Miłośnicy klasycznego podziemnego heavy metalu zapewne doskonale wiedzą, że australijski Aardvark był jednym z zespołów, które gościły na tegorocznym Helicon Metal Festival. Ich koncert nie tylko w mojej opinii był jednym z najlepszych momentów tego wydarzenia. Swoim występem zespół ten „kupił” mnie do tego stopnia, iż musiałem sprawdzić, jak formacja prezentuje się w wersji studyjnej.
Tough Love to debiutancki krążek tego kwartetu z Antypodów. Słychać, że mimo grania heavy metalu, mocno inspirują się muzyką hardrockową z lat siedemdziesiątych. Świadczy o tym na przykład konstrukcja riffów, produkcja, a nawet okładka w stylu retro.
Z drugiej strony Tough Love jest krążkiem, który ma ten metalowy flow. Inspiracje twórczością Accept są tu bardzo słyszalne. Oczywiście mówiąc to, mam na myśli warstwę muzyczną, gdyż wokal Eda Vaarka nie ma nic wspólnego z szorstkim skrzeczeniem Udo Dirkschneidera czy Marka Tornillo. Owszem, ma on charakterystyczną chrypkę, ale zdecydowanie bliżej mu do Lemmy’ego (pod kątem bardziej sposobu śpiewania, niż samej barwy głosu).
Na krążku nie brakuje hitów (oczywiście w heavy metalowym znaczeniu). Przykładem może być choćby bardzo motörheadowy pełen energii Destructor, który jest wręcz idealny do rozruszania ludzi na koncercie. Utwór tytułowy spokojnie mógłby za to znaleźć się na albumie Breaker wspomnianego Accept. Natomiast refren Don’t Call Me a Liar wbija się w głowę już po pierwszym przesłuchaniu i długo nie chce z niej wyjść.
Debiut Aardvark powinien zadowolić wszystkich, nawet tych najbardziej wybrednych zwolenników nurtu NWoTHM oraz odżywającego coraz bardziej protometalu. Nisza to co prawda niewielka, ale zawsze jest.
Ocena: 8,5/10
- Gravewitch – „Gravewitch” (2025) - 9 listopada 2025
- Fabulous Desaster – „Crucify This!” (2025) - 3 czerwca 2025
- Dragon Skull – „Chaos Fire Vengeance” (2025) - 24 kwietnia 2025
Tagi: aardvark, classic metal, debiut, Dying Victims Productions, Heavy Metal, NWOTHM, old school heavy metal, proto-metal.






