Nowy album Lamp of Murmuur to dużo naturalnej przyjemności i dużo pewnego przymrużenia oka. Z pewnością jest surowo, ale może nawet zbyt surowo, jak na obecne standardy, bo M. celuje w bardzo rootsowe brzmienie blackowe. Od początku istnienia projektu mamy do czynienia z oczywistym ukłonem w stronę klasyków surowego spojrzenia na gatunek. Wiadomo, tak ma brzmieć prawilny black metal.
W mojej opinii to nadal działa, mimo że taki materiał średnio ma czym nowym zaskoczyć. Dużo syntezatorowych motywów przywodzi skojarzenia z wczesnym Burzum. Wszystko na sprawdzonym motywie przekładania brzmienia Norwegii na szkołę blacku z USA. Na pewno jednak projekt nie jest nijaki. Bardzo zgrabnie skonstruowane riffy, wspomagane czasami dungeon synthem czy gotyckim nastrojem, sprawdzają się w pełnoformatowych kompozycjach, rozciągniętych w kilku
przypadkach na niemal 10- minutowe tracki.
Nie unikniemy patetycznego charakteru, choćby poprzez orkiestrowe motywy grane na klawiszach, ale taka forma nie jest pozbawiona smaku. Mamy do czynienia z bardzo konsekwentnym budowaniem stylu, dobrze w swoich ramach zrealizowanego. Zdecydowanie odpowiednia ilość brudu wylewa się z tych utworów. Pełne smoły, zagęszczone brzmienie świetnie sprawdza się, kiedy dzień w obecnej porze roku staje się coraz krótszy i zmuszający do przywalenia w słuchawkach czymś mocnym.
7/10
- Lamp Of Murmmur – The Dreaming Prince in Ecstasy (2025) - 9 stycznia 2026
- Maruja – Pain To Power (2025) - 27 października 2025
- Stoned Jesus – Songs To Sun (2025) - 30 września 2025
Tagi: black metal, Lamp Of Murmmur, recenzja, rewiev, Wolves Of Hades.






