Site icon KVLT

Disloyal „Godless” (2015)

Disloyal to stara dość kapela, bo sięgająca swymi początkami aż do 1997… Ci, którzy kiedyś nabywali Thrash’em All, mogli na składakach o wdzięcznej nazwie Adrenalina poznać poszczególne kawałki zespołu… W każdym razie, ja ich wtedy tak zapoznałem. Potem Disloyal wydał kolejne albumy – po chronologię odsyłam do bio kapeli, a my mamy obecnie na tapecie nowy album… Godless

Dziwna to płyta. Ma bowiem niemal dwa oblicza, sam nie wiem, które jest ciekawsze… Jedno to klasyczny, mocno morbidowski kierunek, gdzie takie walce jak New enemy Rusing może nie zaskakują, ale świetnie brzmią. Co na plus? Na pewno fajna praca perki, głęboki growl i ponura atmosfera niczym z sesji Covenant, albo może Gateways…? Utwór ten przyciąga na dłużej uwagę. Acz nie zaskakuje. Tu w ogóle element zaskoczenia jest znikomy. Jeżeli macie na półce klasykę amerykańskiego death metalu, a nie macie zapędów kolekcjonerskich, to łatwo sobie odpuścicie i ten krążek. Swoją drogą optymista ze mnie, bo kto dziś kupuje płyty ? Ja sam „jadę” z mp3 te promo…

Wracając do Godless… Gdy taki Dybbuk się rozkręca, to jest rewelacyjnie. Na moment pojawia się fajna zagrywka i mimo natłoku konkretnej dawki dźwięków, zostaje ona w głowie. I takie momenty na tej pierwszej części Godless są najlepsze. Nie sam napieprz, ale inteligentne zamysły, budowanie klimatu opartego o sprawdzone patenty. Oby było tego więcej. Mniej monolitu, więcej powietrza. Tak ja to przynajmniej widzę.
Potem nagle następuje zmiana, a ja mam nieodparte wrażenie, że zespół widać mocno polubił kapelkę Gojira… Piąty utwór: Self- carving Titan, cholernie mocno nacechowany jest francuskim bandem. Potęgują to efekty na wokalu. Nie jest to zły zamysł. Nareszcie pojawia się powietrze w tej muzie, uchodzi prędko ten natłok dźwięków, a sam Disloyal nabiera klimatu industrialnego. Fajnie, że w tym innym ujęciu każdy element kapeli został należycie zaadaptowany… Acz jest pewien minus… Gdyby mi ktoś rzekł, że te promo to dwie kapele, to mógłbym uwierzyć…
Obiektywnie oceniając, to sam zamysł mieszania takich stylów wychodzi kapeli in plus. Bo jak rzekłem, na półce mam już Morbid Angel. Epigonów ich też w stosownej ilości. A że granie a’la Gojira jest teraz na topie? Jeżeli ma mieć to taką formę jak u Disloyal obecnie, to nie mam nic przeciwko. Nawet jeśli taki Decapitated robi to lepiej.
Mechanism of Deceit nosi znamiona mariażu tych dwóch oblicz. Całkiem dobry zamysł, co by po pewnym zaskoczeniu nie narobić na siłę kolejnej volty, tym razem na rzecz deathowej postaci. Sam kawałek nosi pewne echa nowoczesnego grania, aczkolwiek ma na tyle konkretnego przywalenia, że jest dobrym połączeniem dwóch styli. Do tego świetne sola i mnóstwo motoryki. Chyba jeden z najlepszych utworów.
Mors Imperator Mundi – jest świetnie. W ogóle mam wrażenie, ze dłuższe obcowanie z tym albumem owocuje po prostu frajdą. Po początkowym zmyleniu przeciwnika dowaleniem do pieca, potem muza staje się bardziej finezyjna. Czy nie padnie zarzut, że czerpie pełnymi garściami z tego, co obecnie gra taki w/w Decapitated? Może, ale co z tego, skoro wychodzi im to całkiem dobrze? A kto jest zdrajca, czy epigonem, to i tak wszelkiej maści znafcy sobie na necie poklepią. Ja zaś polecam Wam zapoznać się szczególnie z tymi dwoma utworami.
Corporate ma taki szlif, że na moment usłyszałem w tym … Myrsgog. Jest bardzo dobrze! Motoryka (który to już raz wspominam? Nieważne) i klimat, który dominuje nad całym utworem odnosi się do debiutu Norwegów.

A na finał: Chastener jest godny Immolation. Nawiasem mówiąc bardzo dobry jest ci on. 😉 Klimatyczny, dobry utwór. Przyrównałem go do stylu Immolation…, znana powszechnie nazwa, zatem i nie będziemy się tu bawić w tłumaczenia. Kapele znamy, są bogami sceny. A zatem zagrać na ich poziomie, to jest nie byle co. Wg mnie jeden z kolejnych faworytów! Niemal z płyty Close to a World Below
W ogóle czuć w tym finale więcej inklinacji właśnie takiej wariacji Zyklon/Myrsgog i – oczywiście Morbid Angel. Te skojarzenia są niemal jak trademark Godless. Oby tylko nie przyczepił się jak – wybaczcie tanią przenośnię – gówno do buta. Smrodek zawsze pozostaje, niezależnie od starań.

Czuć potencjał w kapeli, nie są wszak nowicjuszami. Ale wolałbym, by pewne przeskoki stylistyczne – osobiście wielce mi nie przeszkadzają – miały mniej pierwiastka kojarzonego z amerykańską sceną…
Disloyal wydał przewrotny album, pełen wolt, stylistycznych zmian. Na finał niby wszystko jednak się komponuje, ale pozostaje takie dziwna wątpliwość, czy to tak miało być. Jednak nie zostałem przekonany ostatecznie…
Zatem i ocena będzie taka niedoskonała…

Ocena: 6,5/10

Exit mobile version