Tarot – Glimpse of the Dawn (2024)

Pierwszy rzut oka na okładkę nie dawał żadnej podpowiedzi co do muzycznej zawartości Glimpse Of The Dawn. Na wpół idylliczna, dzika kraina, strzeżona przez groźnego leshego, okazała się w praktyce zdobić album vintage rockowego zespołu Tarot, który w swojej twórczości hołduje złotym latom 70-tym i zespołom kładącym podwaliny pod dzisiejszy hard rock/heavy metal.

Dźwiękowa podróż w czasie, fundowana przez Australijczyków nie jest niczym odkrywczym, zespołów, które bawią się w muzyczne rekonstrukcje jest przecież cała masa (najbliższe skojarzenie wiedzie do Wytch Hazel, choć muzyka Australijczyków nie jest aż tak uduchowiona). Trudno doszukać się na Glimpse Of The Dawn specjalnej oryginalności, jeśli jednak odłoży się w tej kwestii niepotrzebne oczekiwania, można spędzić przy  drugiej płycie Tarot kilka naprawdę miłych momentów.

Pobrzmiewają na Glimpse Of The Dawn wszechobecne echa Deep Purple, Led Zeppelin, Rainbow, czy Uriah Heep. Hammondzik aż grzeje się od wygrywanych melodii, gitary szyją znajome, lekko progresywne i psychodeliczne harmonie, a charakteryzujący się ciepłą barwą wokal The Herophanta spina to wszystko z miejsca zapadającymi w pamięć refrenami.

Potrafi być zarówno sielankowo i przytulnie (tytułowy Glimpse Of The Dawn, Echoes Through Time), jak i rasowo i konkretnie (The Winding Road, The Vagabond’s Return, Heavy Weighs The Crown). Prawdziwą wisienką na torcie jest natomiast Dreamer In The Dark, przy którym dłonie same składają się do oklasków.

Bardzo przyjemny album, idealny na poprawę humoru w coraz zimniejsze, jesienne wieczory (mimo tego, że sam premierę miał wiosną tego roku).

Ocena: 7/10

Synu
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .