Dla muzyka tworzenie dźwięków to wyraz wyrażania emocji, w tym frustracji otaczającą rzeczywistością. Chęć spersonifikowania traumy lub po prostu czysta radość tworzenia. Dla słuchaczy słuchanie muzyki wiąże się zaś z przeżywaniem, identyfikowaniem się z tym smutkiem, radością czy innymi uczuciami. Każdy z nas swoją muzyką chce przedstawić samego siebie, bez względu na to, czy jest to powszechnie akceptowane, czy też nie. Zauważyłem, i jest to podobno udowodnione naukowo, że sympatycy ciężkich brzmień są szczególnie wrażliwi. Nie tylko na samą muzykę, ale też na życie, sytuacje, z którymi musimy się zmagać na co dzień. Nie jest istotne, czy jest to black, death, thrash czy progressive metal. Każdy rodzaj ma te nuty, te płyty, które działają niczym balsam na zbolałą duszę, bądź podnoszą tętno do granic możliwości naszego ciała. I tak było w moim przypadku przy okazji słuchania nowej, ciepłej jeszcze płyty Waving at the Sky progresywnych Norwegów z Avkrvst. Przy okazji wydania tej płyty na krótką wymianę zdań dał się namówić jeden z kompozytorów, gitarzysta i wokalista w jednym Simon Bergeseth. W roli przepytującego redaktor Adam Pilachowski.
Jesteście jeszcze wciąż młodym zespołem, świeżo po premierze drugiego albumu Waving at the Sky. Ale tak naprawdę niewiele o Was wiemy. Czym właściwie jest Avkrvst?
Avkrvst to zespół, który rezyduje w tym miejscu na stałe. Nazwa pochodzi od imienia Kjella Aukrusta, rysownika, malarza i pisarza, który dorastał w Alvdal, gdzie tworzymy i nagrywamy całą naszą muzykę.
Avkrvst to zespół Twój i Martina. Podobno planowałeś założyć kapelę, gdy byłeś jeszcze dzieckiem. Jaka jest geneza Avkrvst i skąd wziął się pomysł grania takiej muzyki?
Nasi ojcowie są również najlepszymi przyjaciółmi i mają własny zespół tworzący rock progresywny. Więc Martin i ja dorastaliśmy w okresie, gdy nasi rodzice mieli próby zespołu, koncerty itp. i zabierali nas na wszystkie imprezy. Dorastaliśmy z progiem, także innymi gatunkami, ale myślę, że prog jest w naszych żyłach. W ogóle nie planowaliśmy tworzyć tego sprecyzowanego rodzaju muzyki, po prostu wyszło trochę progresywnie.
Minęły dwa lata od debiutanckiego albumu „The Approbation”. Cały czas słyszę tam sporo Porcupine Tree i Opeth. To nie jest skarga, ale raczej moja ciekawość: czy to był twój zamiar?
Steven Wilson i Mikael Åkerfeldt i ich wczesna twórczość to prawdopodobnie dwaj główni bohaterowie naszego dzieciństwa, dużo jej słuchaliśmy. Kiedy tworzyliśmy The Approbation, nie planowaliśmy nawet wydawania muzyki, po prostu robiliśmy to, co nam przyszło do głowy, siedząc w domu i pijąc piwo. To było raczej naturalne, że chcieliśmy robić coś tak intrygującego, jak nasi idole.
Pomimo słyszalnych wpływów, to, co tam słyszę, to przede wszystkim ogromna dawka nowych emocji, pomysłów i bardzo bezpośrednich odczuć, których z pewnością włożyłeś sporo w przygotowanie swojego drugiego albumu Waving at the Sky.
Tak. W przypadku Waving at the Sky musieliśmy nieco bardziej zagłębić się w nasze kreatywne umysły, więcej i intensywniej pracowaliśmy nad koncepcją, muzyką i tekstami. Jest to nieco dojrzalsze i głębsze, jeśli można tak to ująć. Miło jest widzieć, że słyszą to również nasi słuchacze!
A więc dojrzalsza muzyka, przemyślane teksty i koncept. O czym jest ten album?
Ten album i koncepcja są inspirowane makabryczną sprawą, która wydarzyła się w małym miasteczku w Norwegii prawie 20 lat temu. Ledwie pamiętamy ją z dzieciństwa, ale w jakiś zadziwiający sposób sprawa do nas wróciła. Bardzo się w nią zagłębiliśmy. Mamy też swoje dzieci, a ta sprawa naprawdę utkwiła w nas głęboko i mrocznie. Krótko mówiąc, chodzi głównie o dwie rodziny, które znęcały się nad własnymi dziećmi. I w pewnym momencie, nie znając się nawzajem, obie przeprowadzają się do tego samego małego miasteczka i zostają sąsiadami. Kończy się to także znęcaniem się nad dziećmi innych, co jest tak mroczne, jak to tylko możliwe… Za każdym razem, gdy jechaliśmy do domku na weekendowe sesje pisania muzyki, słuchaliśmy audiobooków niektórych ofiar. Tylko tego, żadnej muzyki, która mogłaby na nas wpłynąć.
Zarówno na The Approbation, jak i Waving at the Sky jest sporo mroku. Czy tak próbujesz uwolnić swoje emocje?
Zawsze tworzymy muzykę jesienią i zimą, a w domu jest wtedy naprawdę ciemno i zimno. Generalnie bardziej lubimy melancholijną muzykę w tonacji minorowej niż wesołą muzykę w durowej. Mieszkamy w jednym z najwspanialszych krajów i mieliśmy wspaniałe wychowanie – więc kiedy piszemy teksty, koncepcje i muzykę, staramy się wczuć w inne postacie i terytoria, i staramy się zrozumieć inne perspektywy życia.
Pierwszy album ma tylko siedem utworów. Drugi również. Czy to przypadek, czy zaplanowany manewr?
Nawet o tym nie pomyślałem! (śmiech) Czysty zbieg okoliczności, ale fajny.
Skąd bierze się wasze muzyczne dążenie do perfekcji? Takie wrażenie odnoszę, słuchając muzyki Avkrvst. Całkowity profesjonalizm. Każda nuta, każdy ton głosu ma swoje miejsce. Czasami brakuje mi tu przestrzeni na swobodną inscenizację. Czy tak jest naprawdę?
Dorastaliśmy mając mnóstwo instrumentów w naszych domach, a nasi ojcowie i wujkowie grali w zespołach itd. Byliśmy w wielu studiach i nagrywaliśmy z wieloma różnymi zespołami, graliśmy dużo na żywo itd., ale nigdy razem (przynajmniej nie od czasu, kiedy byliśmy naprawdę młodzi). Więc myślę, że po prostu tak to robimy, bez prób robienia czegoś konkretnego. Czytamy sobie nawzajem w myślach i naprawdę dobrze nam się współpracuje.
Moim marzeniem jest, nie będę ukrywał, sztuka teatralna, dramat z muzyką Avkrvst jako ilustracją.
Brzmi to wspaniale, miejmy nadzieję, że pewnego dnia tak się stanie!
Do jakiego typu odbiorców skierowana jest Wasza muzyka?
Myślę, że jest to może trochę szersze grono niż tylko sympatycy prog w ogóle. Tworzymy i gramy muzykę dla ludzi, którzy doceniają muzykę pop, dla ludzi, którzy lubią rock, death metal, ambient, prog oraz melancholijne nastroje. Gramy dla całej rodziny! (śmiech)
Wasza muzyka jest czasami wręcz agresywna, czasami smutna, a nawet melancholijna. To gra emocji. Czy takie wrażenie ma odnieść słuchacz? Od płaczu do bezradnego krzyku?
Powiedziałbym, że tak, zwłaszcza w przypadku Waving at the Sky, gdzie koncepcja i historia są dalekie od szczęścia. Naprawdę staramy się ożywić te emocje poprzez muzykę, teksty, grafikę i wideo.
Waving at the Sky wydaje się bardziej dynamiczne niż Wasz debiut. Widać większą determinację i konsekwencję w procesie twórczym. Jak się z tym czujesz jako kompozytor?
Jesteśmy z niego naprawdę zadowoleni i wszyscy uważamy, że jest lepszy od naszego pierwszego albumu. Jest generalnie bardziej przemyślany. Pracowaliśmy nad nim więcej niż nad pierwszym, który był trochę bardziej jak sklejanie części.
Nawiązaliście współpracę z profesjonalistami – wydaje Was gigant rocka progresywnego InsideOut Music. Czy to najlepszy sposób, aby dotrzeć do szerszej publiczności?
Zdecydowanie. To także nasze wielkie dziecięce marzenie. Każda płyta CD na regale naszego ojca miała logo InsideOut, a my uwielbialiśmy je wszystkie. To spełnienie marzeń, a Thomas Waber to świetny facet z doskonałym gustem muzycznym.
W utworze „The Malevolent” gościnnie wystąpił wokalista Haken, Ross Jennings. Jak doszło do waszej współpracy?
Ross opublikował zdjęcie siebie z albumem The Approbation, gdy się ukazał, a my uwielbiamy jego i Haken. Więc gdy pomyśleliśmy, że potrzebujemy pomocy z The Malevolent, zadzwoniliśmy do Rossa, który przyleciał do nas, napisał tekst i górną linię refrenu. To cudowny facet i świetny wokalista.
Skoro jest nowy album, to chyba będą też koncerty? Gdzie możemy Was zobaczyć w najbliższej przyszłości? I czy odwiedzisz Polskę? Bo planuję wprosić się na Wasz występ.
Jesteś na liście gości, gdy przyjedziemy do Polski! Na tę chwilę jedynym oficjalnym naszym koncertem jest festiwal Comendatio w Portugalii pod koniec czerwca.
Mimo młodego wieku macie duże grono oddanych fanów, nie mam wątpliwości, że również fanów w Polsce. Ja jestem jednym z nich. Co chciałbyś nam wszystkim powiedzieć?
Naprawdę doceniamy każdego, kto nas wspiera, kupuje muzykę, gadżety i przychodzi na koncerty. To wiele znaczy!
Dla mnie osobiście Waving at the Sky, mimo że jest dopiero czerwiec, jest albumem roku. Mówię to z pełną odpowiedzialnością.
Wow, dziękuję bardzo. To naprawdę rozgrzewa nasze serca, doceniam to!
Dziękuję bardzo za Twój czas i słowa. Czy chciałbyś coś dodać na zakończenie?
Mamy nadzieję, że słuchanie Waving at the Sky sprawi ludziom tyle samo radości, ile nam sprawiło jego tworzenie.
Zdjęcie zespołu Kristian Rangnes
- Mayhem – „Liturgy of Death” (2026) - 18 stycznia 2026
- Cobalt Wave – „Men.Mind.Machine” (2025) - 25 września 2025
- Ino-Rock Festival 2025 – Inowrocław (23.08.2025) - 25 września 2025






