Site icon KVLT

Good Old Days – „Knock It Off” (2007/2023)

Mamy już 2024 rok, a u mnie leży jeszcze kupka z płytami wydanymi w roku zeszłym, które nadal zasługują na wsparcie w mediach. Jedną z takich pozycji jest wznowienie albumu toruńskich scenowych wiarusów z Good Old Days, noszący tytuł Knock It Off. Album miał oryginalną premierę w 2007 i jego nakład wyprzedał się już jakiś czas temu, było to pierwsze wydawnictwo, jakie ukazało się z logo Spook Records, więc na bazie zapotrzebowania i nostalgii wytwórnia zdecydowała się, by krążek wytłoczyć po raz kolejny. Do podstawowej setlisty płyty jako bonus dołączono demo z 2005 roku.

Pamiętam bardzo dobrze okres, w którym Knock It Off pojawiła się na scenie. Dla tych, którzy znali wcześniejsze materiały zespołu, album okazał się zaskakujący. Muzycy odeszli od klasycznego hardcore/punka na rzecz bardziej amerykańskiej odmiany HC, jednocześnie prezentując konkretny przeskok wykonawczy. Naleciałości „nu jorku” były oczywiste i bezdyskusyjne, a wielu pokusiło się o określanie Good Old Days mianem polskiego Sick of It All, co nawet dziś jestem w stanie podtrzymać, bo zbieżności jest sporo, zaczynając od dzikich kompozycji, a na barwie wokalisty kończąc. Na szczęście wszystkie zmiany i podobieństwa nie odbyły się na bazie brutalnego naśladownictwa, band miał już w tamtym okresie kilkuletni staż i zalążki stylu, który został po prostu zmodernizowany i pchnięty na szersze wody. Kompozycje są krótkie, agresywne, żywiołowe, dynamiczne i gęsto obłożone chórkami potocznie zwanymi gang vocals. Zaliczam też ten album do rodzaju tych hałaśliwych, na które trzeba mieć chęć. Kompozycje wyciśnięte są do maksa, poziom łomotu od początku do samego końca pozostaje na równym poziomie, nie pozwalając uszom odpocząć.

Co do bonusowego dema, w większości są to kawałki, które znalazły się na późniejszej płycie, ale z mniej zbitym brzmieniem, dzięki czemu wydają się bardziej klasyczne. Stają się idealnym łącznikiem między początkami zespołu a jego rozwojem zobrazowanym na Knock It Off.

Minęło sporo czasu, od kiedy krążek buja się na scenie, ale muszę przyznać, że w moim uznaniu się nie zestarzał. Jego bardzo klasyczny charakter uważam za ponadczasowy i wartości, jakie ze sobą niesie, od premiery się absolutnie nie zmieniły. Pojawiło się wiele nowych gatunków, odmian, ale korzenne granie jest tam, gdzie było niemal dwadzieścia lat temu, czyli w sercach muzyków i załogantów. Szczerość pozostanie szczerością, a prawda prawdą.

Good Old Days na Facebook’u.

Exit mobile version