Gdy opis zespołu w serwisach streamingowych wymienia tyle gatunków, że ich liczbą przyprawia o zawroty głowy, możliwości mogą być dwie. Albo będą to określenia użyte na wyrost, albo rzeczywiście mamy do czynienia z rozbudowaną, różnorodną i fascynującą twórczością. Moi rozmówcy na szczęście należą do tej drugiej grupy. Mowa o zespole Datûra z Warszawy, który w zeszłym miesiącu wydał swój debiutancki album Obsidian. Z wokalistką i autorką tekstów Mają oraz basistą Robertem rozmawiałam o najciekawszych połączeniach gatunkowych, wymarzonym towarzystwie na trasę koncertową oraz o nowych wpływach w muzyce alternatywnej.
Dziękuję, że znaleźliście chwilę na rozmowę. Jak się macie i jak nastroje po premierze albumu Obsidian?
Maja: Nastroje fajne, aczkolwiek pierwsze momenty ekscytacji już mamy za sobą, bo od premiery minął prawie miesiąc. Cieszę się z tych wszystkich opinii i recenzji, które do nas dotarły, bo były w dużej mierze naprawdę bardzo pozytywne. Krytyki było niewiele.
Robert: To była raczej niewyszukana krytyka. Jeśli już, to zauważyłem, że nie czepiano się tam szczególnych konkretów.
Maja: Tak – widać, że w większości były to same pozytywy i ludzie są zachwyceni, tak że i ja się cieszę.
Robert: Ja również. Na Spotify obserwujemy też rosnącą liczbę słuchaczy, w tej chwili jest ich ponad trzy tysiące. Patrzymy, jakie są tendencje i jak to wszystko wygląda po pewnym czasie. Odbiór jest bardzo pozytywny, tak że pozostaje nam jedynie przeć dalej.
Super! Gratuluję pozytywnych opinii, w pełni zresztą zasłużonych. Waszego pełnego debiutu ciekawie się słuchało, pewnie też dzięki temu, że słuchacie bardzo różnorodnej muzyki.
Jeśli chcemy to „szufladkować”, pojawia się tam ambient, dark folk, ale też przede wszystkim progresywny i atmosferyczny metal. Coś szczególnego wpłynęło na tę decyzję, czy po prostu w procesie twórczym metal był najbardziej naturalnym kierunkiem?
Robert: To w zasadzie składowa od każdego z nas i naszych gustów muzycznych. Zamierzenie Mai i Alberta było oryginalnie trochę lżejsze. Dołączyłem do składu, kiedy już powoli zaczęliśmy zahaczać o mocniejsze wpływy. Poza tym jest też Krzysiek – nasz drugi gitarzysta, a także najnowszy narybek, nie wiem, jak to najlepiej określić (śmiech). To właśnie Krzysiek lubuje się w bardziej metalowych klimatach, więc myślę, że to wtedy powstał taki miks. W pewnym sensie taki kompromis, ale też połączenie, które po prostu dobrze działa.
Maja: Z mojej perspektywy dodałabym, że najpierw był pomysł na granie post-rocka czy dark folku – takie padły hasła, kiedy na początku uzgadnialiśmy z Albertem pomysły na zespół. Screamy i growle naturalnie pojawiły się na próbach, bo pasowały do pewnych partii. Myślę, że obecność cięższych motywów pojawiła się z potrzeby budowania napięcia w kompozycjach. Zaczęliśmy dodawać więcej metalowych partii od czasu, kiedy dołączył do nas Robert.
Robert: Pierwsze próby pamiętam jako właśnie takie ciche. Były wręcz „dziwnie ciche”! To się wszystko zmieniło z czasem. Może była to kwestia tego, że musieliśmy się też lepiej poznać i „ograć” nasz materiał, ale była to moja pierwsza percepcja co do prób – że było cicho i stonowanie.
Maja: Każdy z nas słucha też muzyki bardzo różnych gatunków. Jeśli chodzi o metal, to nie skupiamy się tutaj na jego tradycyjnym ujęciu, raczej szukamy bardziej nieoczywistych podgatunków. Albert i Robert siedzą od dawna w post-metalu, ja z kolei bardziej w klimatach doomowych i psychodelicznych. Krzysiek lubi deathcore, ja też kiedyś intensywnie tego słuchałam, a później siłą rzeczy trochę mi się to znudziło. Każdy z nas lubi też progresywne granie, czy to rockowe, czy metalowe.
Ciekawa sprawa – te różnorodne wpływy rzeczywiście słychać. Zaczęłam się zastanawiać, czy rozważacie album, a może EPkę, którą wydalibyście w klimatach dark folku lub elektroniki? A może eklektyzm sprawdził się na tyle dobrze, że będziecie się starać odzwierciedlać taką różnorodność na kolejnych wydawnictwach?
Robert: Moim zdaniem taki miks jest czymś fajnym i kuszącym, i to właśnie widać na Obsidianie. Nie ograniczaliśmy się pod kątem różnorodnych wpływów i wyszło to zgrabnie, wszystko tworzy spójną całość – przynajmniej takie opinie mają nasi słuchacze. W związku z tym słyszymy często pytanie, czy to jest concept album. Ze swojej perspektywy dodałbym też, że gdzie nas gatunkowo zawieje, to tam będziemy, i trzon naszej muzyki mimo wszystko pozostanie – czy to będzie bardziej elektroniczne granie, czy też folkowe.
Maja: Co ciekawe, na początku Albert próbował przemycić nam takie określenie, jak „eksperymentalny metal”, z czym Robert nie bardzo się zgodził. Myślę, że chodzi o „eksperymentalny” w kontekście właśnie tego mieszania różnych gatunków.
Robert: Tak, w tym kontekście nie jest to awangarda sama w sobie.
Maja: To prawda, po prostu stanowi to pewną spójną mieszankę. Osobiście lubię awangardę i chociaż nie wiem, czy u nas by się to sprawdziło, to mam nadzieję, że któregoś dnia poniesie nas w jeszcze bardziej kreatywne, abstrakcyjne rejony. Może w noise’owe czy bardziej improwizowane „udziwnienia”. Zobaczymy! Najważniejsze jest dać się ponieść i pozwolić muzyce wypłynąć z ciebie. Planowanie nie ma sensu.
Poza samą muzyką ciekawią mnie też teksty. Pojawiają się tam introspekcyjne tematy przebodźcowania, a także szeroko pojętych uczuć i tego, jak odbieramy pewne rzeczy. Myślicie, że to ważne, by artyści zwracali na to uwagę, czy zbyt duża odpowiedzialność wiąże się z poruszaniem takich tematów? W końcu coraz więcej zespołów o tym mówi.
Maja: Jako autorka tekstów mogę powiedzieć, że bardzo ważna jest dla mnie sfera umysłu i duszy. Być może między tymi dwoma definicjami można by postawić znak równości. Psychologia to też w końcu nauka o psyche, czyli o duszy. Podejmuję takie tematy w tekstach dlatego, że po prostu interesują mnie te sprawy i swego czasu zgłębiałam literaturę związaną z tym tematem. Temat przebodźcowania pojawiający się w utworze „Venom” jest dla mnie ważny i wiąże się też z tematem introwertyzmu. Szkoły i miejsca pracy są budowane pod ekstrawertyków. Siedzisz godzinami w sali pełnej ludzi, musisz rozmawiać i wymieniać się pomysłami z innymi ludźmi i jesteś narażony na ciągły hałas. Nie każdy lubi pracować w ten sposób. Niektórzy potrzebują ciszy i samotności, żeby funkcjonować w zdrowiu, i żeby pracować efektywniej, natomiast społeczeństwo popycha ich w kierunku niezgodnym z ich naturą. Co prawda to tylko jeden z kilku wątków poruszanych w tekście „Venoma”.
Robert: Generalne warto mówić o zdrowiu psychicznym. Absolutnie jestem w tej kwestii bardzo „za” i myślę, że to dobrze, że się takie tematy porusza. Może tak – dobrze, że się te kwestie porusza, ale wiem też, że jest to wynik tego, że trochę źle się podziało na świecie.

Tak, to z pewnością istotne tematy, a sam fakt, że o tym mówicie, świadczy też o odważnym podejściu. Jeśli chodzi o inny aspekt tekstów – czy dobrze zrozumiałam, że zwłaszcza utwory takie, jak „We Lived Afloat” wspominają wątki przyrody i dbania o środowisko? Czy jest Wam bliska twórczość zespołów takich, jak Gojira czy Heilung, które zwracają na to uwagę?
Maja: Akurat „We Lived Afloat” nie podejmuje wątków ochrony środowiska, taka tematyka pojawia się tylko w „Venom”. „We Lived Afloat” opowiada o pewnych historiach, w których alkohol jest pomocnikiem w dotarciu do głębszych emocji. Początek utworu to przeprawa przez morze, walka o przetrwanie – stan towarzyszący w dzień po upojeniu. Morze lub ocean to oczywiście symbol wewnętrznego świata emocjonalnego. Trucizna, którą spożywasz, daje ci możliwość bardzo głębokiego zanurzenia się w ten świat, do momentu aż sięgasz dna. Jeśli wypłyniesz na powierzchnię, to możesz żyć dalej, ale możesz też utonąć. W naszym społeczeństwie ta trucizna stała się nieodzownym elementem kultury, towarzyszem spotkań, celebracji z rodziną i przyjaciółmi. Tytułowe życie na powierzchni odnosi się również do sfery finansowej. Brak pieniędzy pociąga za sobą alkoholizm, a alkoholizm prowadzi do braku pieniędzy. To są problemy niejako wpisane w naszą narodową historię. Na ilustracji zawartej w booklecie widzimy osoby w różnym wieku, różnej płci, a nawet hybrydy człowieka i zwierzęcia tańczące ze sobą radośnie w kręgu. Ten krąg to nic innego jak pole, w którym zapisane są historie pokoleń ludzi, którzy zmagają się wspólnie z różnymi problemami. Wszyscy jesteśmy poddani pewnym siłom, które kształtują zachowania nasze i naszych rodzin. Ostatecznie jest też pewna siła, która pcha wszystko do przodu i która daje nam nadzieję, która w utworze nazwana jest po prostu eter.
Jeśli chodzi o wątek ochrony środowiska, a w szczególności oczyszczenie zbiorników wodnych, który pojawia się w „Venomie”, nie był on z mojej strony zainspirowany Gojirą. To temat, który często podejmowali moi znajomi, to oni zainspirowali mnie do zwrócenia większej uwagi na tematy ekologiczne. Nie jem mięsa od dziecka i niedawno dowiedziałam się, że hodowla krów produkuje na świecie największą ilość dwutlenku węgla, znacznie większą niż spaliny. Czemu zatem mówi się o zaprzestaniu podróżowania samochodem lub samolotem zamiast o ograniczeniu spożywania mięsa?
Co do Heilung – są naprawdę spoko, to fajne granie, aczkolwiek wolę na przykład Wardrunę czy Eivør. Mogłabym wymienić wiele zespołów, które lubię w tym nurcie. Jest taki wspaniały zespół, który uważam za zbyt mało znany jak na poziom muzyki, jaką tworzą, Daemonia Nymphe.
Robert: Z kolei ja uwielbiam Gojirę, dlatego uśmiechnąłem się na tę wzmiankę. I Gojira, i Heilung grają w klimatach, które lubię.
Maja: Z tego, co wiem, Albert też lubi Gojirę. Wydaje mi się, że nasze riffy miejscami mogły być inspirowane właśnie ich twórczością.
Całkowicie się z tym zgadzam – rzeczywiście Daemonia Nymphe zasługują na większy rozgłos. Skoro o ulubionych artystach mowa, jakie są zespoły i artyści, z którymi najbardziej chcielibyście współpracować?
Maja: Współpracować przy nagraniach, czy zagrać koncerty?
Poruszmy obydwie kwestie.
Może tak: obecnie mamy ten problem, że na polskiej scenie jest mało zespołów, do których pasujemy stylistycznie. Często gramy z zespołami, z którymi odnajdujemy się towarzysko, mimo, że nasze style muzyczne są odmienne. Są to zespoły, które grają dużo cięższą odmianę metalu niż my. Z drugiej strony, na scenie folkowej nie pasowalibyśmy już w ogóle! Dużo osób porównuje nas też do Obscure Sphinx, przynajmniej w Polsce jest taki trend.
Robert: Tak, okolice post-metalu i kobieta na wokalu, która też krzyczy. Podejrzewam, że stąd ten trend.
Maja: To zespół, który gra zupełnie coś innego. Oni mają swój własny styl, są bardzo oryginalni. Uważam, że my też jesteśmy oryginalni na swój własny sposób. To porównanie pewnie polega głównie na obecności atmosferycznych gitar, klimacie pewnego niepokoju plus oczywiście na kobiecym wokalu i growlu, który na polskiej scenie prawie wcale się nie zdarza. Mimo wszystko myślę, że byłoby świetnie, gdybyśmy kiedyś zagrali wspólny koncert. Mam nadzieję, że nasza muzyka kiedyś odnajdzie się na festiwalach takich jak Roadburn czy Amplifest, dlatego, że tam stawia się nacisk na nieoczywiste gatunki. Anna von Hausswolff, Oranssi Pazuzu, Amenra, Yoo Doo Right, Midwife – to nieliczni z wielu ulubionych artystów, którzy tam występowali. Pasowalibyśmy też do Messy, oni wychodzą poza sztampowy doom metal i łączą różne gatunki.
Robert: Z Alcestem też moglibyśmy zagrać.
Maja: O, tak! Do Alcesta pasowalibyśmy stylistycznie.
Poza tym supporty, które na przestrzeni lat im towarzyszyły, reprezentowały różne gatunki. Zauważyłam, że podobnie było na jednym z waszych ostatnich koncertów w warszawskim VooDoo na Metalowych Zwierzakach. Choć były to zespoły podobnej wielkości, to chyba grały tam głównie blackmetalowe kapele?
Maja: Tak, na Metalowych Zwierzakach był rozstrzał stylistyczny, był death metal, deathcore, black metal, post-metal, natomiast impreza udała się wyśmienicie. Publika była cudowna, dawno nie otrzymaliśmy takich owacji, chyba od czasu Summer Dying Loud. (śmiech)
Wracając do poprzedniego pytania, dodam jeszcze zespół E-L-R, z nimi też byłoby super zagrać!
Fantastyczna sprawa z E-L-R, to bardzo fajny zespół. Faktycznie dużo jest artystów w podobnym klimacie, ale inna sprawa, że często są to zespoły spoza Polski, istniejące gdzieś tam na scenie europejskiej.
Maja: Tak, dużo więcej jest takich zespołów poza granicami naszego kraju.
Pozostając w temacie, to mogę jeszcze wspomnieć, że graliśmy z – moim zdaniem – znakomitą kapelą Deûle z Francji. Świetny zespół! Chętnie bym jeszcze z nimi zagrała. To troszeczkę inny styl niż my, oczywiście, ale mimo wszystko, to wciąż ten sam duch.
Robert: Można ich określić jako dungeon synth/doom, były to po prostu klawisze, wokal damski, takie post-punkowe zacięcie momentami w okolicach hardcore’u… to połączenie, którym wszyscy byliśmy podjarani! Cały nasz wspólny gig w Krakowie bardzo dobrze wyszedł. Były to może niejednoznaczne dźwiękowe okolice, ale za to występował z nami zespół, który gra w sposób, jaki nas przyciąga. Takie połączenia gatunków są dla nas słowem-kluczem.
Maja: Dungeon to może nie jest, ale na pewno synth-doom. Przynajmniej tak się określają. Dla mnie bazą w ich muzyce jest post-punk, ale kawałki tak się rozwijają, że przechodzą w black metal. Ciężko sklasyfikować ich muzykę, tego po prostu trzeba posłuchać!
Co do Krakowa, to zdaje się, że koncerty, które macie zaplanowane na ten rok, to właśnie Warszawa, Kraków i Lublin, prawda?
Robert: Jak przyjdzie co do czego, tak właśnie będzie! (śmiech) W sumie jeszcze przymierzamy się ponownie na Poznań i Wrocław.
Maja: Tak, będziemy o tym też jeszcze rozmawiać z zespołem, bo musimy w końcu zaplanować coś większego. Niebawem pojawi się więcej informacji.
Jeśli tylko okoliczności pozwolą, bardzo chętnie się w końcu wybiorę na Wasz koncert do Poznania. Na koniec chciałam jeszcze podpytać o polską scenę alternatywną, trochę też o metalową. Na międzynarodowej scenie pojawia się dużo zespołów „okołometalowych”, które idą trochę w innym kierunku. Odnosicie może wrażenie, że metalowa scena trochę bardziej się otwiera i coraz więcej ludzi przekonuje się do takich wariacji na temat gatunku?
Robert: Moim zdaniem na pewno rośnie bardzo duży trend na mieszanie gatunków. Może nie jest to jakieś super powszechne, oczywiście, ale pojawiają się mimo wszystko różne perełki na scenie alternatywnej czy metalowej. Ja sam raczej nie siedzę w metalowej klasyce, tylko odkrywam nowe rzeczy mieszające te gatunki, wyznaczające pewne nowe trendy.
Osobiście również z roku na rok to odczuwam – widzę na przykład, jak bardzo biblioteczka poszerza się o kolejne kapele, których słucham.
Maja: Ze swojej strony mogę dodać, że też nie siedzę w stricte metalowych gatunkach i raczej poszukuję czegoś kreatywnego, czegoś, co mnie po prostu zachwyci – a o to jest obecnie ciężko, jestem strasznie wybredna! (śmiech)
Ostatnio rzeczy, których słucham, są bardziej, powiedzmy, eksperymentalne. Są tam synthy, często jest to shoegaze czy post-punk. Jest na przykład taki świetny projekt All Hands_Make Light, który mnie zafascynował. To w ogóle nie jest metalowa twórczość, to coś innego – są tam organy, synthy, jest wręcz sakralny klimat, natomiast okazuje się, że to projekt stworzony przez jednego z członków Godspeed You! Black Emperor, więc jest w tym jakiś duch metalu. To chyba właśnie w pobocznych projektach ludzi, którzy wywodzą się ze sceny metalowej, odnajduję coś ciekawszego.
Bardzo fajny jest też zespół Haunted Plasma, z muzykami z Oranssi Pazuzu, Hexvessel, Dust Mountain… to właśnie tego typu projekty są czymś nowym i bardziej kreatywnym. Jest tam trochę metalu, dużo elektroniki, brzmienie jest na swój sposób oryginalne.
Tak, to łączenie gatunków zdecydowanie dobrze wypada. U Was też świetnie to współgra i co tu dużo mówić, absolutnie nie dziwię się tym wszystkim słuchaczom, którzy również Was docenili.
Zbliżamy się do końca naszego „czasu antenowego”, więc będę kończyć, ale bardzo się cieszę, że udało się nam porozmawiać. Macie dla naszych czytelników jakieś przesłanie?
Maja: Przychodźcie na nasze koncerty, kupujcie płyty i otwierajcie się na nowe gatunki.
- Year of the Goat – „Trivia Goddess” (2025) - 11 listopada 2025
- Mütterlein – „Amidst the Flames, May Our Organs Resound” (2025) - 11 listopada 2025
- Conan – „Violence Dimension” (2025) - 23 października 2025






