Album ten wbrew pozorom wcale nie jest debiutem. Pochodzący z Oregonu black/thrasherzy nie są nowicjuszami, gdyż działają na scenie od roku 2013. W 2015 uraczyli miłośników muzycznego łomotu pierwszym EP zatytułowanym Soul Reaper, a w roku 2020 – debiutanckim długograjem The Summoning. Konsekwentnie po kolejnych pięciu latach nadszedł czas na drugi pełen album zatytułowany po prostu Gravewitch.
Trio to gra muzykę z pogranicza thrash metalu i oldschoolowego blacku. Nie czarujmy się, obydwa te gatunki są już bardzo mocno wyeksploatowane, zarówno osobno, jak i w rozmaitych konfiguracjach. Trudno zatem oczekiwać od zespołu pokroju Gravewitch albumu, który by do muzyki wnosił coś odkrywczego. Wręcz przeciwnie. Oczekiwać należy za to solidności
, zachowania oldschoolowego klimatu oraz grania ze szczerą pasją do rock’n’rolla. Szczególnie tego ostatniego zdecydowanie nie można Amerykanom odmówić.
Brzmienie drugiego krążka Gravewitch przepełnione jest blackmetalowym, momentami wręcz piwnicznym necrosoundem. Spod niego wyłaniają się thrashowe riffy bombardujące uszy słuchacza niczym nowoczesny karabin maszynowy (no, może nie jest to Sodom czy Slayer, ale jest dobrze). Nie sposób tu nie wspomnieć o czysto punkowej energii, która na tego typu wydawnictwach jest elementem niemal obowiązkowym. Na krążku znajdziemy też sporo z punkowo-motörheadowych klimatów, dodających tej muzyce odpowiedniego luzu, który słychać nawet w posępnym riffie Ritual Reanimation. Na szczęście dzięki temu, mimo sporej ilości odwołań do norweskiej fali black metalu, nie ma tu przerostu formy nad treścią. Co więcej, trafiają się momenty wyraźnie pokazujące, że twórczość Amerykanów potrafi być nawet na swój sposób dosyć melodyjna (Damnable Evil czy White City Devil). Mamy tu też delikatne puszczenie oczka w stronę fanów klasycznego heavy w postaci Atmosferic Alternations (oczywiście tylko we wstępie, bo potem utwór ten zmienia się w typowy przepełniony chłodem blackmetalowy hymn).
Gravewitch jest albumem wypełnionym brudem oraz mimo całkiem solidnej produkcji, piwnicznym klimatem. To jedna z tych płyt, przy których pomimo całej mrocznej otoczki, ręka sama sięga po kolejne zimne piwo. Fakt, że wszystko tu jest oparte na przetartych schematach, w tym przypadku jest zaletą. Kapele, które na tym konkretnym poletku próbują wymyślić koło na nowo, zazwyczaj tylko na tym tracą. Jeżeli kochacie Desaster, Nokturnal czy Destroyer 666, to drugi album Gravewitch jest płytą dla Was. O ile oczywiście nie zrazi Was okładka.
Ocena 8/10
- Gravewitch – „Gravewitch” (2025) - 9 listopada 2025
- Fabulous Desaster – „Crucify This!” (2025) - 3 czerwca 2025
- Dragon Skull – „Chaos Fire Vengeance” (2025) - 24 kwietnia 2025
Tagi: american band, american black metal, black metal, Black/Thrash Metal, Gravewitch;, thrash metal.






