Site icon KVLT

Slaughtbbath „Hail To Fire” (2013)

BLEH! BBLLEEHH!

Jest to jakże ładne wyrażenie artykułowane przez pana wokalistę w utworze Awakened to Slay. I to z klasycznym hellhammerowo-celticowym pogłosem. Czy też venomowym jak kto woli. Slaughtbbath hołduje staroszkolnemu, wściekłemu i podziemnie brzmiącemu black metalowi okraszonemu południowoamerykańską witalnością. Pochodzą z Chile, a że jest to kraj z Brazylią sąsiadujący to nic nie stoi mi na przeszkodzie by przywołać nazwy najstarszej Sepultury i kultowego Sarcofago. Podobny rodzaj brudu w nagraniach tam odnajdziecie, choć to rzecz jasna inna stylistyka. Powstali w 2002 roku, a omawiany przeze mnie krążek to ich pierwszy long, choć wcześniej natłukli sporo demek, splitów czy EP. Maniacy  obskurnych dźwięków rodem z lat 80 i podziemia 90 powinni być wpiekłowzięci, są to bowiem dźwięki na których zjedli zęby. Zawsze mnie to intrygowało, że w różnych zakątkach globu znajdują się jeszcze ludziska, którzy chcą takie dźwięki łupać, dla samej właściwie przyjemności, bo przecież nie dla kasy i rzeszy fanów. Czasem jednak warto mieć po prostu za sobą garstkę zwyroli, którzy łykną każdy dźwięk by czuć się spełnionym. Oryginalności w tym nie ma za grosz, ale Ci dla których piszę ten tekst się tym raczej przejmować nie będą, szczególnie jeśli szukają egzotycznych muzycznych ciekawostek.

Hail to Fire przemówi do przegniłych serduszek tych, którzy nie zaprzątają sobie głowy czymś takim jak urozmaicenia, wirtuozerskie solówki i rozmaite wokalne wygibasy. To jest moi drodzy złowrogi, konkretny wpierdol, który dla mnie co prawda jest zagrany na jedno kopyto, ale ma w sobie ten prosty, acz nie prostacki urok wczesnych dokonań kapel, które wymieniłem na początku. Nie znaczy to jednak, że muza jest ożeniona z punkiem czy grindem, to czystej wody archaiczny death metal, tyle że powstały w 2013 roku za co się jak najbardziej uznanie należy.

Zawsze mam duży problem z ocenianiem tego typu materiałów. Bo nic nowego do gatunku nie wnoszą, ale są w stanie bezczelnie uradować parę łojących dość często browarki długowłosych mordeczek. I jak ja mam się pastwić nad takim materiałem jak czuć w nim prostą radochę z grania i opluwania wszystkiego co święte? Pozostaje mi po prostu zasugerować Wam posłuchanie tego bandu jeśli lubicie sentymentalne podróże w przeszłość i jaracie się młodymi kapelami umiejętnie kreującymi oldschoolowe brzmienie. Nothing less, nothing more. Porządna płytka porządnego bandu.

Ocena: 7/10

Sprawdź jeśli lubisz: bardzo starą Sepulturę, Sarcofago, Hellhammer, Venom, oldschoolowy śmierdzący trupem death metal

Exit mobile version