Nowy album Deus Mortem, już od momentu pierwszej zapowiedzi, rozgrzewał wyobraźnię fanów krajowej sceny black metalu, wzbudzając jednocześnie spore oczekiwania. Także moje, gdyż uważam, że zespół Necrosodoma to jeden z najsolidniejszych rozgrywających w tym gatunku w Polsce, odznaczający się od lat niezwykle wysokim poziomem muzycznym i wydawniczym.
Trzecia duża płyta zespołu zmiany w tej materii nie przynosi, jednak skłamałbym mówiąc, że opinia ta towarzyszyła mi od samego początku obcowania z nowym materiałem. Wręcz przeciwnie, pierwszy kontakt z singlowym Krwawym Świtem (a także premierowe odsłuchy całości) skutkowały mieszanymi odczuciami, wśród których prym wiodło zaskoczenie, pewien niedosyt i obawa, że w końcu nawet tak klasowemu zespołowi zdarzyło się lekkie potknięcie. W odbiorze krążka nie pomagało na pewno uzyskane w Heinrich House Studio brzmienie. Thanatos wydawał mi się pod tym względem początkowo zbyt sterylny i bezpieczny, a pozbawiony charakterystycznego dla poprzednich albumów brudu sound, odczuwalnie osłabiał impakt całości.
Na szczęście każde kolejne posiedzenie (a mam ich za sobą już kilkadziesiąt), wzmocnione dodatkowo okazją usłyszenia znacznej części albumu podczas niedawnego koncertu zespołu w Poznaniu, pozwoliły mi na umiejscowienie poszczególnych trybów we właściwym miejscu i odczytanie pełniejszego konceptu, w jakim zespół postanowił się tym razem ukorzenić. Ostatecznie oswoiłem się też z produkcją płyty (na pewno do stopnia pozwalającego dostrzec i docenić jej najistotniejsze walory).
Thanatos to bez wątpienia najbardziej melodyjny i przyswajalny z dotychczasowych albumów Deus Mortem. Choć specyficzna melodyjność była od zawsze nieodzownym elementem muzyki zespołu, jej rola sprowadzała się dotychczas do bycia pewnym kontrapunktem, mającym silniej zaakcentować i uwypuklić gęsty i mroczny klimat poszczególnych kompozycji. Na Thanatos, usadowione w większości na niemal rockowym fundamencie, harmonijne i chwytliwe pomysły grają natomiast pierwsze skrzypce, swobodnie wprowadzając do twórczości zespołu niewystępujące dotychczas na tak szeroką skalę wektory stylistyczne.
Odczuwalne przesunięcie zwrotnicy w żadnym wypadku nie odbiło się na poziomie kompozycyjnym, z którego zespół dał się poznać w przeszłości. Thanatos wciąż pełen jest soczystego, bezlitośnie intensywnego, naznaczonego diabelskim piętnem black metalu, w którym słychać autentyczną pasję, niezłomność i bezgraniczne, ideowe oddanie. Wszystko to przystrojone jest jednak tym razem w nieprzyzwoicie hiciarskie formy (Krwawy Świt, Slow Death, W Serce Płomiennej Gnozy), riffy i solówki przywodzące na myśl szwedzką szkołę black metalu (duch Dissection unosi się nad takimi Lamb in the Arms of a Wolf, czy Noesis wraz z dymem rytualnego kadzidła) oraz hymniczne fragmenty, wwiercające się w korę mózgową ze zwierzęcą wręcz zażartością (Czarny Kruk).
Spora w tym także zasługa znakomitych tekstów. Uduchowione liryki potrafią z jednej strony zaintrygować, zachęcając do zgłębiania i samodzielnego poszukiwania tropów, z drugiej skutecznie unikają popadania w intelektualną przesadę, czy przerost formy nad treścią. Sposób przestawienia konceptu jednostki dokonującej rozdarcia woalu iluzji, nabierającej przez to mocy kreacji świata opartego na własnych zasadach (szczególnie w przypadku polskojęzycznych utworów) jest tym, co przesądza w moich oczach o jakości Thanatosa.
Z satysfakcją (i nieukrywaną radością, wynikającą z rozwiania początkowych wątpliwości) mogę napisać, że Deus Mortem dokłada do swojej dyskografii kolejny doskonały album. Topka tego roku? Swobodnie.
Ocena: 9/10
- Angrrsth – Złudnia (2025) - 12 grudnia 2025
- Post Mortem #19 – Toruń (29.11.2025) - 10 grudnia 2025
- Owls Woods Graves, Above Aurora, Garota – Toruń (25.11.2025) - 3 grudnia 2025
Tagi: Czarny Kruk, Deus Mortem, heinrich house studio, Krwawy świt, Lamb in the Arms of a Wolf, necrosodom, Noesis, Profane Spirit Productions, Slow Death, Thanatos, W Serce Plomiennej Gnozy.






