To, że Occultum działa formalnie od 2015 roku, a In Nomine Rex Inferni jest dopiero drugim pełniakiem omawianej hordy, nie oznacza wcale, że muzycy wchodzący w jej skład to mało doświadczeni przedstawiciele polskiej sceny bm. Warto bowiem pamiętać o wcześniejszej inkarnacji tej grupy – Amarok – której dwunastoletnia działalność zaowocowała (poza demkiem i dwoma splitami) wydaniem w 2008 roku pełnoprawnego długograja zatytułowanego Blasphemous Edictum.
In Nomine Rex Inferni ukazuje się dwa lata po całkiem udanym i ciekawym Towards Eternal Chaos, który – podobnie jak omawiany krążek – ukazał się nakładem grudziądzkiej Old Temple. Nowa płyta stacjonującego obecnie w Toruniu zespołu to trwająca nieco ponad 3-kwadranse porcja nienawistnego i osmolonego w płomieniach rytualnych świec oraz kadzideł, jednocześnie jednak niepozbawianego chwytliwości i melodii black metalu, który powinien podejść momentalnie sympatykom klasycznej, diabelskiej strony mocy.
Kompozycje zgromadzone na krążku do najkrótszych co prawda nie należą (kawałki trwają średnio 6-8 minut) nie ma jednak na szczęście mowy o niepotrzebnym wydłużaniu materiału, czy znużeniu notowanym podczas jego lektury. Wspomniana melodyka, której inteligentne wykorzystanie w bm zawsze sobie cenię, przy odsłuchu In Nomine Rex Inferni niejednokrotnie przywodzi na myśl warmińską Plagę – klimatyczne melodie i rytualna atmosfera snute są przez Occultum w bardzo zbliżony sposób. Są też momenty (jak np. czarcie zawodzenie w The New Har-Magedon, czy Black Art of Necromancy), które budzą pozytywne skojarzenia z Cultes des Ghoules, a chyba żaden sympatyk krajowego bleciora nie zaprzeczy, że to rekomendacja sama w sobie. Horda nie zapomina też o potęgowaniu wspomnianych wrażeń przez bezlitośnie zblastowane i piekielnie agresywne momenty, które właściwie uzupełniają opętańcze wokale Gavrona (zastąpił on w tej roli dotychczasowego wokalistę Spectre’a).
I wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie (ujmując tę kwestię w eufemizm) „specyficzny” sound albumu. Choć nie wydaje mi się, by grupa zdecydowała się na wypuszczenie materiału, którego brzmienie nie było zamierzone, mam jednak (pamiętając zgoła inny wydźwięk debiutanckiej płyty) z omawianym aspektem sporą zagwozdkę. W skrócie temat sprowadza się do tego, że instrumenty i wokale brzmią na In Nomine Rex Inferni, jakby słuchacz doświadczał ich siedząc niemal za ścianą studia nagraniowego, nasłuchując tego co dzieje się w sąsiednimd pomieszczeniu. Instrumenty są stłumione, wokal rozproszony, całość natomiast tonie w pogłosie, który zdaje się nieco więzić rzeczywisty potencjał zawartych na płycie kompozycji. Dodam przy okazji, że nie jestem szczególnym purystą brzmieniowym (tym bardziej w przypadku bm, który jak wiadomo można z powodzeniem nagrywać nawet przy użyciu zbutwiałej brzozy i przegniłego mchu), ale efekt osiągnięty przez Occultum na In Nomine Rex Inferni jest dla mnie niestety łyżką dziegciu w tej beczce pysznego (kompozycyjnie) miodu.
Jeżeli więc tylko treść jest dla was dużo ważniejsza od formy, znajdziecie na nowym krążku Occultum kawał świetnego black metalu. Będąc zwolennikiem takiego właśnie podejścia, z czystym sumieniem jestem gotowy przy tym pozostać.
Ocena: 8/10
- Les Bâtards du Roi – Les chemins de l’exil (2025) - 7 kwietnia 2026
- AMPACITY publikuje teledysk do „Phantomatics” - 3 kwietnia 2026
- Debiutancki singiel gotyckiego Wolfpack Heading Nowhere już dostępny - 3 kwietnia 2026

