku Sylvaine łączy w sobie zarówno atmosferyczne brzmienie pełne klimatu, jak i szybkie, agresywne partie.
Balans pomiędzy tymi aspektami muzyki został zachowany i tym sposobem znakomicie wypadły utwory pełne klimatycznych zwolnień i czystego wokalu oraz post-blackowe, skłaniające publiczność do headbangowania numery. Do pierwszej kategorii bez przeszkód można zaliczyć Earthbound z intrygującymi zmianami tempa, które idealnie wprowadziło widownię w nastrój koncertu czy urzekające, całkowicie pozbawione growlu Nowhere, Still Somewhere.
Bardziej energetyczna odsłona repertuaru Sylvaine błyszczała w takich momentach, jak pochodzącym z najnowszego wydawnictwa Mono No Aware wzbogaconym blackowym growlem, jak również na dłuższych kompozycjach o norweskich tytułach, Fortapt („Opuszczony/a”) oraz Mørklagt. Jak miało się wkrótce okazać, nie były to jedyne utwory, w których Kathrine posługiwała się norweskim. Chociaż partie w rodzimym języku wykonywała sama założycielka zespołu, to wokalizy, niektóre z partii growlu czy tekstów po angielsku wykonywali również gitarzysta oraz basista Sylvaine, co razem dało elektryzujący efekt.
Ponadto zespół był w naprawdę dobrej formie, za co należy się uznanie zwłaszcza po ciężko przebytej trasie, podczas której włamano się do vana zespołu, a choroby nie oszczędzały muzyków. Decyzja o odegraniu całego koncertu bez skracania występu czy ograniczania się – to się nazywa profesjonalizm.
Ciepłe przyjęcie przez miejscowych fanów zdawało się wiele rekompensować – widownia podchwytywała momenty wprost stworzone do rytmicznego klaskania, a po zakończonym koncercie przez chwilę skandowała nazwę zespołu. Show zakończyło się zresztą w pamiętny sposób – niemal dziesięciominutową kompozycję Mørklagt zostawiono na koniec, z kolei ostatnim numerem wieczoru został norweski utwór Eg Er Framand, zaśpiewany przez samą Kathrine a capella. Wszechstronny talent i wykonanie utworu wywołujące ciarki naprawdę zasługiwały na uznanie – coś pięknego!
Przekrojowa setlista zawierała utwory z trzech ostatnich albumów Sylvaine (zabrakło jedynie kompozycji z debiutowego krążka), ciężko więc było odczuwać niedosyt w obliczu tak zróżnicowanego repertuaru. Pierwszy koncert Sylvaine w Portugalii można jedynie zaliczyć do udanych – a ponieważ do pierwszego występu grupy w Polsce zostały niecałe trzy miesiące, pozostaje mi polecić Wam sprawdzenie ich koncertu na żywo.
Setlista Sylvaine:
Nova (intro)
Earthbound
Nowhere, Still Somewhere
Abeyance
Fortapt
Thrjar
I Close My Eyes So I Can See
Mono No Aware
A Ghost Trapped in Limbo
Mørklagt
Eg Er Framand (encore)
- Year of the Goat – „Trivia Goddess” (2025) - 11 listopada 2025
- Mütterlein – „Amidst the Flames, May Our Organs Resound” (2025) - 11 listopada 2025
- Conan – „Violence Dimension” (2025) - 23 października 2025






