Zakk Wylde „Book Of Shadows II” (2016)

Zakk Wylde ma chyba jakiś kryzys twórczy. W latach 1999-2007 ze swoim Black Label Society wydał 7 albumów, z których tak naprawdę każdy urywał tyłek. Ktoś oczywiście powie, że takie Shot To Hell to nie ten sam poziom, co The Blessed Hellride, czy Stronger Than Death, ale umówmy się- Zakk sobie poprzeczkę zawieszał wysoko i za każdym razem ją przeskakiwał. Tymczasem później stało się coś dziwnego. Już nie wydawał albumów co rok, dłużej komponował i szukał odpowiednich dźwięków. A kiedy wypuszczał w świat swoje nowe dzieła, cóż…rezultat był poniżej oczekiwań. Order Of The Black dało się jeszcze słuchać, bo ma naprawdę fajne momenty, ale Catacombs Of The Black Vatican, ostatni długograj BLS, to już rzecz chyba tylko dla największych die_hard entuzjastów brodatego Amerykanina. Przez ten przydługi wstęp mam zamiar powiedzieć to, że cieszyłem się, naprawdę się cieszyłem na wieść, że Zakk, po upływie dwóch dekad, wraca do formuły płyty solowej, wypełnionej spokojniejszym graniem. Tym bardziej, że ma przecież do tego rękę. Udowodnił to nie tylko na pierwszej części Book Of Shadows, ale także w Pride and Glory, czy nawet na albumach Black Label, gdzie często umieszczał poruszające ballady. Jednak lektura omawianego wydawnictwa pokazuje, że ten kryzys o którym wspomniałem, jest głębszy niż początkowo sądziłem.

Czy jest to album kiepski? Skądże znowu. Jest wypełniony graniem dla Zakka bardzo charakterystycznym. Wystarczy sekunda, by wiedzieć z kim mamy do czynienia. Piosenki, zgodnie z założeniem, są balladowe, spokojne, delikatne. Wylde czaruje ładnymi solówkami, które nie dominują nad resztą (jak czasem mu się to zdarza), lecz stanowią akuratne uzupełnienie. Zakk swoim lirycznym, stonowanym głosem wyśpiewuje kolejne wersy. Gdzieś słychać gitarę akustyczną, gdzie indziej odzywają się smyki, innym razem dają o sobie znać klawisze. Robi się klimatycznie, ciepło, intymnie… Ale wiecie ile z tych 14 utworów chwyciło mnie za serce? Zero. Nie ma żadnego sensu, abym opisywał kolejne kompozycje, albo abym przybliżał wam ich zróżnicowanie, bo o każdej mogę napisać to samo- są miłe, sympatyczne i kompletnie nieporuszające… Granie dla grania? Sztuka dla sztuki? Nie zdecyduję się na tak odważne stwierdzenie, ale…

Book Of Shadows II na pewno nie zasługuje na ocenę mierną, czy niedostateczną, mimo wszystko mamy do czynienia ze stylowym produktem, który trzyma pewien poziom, ale największą zaletą tego krążka jest tylko to, że można go włączyć podczas romantycznej kolacji przy winie. Na dobry album to jednak stanowczo za mało.

Ocena: 6,5/10

(Visited 2 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , .