Nie trzeba być w Szkocji, żeby poczuć Szkocję. Wystarczy posłuchać nowej płyty Saor Amidst The Ruins. Nawiedzony, rześki klimat. Szkocki klimat, historia i natura aż wibrują w każdym utworze. Utworów jest tutaj tylko pięć, ale za to muzyki prawie 59 minut. Andy Marshall po raz kolejny podniósł poprzeczkę. Amidst The Ruins to melodyjne oblicze black metalu okraszone folkowymi wstawkami. I o ile nie jestem zwolennikiem folku, o tyle urok szkockiej muzyki mi tutaj w ogóle nie przeszkadza. Ba, nawet dodaje kolorytu do agresywnej muzyki i wykrzyczanych wściekle wokali.
Amidst The Ruins wręcz kąpie się w smaczkach rodem z wiadomego filmu Mela Gibsona i ma to swój specyficzny urok. Jest jednak cała masa znakomitych, black metalowych pomysłów, które swoim urokiem przypominają mi Borknagar z czasów Empricism czy The Olden Domain. Czuję tu atmosferę Wolves In The Throne Room i Moonsorrow z okresu Kivenkantaja. Te wpływy słychać niemal na całej płycie, a w szczególności w Glen Of Sorrow czy zamykającym album Rebirth.
Szósta płyta Szkota to po raz kolejny długie, treściwe utwory, ale o dziwo wcale nie nużące. Dzieje się w nich tak wiele, że o monotonii nie ma mowy. Będąc pod głębokim wpływem tradycji i krajobrazu swojej rodzinnej Szkocji, Marshall stworzył obraz oddający niesamowicie klimat i nastrój dzikiej, brytyjskiej przyrody. Nastrój celtyckiej zadumy połączonej z black metalową furią to niezła kompozycja. Szkocja jest niezbędna dla idei Saor. Dzika przyroda, ludzie, zwyczaje i kultura tego kraju są zakorzenione we wszystkim, co Andy Marshall wkłada w muzykę podczas tworzenia dla tego projektu i zawsze tak było. Nawet pośród zawirowań współczesnego świata wyraźnie czerpie inspirację ze spokojnego krajobrazu oddalonych od cywilizacji miejsc, takich jak Isle of Skye.
Amidst The Ruins znacznie mocniej podkreśla klimatyczne i folkowe elementy swojej marki black metalu, w przeciwieństwie do wpływów starej szkoły i NWOBHM, które można znaleźć na poprzedniej płycie, Origins. Album otwiera absolutnie epicki utwór tytułowy, który doskonale oddaje to, co jak sądzę można by nazwać klasycznym brzmieniem Saor. Później jest już tyko lepiej. Bardziej rozbudowane utwory, które tylko pogłębiają fascynację nowymi trendami w black metalu. Tutaj tak dużo się dzieje, że opisywanie każdej nuty, każdego rytmu nie ma po prostu żadnego sensu. Tego trzeba posłuchać i wyrobić sobie samemu zdanie. Moje subiektywne odczucia wobec tej płyty są jednak więcej niż pozytywne.
Nowy album Saor to niewątpliwie must have/must listen dla tych z Was, którzy poszukują nowej jakości w black metalu.
Ocena 7,5/10
Saor na Facebook
- Mayhem – „Liturgy of Death” (2026) - 18 stycznia 2026
- Cobalt Wave – „Men.Mind.Machine” (2025) - 25 września 2025
- Ino-Rock Festival 2025 – Inowrocław (23.08.2025) - 25 września 2025






