Nostalgia za latami 80., po dziesięciu latach od premiery filmu Drive w reż. Nicolasa Windiga Refna, wydaje się słabnąć w światowej popkulturze na rzecz fascynacji kolejną, ostatnią już dekadą XX wieku. Synthwave może jeszcze nie umarł, co zresztą przyznał mi James Kent podczas naszej ostatniej rozmowy, to jednak w czołówce peletonu czuć wiatr zmian. Nie inaczej jest w przypadku Perturbatora, chyba najbardziej rozpoznawalnego twórcy tego gatunku. Na swojej najnowszej, długo wyczekiwanej płycie, Lustful Sacraments, James Kent proponuje nam nieco inne spojrzenie na retro-electro.
Zamiast narzucać sobie sztywne ramy gatunku, który przecież pomógł zdefiniować, Perturbator podejmuje próbę wyjścia poza schemat i proponuje podróż po mrocznych zakamarkach swojej duszy. To pewna nowość w jego twórczości, gdyż do tej pory (a przynajmniej w moim subiektywnym odczuciu) James Kent tego nie robił. Uncanny Valley i jego poprzednie dokonania przesiąknięte były fascynacją filmami sci-fi i popkulturą lat 80. Jaskółkę zmian mieliśmy po wydaniu New Model, aczkolwiek jak się okazało na Lustful Sacraments, muzycznie Perturbator poszedł w nieco innym kierunku. Na początku byłem sceptyczny i nie przyłączyłem się do partii hurra optymistów, którzy jeszcze przed premierą nakręcali hype na tę płytę. Zamiast tego wziąłem album na przysłowiowy „warsztat” i spróbowałem rozebrać ją na części. Rezultat tej wiwisekcji mimo wszystko utwierdził mnie w przekonaniu, że James Kent nagrał naprawdę coś dobrego.
Kompozycyjnie i produkcyjnie Lustful Sacraments to najbardziej dojrzały materiał Kenta. Fajerwerki i efekciarstwo, których często używał na początku swojej drogi, ustąpiły przemyślnie malowanym pejzażom muzycznym. Prowadzenie fraz jest pewniejsze, ta płyta nie jest taka „rwana” jak poprzednie (choć to nie zarzut, gdyż nie ma nic złego w agresywnej elektronice). Tutaj wszystko płynie. Niespiesznie, w swoim tempie, ale stanowczo. Podoba mi się pewna stałość tej muzycznej narracji. Czy to w utworze tytułowym, czy w The Other Place. Wszystko jest na swoim miejscu. Przebojowy Excess daje niezłego, energetycznego kopa przed Secret Devotion. Ten numer, z gościnnym udziałem True Body to prawdziwa gotycka uczta, utwór, który z powodzeniem moglibyście usłyszeć na wrocławskiej imprezie Return to the Batcave czy na festiwalu Castle Party. Depeszowy Dethroned Under a Funeral Moon ma świetny feeling i fajnie kontrastuje z bardziej typowo „perturbatorowym” Messalina, Messalina czy finałowym God Says (z udziałem Hangman’s Curse), który spina wszystkie wątki w całość, buja niczym ballada, i zamyka Lustful Sacraments, zostawiając słuchacza z lekkim poczuciem niedosytu.
Nihilistyczna aura wypełnia ten krążek od początku do końca. Od czasu do czasu Perturbator przypomni, z kim mamy do czynienia za sprawą sprawdzonych patentów. Innym razem odwoła się do twórczości Siouxsie and the Banshees czy z innego bieguna do Nine Inch Nails. Zresztą cała ta płyta jest utkana z rzeczy, które są bliskie sercu twórcy. Dlatego jest taka dobra. Wydaje się autentyczna i zrobiona po swojemu. Świetnie buja i siada. Wymyka się jednoznacznemu zaszufladkowaniu, co jest bardzo fajne. To wciąż muzyka retro-elektroniczna, na pewno sporo tu synthwave’u, ale też słychać pewną świeżość, która wychodzi poza sztywne ramy tego gatunku. Mimo to Lustful Sacraments, moim zdaniem, to nie jest tzw. ucieczka do przodu. To raczej dowód na obecność silnego trendu wśród najbardziej rozpoznawalnych twórców synthwave / darksynth (posłuchajcie ostatnich produkcji Carpenter Brut czy GosT, a będziecie wiedzieć o co mi chodzi). Wszyscy oni poszerzyli w ostatnim czasie instrumentarium oraz zaczęli częściej stosować wokale. Wszystko to doprowadziło do powstawania nowych utworów czy też płyt pisanych w duchu post-punku i cold wave. Czy ten trend zdominuje scenę i stworzy nową post-synthową modę? Niewykluczone. Obawiam się, żeby rzesze ich naśladowców wkrótce nie przesycili rynku swoimi wariacjami na ten temat, tak jak to miało miejsce z tym oryginalnym synthwavem. Obym się mylił.
Tymczasem korzystajcie z chwili i zaopatrzcie się w nowego Perturbatora.
Warto.
Ocena: 9/10
- Sześć Szybkich Strzałów: HAKLA (black metal) - 9 grudnia 2025
- Sześć Szybkich Strzałów: POKUTA (black metal) - 9 grudnia 2025
- Sześć Szybkich Strzałów: ETERITUS (death/black metal) - 9 grudnia 2025
Tagi: album, blood music, Carpenter Brut, cold wave, drive, elektronika, GosT, James Kent, Lustful Sacraments, muzyka, nicolas winding refn, nowa płyta, perturbator, post-punk, sytnhwave.






