Site icon KVLT

Athlantis – Last But Not Least (2021)

Athlantis działa na włoskiej scenie od roku 2003. Last But Not Least to siódmy pełny album w ich dorobku,piąty wydany przez wytwórnię Diamod Productions.

Muzykę graną przez zespół zwykło się klasyfikować jako power metal. Twórczość Athlantis jednak różni się nieco od tego, co prezentują inne Power metalowe ekipy z ich ojczyzny. Otóż na Last But Not Least próżno szukać klawiszowych pasaży, wysokich wokali czy też historii o rycerzach walczących ze smokami, czyli elementów nagminnie kojarzących się z tamtejszą sceną power metalową. Choć instrumenty klawiszowe oczywiście się pojawiają, to nie grają one „pierwszych skrzypiec” (poza paroma momentami w np.  Scream Louder), a stanowią subtelne tło dla partii gitar. Athlantis czerpie natomiast pełnymi garściami z twórczości sceny niemieckiej. Podobieństwo do takich kapel jak Brainstorm, Rage czy też Primal Fear jest tu bardzo widoczne.

Album zawiera kilka momentów, przy których miłośnik takiego grania na pewno zatrzyma się na nieco dłużej. Pierwszym z nich zdecydowanie jest melodyjny, metalowy hymn Devil or Woman ze wspaniałym, wpadającym w ucho refrenem i genialnym zwolnieniem, w którym zespół udowadnia, że klimaty jazzowe nie są mu obce. Takich wyjść poza sztywne gatunkowe ramy jest tu więcej, choćby dość nietypowy, bardzo progresywny motyw wiodący w utworze Cursed Time. Podobne ciągoty panowie zdradzają zresztą w kawałku Falling Star, czy pokręconym Me and You. Warto jeszcze w tym kontekście wymienić pełną dramatyzmu i niepozbawioną mocy balladę Stranded.

Powyższe przykładów nie można nazwać poważnymi „skokami w bok”. Na Last But Not Least dominuje stary, dobry heavy, choć niewątpliwie podany we współczesnej formie. Co by nie mówić, bliżej tu do nagrań z okolic roku 2000 niż tych z lat 80. Miłośników takiego muzykowania nie brakuje, więc jestem przekonany, że nowa pozycja Athlantis znajdzie swoich amatorów.

Ocena: 7/10

 

Exit mobile version