W bieżącym roku Arshenic, jedna z najważniejszych polskich grup alternatywnego, melodyjnego rock/metalu w Polsce powraca z nową EP-ką zatytułowaną Erased. Płyta, na której zespół pokazuje swoje odświeżone muzyczne oblicze została wydana z okazji 10-lecia istnienia Arshenic. O historii formacji, jej ambicjach oraz bieżącej aktywności rozmawiamy z wokalistką, Oliwią Bartuś-Staszak.

Na wstępie gratulujemy Wam 10-tych urodzin, bo zdaje się, że w 2016 roku Arshenic celebruje taki jubileusz?
Dziękujemy :). Arshenic powstał w 2006 roku. Mieliśmy co prawda prawie 2 lata przerwy, kiedy to zawiesiliśmy działalność, po występie w Must Be The Music. 10 urodziny zobowiązują, dlatego w zeszłym roku wypuściliśmy do sprzedaży pierwszą oficjalną płytę zespołu Arshenic zawierającą kompozycje, które powstały przez pierwszych 6 lat istnienia zespołu. Postanowiliśmy w ten sposób zamknąć pewien rozdział i ruszyć dalej. Kierunek tej drogi pokazuje druga wydana w tym roku płyta zespołu Erased.
Do niedawna jeszcze byliście identyfikowani jako zespół nurtu metalu gotyckiego. Sami nawet kiedyś – z przymrużeniem oka – określiliście swój styl, jako „Zombie Gothic Melodic Metal”. Jak oceniacie kondycję tego gatunku obecnie? W środowisku mówi się, że jego najlepsze lata minęły…
Nigdy nie graliśmy stricte gotyku. Nasze kompozycje zawierały gotyckie elementy, zwłaszcza brzmienie wokalu. Nigdy jednak nie zdecydowaliśmy na umieszczanie elementów elektroniki, które w tym nurcie często występują. Sami określaliśmy, że gramy coś pomiędzy hardrockiem a melodyjnym metalem z elementami gotyku. Jeśli chodzi o styl Zombie Gothic Melodic Metal było to żartobliwe określenie stylu w jakim prezentowaliśmy się na scenie. Chcąc się wyróżnić na tle innych zespołów, stworzyliśmy wizerunek prawie teatralny. Na scenie towarzyszyły nam znicze, muzycy nosili habity i wymyślali sceniczne przebrania. Celowo użyliśmy tego określenia na potrzeby programu, chcieliśmy tym pokazać, że mamy dystans do siebie i poczucie humoru, które to przesłanie większość osób odebrała prawidłowo. Jeśli chodzi o drugą cześć pytania – kolebką gotyku i dark wave, z którego się wywodzi, były Niemcy i myślę, że tam ten nurt wciąż trzyma się dobrze.

10-lecie świętujecie m.in. nową EP-ką zatytułowaną Erased, która brzmi mocno nu metalowo… Skąd ten zwrot? Czy to tylko eksperyment czy już nowa droga?
Jesteśmy artystami, a jako tacy jesteśmy osobami kreatywnymi i chcącymi się rozwijać. Tworzymy nowe kompozycje, których brzmienie zależne są od tego, jak bardzo poniesie nas wyobraźnia i co obecnie dzieje się w naszym życiu. Nie musimy trzymać się jednego obranego kierunku, ponieważ nie wiąże nas umowa z żadną wytwórnią. To daje nam całkowitą wolność tworzenia. Obecnie czujemy, że chcemy grać ciężej i wolniej i takie też są kompozycje, nad którymi w tej chwili pracujemy. Niezmiennie jesteśmy zwolennikami kontrastów, tym właściwie charakteryzuje się nasza muzyka. Ciężkie riffy i melodyjny wokal przełamujemy obecnie screamami i harmoniami.
Skąd taki tytuł?
Erased czyli wymazany, skasowany, usunięty. Po zawieszeniu działalności w 2012 wiele osób uznało, że odeszliśmy na zawsze. Przez te dwa lata wiele zmieniło się na rynku muzycznym i w pamięci ludzkiej. Tytuł Erased jest dla nas buntem przeciwko zapomnieniu. W trakcie nagrywania płyty nie wiedzieliśmy jeszcze, jak chcemy by wyglądała okładka. Wybraliśmy się na sesję zdjęciową do pewnej znanej graczom w paintball i asg miejscówki. Na jednej ze ścian zobaczyliśmy rysunek i od razu wiedzieliśmy, że to jest to. Okładka przedstawia mandalę, która jest symbolem harmonii w chaosie. Tym dla nas jest muzyka, którą tworzymy. Wybór był więc oczywisty.
Jak Wasi dotychczasowi fani odebrali nowy materiał?
Nasi fani dorastają razem z nami. To są zwykle ludzie w naszym wieku. Zdarza się, że słyszymy „w szkole średniej chodziłem na wasze koncerty” od kogoś, kto obecnie ma swój zespół i gra jako nasz support. Kiedy zaczynaliśmy grać byliśmy bandą studentów, która leciała na spontanie. Każdy jednak z tego okresu wyrasta. Obecnie każdy koncert gramy z metronomem, inwestujemy w sprzęt. Każdy z utworów dopracowujemy przed pokazaniem go publiczności. Dostajemy mnóstwo pozytywnych wiadomości na temat reakcji na utworów Erased czy Grzyby. Póki co nie słyszeliśmy, żeby ktoś uznał je za zły kierunek.
Czy „Erased” jest zapowiedzią nowego pełnego albumu Arshenic?
Mamy obecnie gotowy materiał na ponad połowę nowego albumu, pracujemy nad nowymi kompozycjami. Zdecydowaliśmy się na wydanie EP, żeby pokazać najnowsze utwory i przypomnieć o swoim istnieniu. Mamy oczywiście plan na wydanie pełnego albumu ERASED2, jednak potrzebujemy na to funduszy, które zbieramy grając koncerty i sprzedając dostępne dwie płyty. Zatem każdy kto wspiera nas, przychodząc na nasz koncert i kupując płytę, przyczynia się do osiągnięcia przez nas tego celu.
Jak wygląda Wasza aktywność koncertowa? Planujecie trasę promującą nowe wydawnictwo – znamy już jakieś szczegóły?
Latem planujemy kilka koncertów, nie możemy jednak jeszcze podać szczegółów. Wszystko jest dogadywane. Zapraszamy także do kontaktu wszelkiej maści organizatorów, którzy chcieliby sprowadzić nas do swojego miasta.
Macie za sobą epizod w Must Be The Music oraz liczne wygrane w różnych konkursach i przeglądach. Czy nadal decydujecie się brać w nich udział? Jak podchodzicie to organizowanych obecnie w Polsce licznych konkursów eliminacyjnych czy właśnie przeglądów?
Wciąż zdarza nam się zgłaszać na festiwale, jednak jest to rzadkość. Przygodę z Must Be The Music wspominamy bardzo pozytywnie. Pojechaliśmy, zagraliśmy, pobawiliśmy się… i nic się w naszym życiu nie zmieniło. Niestety, Polska jest wyjątkowym krajem, w którym nie przywiązuje się wagi do własnej kultury. Nie rozwija się rodzimego przemysłu muzycznego, artyści nie mają się gdzie promować, ponieważ czas antenowy w radio przeznaczony jest we większości dla zagranicznych artystów. Tym samym większość takich masowych imprez oparta jest na zasadach biznesowych, nie chodzi w nich już często o samą muzykę tylko o znajomości i kasę.
W Waszej dyskografii można znaleźć utwory zarówno w języku polskim, jaki i angielskim. W którym czujesz się lepiej?
Przez wiele lat pisałam tylko w języku polskim. Lubię, kiedy ludzie rozumieją tekst, który śpiewam, kiedy mogą go interpretować poprzez pryzmat swoich przeżyć. Gdy byłam nastolatką szukałam w muzyce pocieszenia i wsparcia, szukałam tekstów, których autor przeżywał to, co ja w danym czasie. Dużo łatwiej utożsamiać się z muzyką, której tekst jest w naszym ojczystym języku. Część tekstów została przetłumaczona na angielski ze względu na zagraniczne koncerty. Język angielski jest bardziej melodyjny. Nie da się zaśpiewać niektórych melodii w języku polskim nie zmieniając na przykład sztucznie akcentu słowa. „Cz”, „ż” i „h” też tej melodyjności nie ułatwia. Dlatego obecnie piszę po polsku i po angielsku w zależności od tego na jakim efekcie mi zależy i czy chcę podkreślić konkretny przekaz, czy brzmienie określonych emocji. Emocje są dla mnie w muzyce jedną z ważniejszych kwestii.
Czy macie ambicje, by wyjść ze swoją twórczością poza granicę Polski?
Ambicje mamy, nie mamy na razie pomysłu jak tam dojść.
Prowadzisz rodzaj kursu dla wokalistek/wokalistów, tak? Na czym to dokładnie polega?
Trzy lata temu, kiedy zespół Arshenic wstrzymał działalność, nie mogłam wytrzymać bez muzyki. Nagrywałam w różnych projektach jako wokalistka sesyjna (zdarza mi się to nawet teraz, gdy dostaję ciekawe propozycje), jednak to mi nie wystarczało. Kupiłam pianino sprzed pierwszej wojny światowej z założeniem, że będę na nim grać. Ktoś podrzucił mi pomysł, że skoro mam instrument, to mogłabym uczyć śpiewu (wcześniej pomagałam w ten sposób zaprzyjaźnionym muzykom). Uczyłam się śpiewu przez ponad 10 lat, jednak nie sądziłam, że będę miała talent nauczycielski. Miło się zaskoczyłem, gdy okazało się, że jestem w tym dobra. Zaczęłam także nagrywać filmiki na YT dotyczące nauki śpiewu i po kilku miesiącach liczba osób, które chciały się u mnie uczyć była tak duża, że otworzyłam własną działalność i zaczęłam prowadzić szkołę śpiewu. W ramach samorozwoju zrobiłam kurs nauczycielski z technik ekstremalnych (scream, growl) u Melissy Cross, znanej amerykańskiej nauczycielki tego stylu. Od tej pory oprócz śpiewu uczę także technik ekstremalnych.
Na koniec chcielibyśmy raz jeszcze pogratulować Wam 10-lecia i zapytać: gdzie chcielibyście się zobaczyć za następnych 10 lat?
Wystarczy nam, żeby za 10 lat chciało nam się grać tak jak teraz, bo wiele zespołów takiego stażu nie dożywa 🙂

- Muzycy TURBO doceniają nastolatków z ADHD - 28 stycznia 2026
- Wrocławski ODYUM na koncercie w Poznaniu - 27 stycznia 2026
- Wygraj bilet na koncert zespołu NAPALM DEATH - 27 stycznia 2026
Tagi: alternative metal, Arshenic, ep, Erased, ERASED2, Gothic Metal, Grzyby, Hard Rock, melodic metal, Must Be The Music, premiera, Zombie Gothic Melodic Metal.






