Site icon KVLT

BLACK ALTAR: „Potrafię być otwarty na eksperymenty”

Ponad ćwierć wieku w black metalowym podziemiu. To chyba najlepsze określenie dotychczasowej działalności Black Altar, który na przestrzeni lat zyskał fanów na całym świecie. W rozmowie z Shadowem poruszyliśmy sprawy bieżące, dotyczące zespołu i wytwórni Odium Records, a także plany na przyszłość i nadchodzące inicjatywy.


Punktem wyjścia dla naszej rozmowy będzie niezwykle istotny temat dla Black Altar, bo ubiegłoroczny jubileusz 25 lat działalności w metalowym podziemiu. Co prawda zamieściłeś w sieci oficjalne podsumowanie ćwierćwiecza aktywności zespołu, ale interesuje mnie nieco inna kwestia: jakie konkretne momenty w historii Black Altar uważasz za punkty zwrotne, takie, które doprowadziły Cię do obecnego miejsca?

Shadow: Skupiając się na najważniejszych rzeczach, powiedziałbym, że zebranie pełnego składu, z którym nagrałem debiutancką płytę. Potem właśnie ta płyta i następna, Death Fanaticism. Split z Varathron / Thornspawn był też był bardzo ważny, do tego mini-album Suicidal Salvation, który pierwotnie miał zostać wydany jako split z Shining. Generalnie każdy kolejny materiał jest ważny i wzmacnia pozycję zespołu.

Okazjonalny merch był wyłącznie dodatkiem do świętowania okrągłej rocznicy. Prawdziwą niespodzianką okazała się zapowiedź pierwszych występów Black Altar na żywo z pełnym składem. Niestety pandemia Covid-19 spowodowała, że świat wywrócił się do góry nogami, a festiwale muzyczne zostały odwołane. Rozumiem, że plan ten nie został jest aktualny i przy pierwszej nadarzającej się okazji znów pojawi się szansa na koncerty

Może nie przy pierwszej okazji, bo okazje są cały czas, ale wtedy, kiedy będziemy gotowi.

Takie występy to spore wydarzenie, nie tylko dla Ciebie i fanów. Domyślam się, że część promotorów i organizatorów również była zainteresowana koncertami Black Altar. Możesz przybliżyć ten temat? Czy padły jakieś konkretne propozycje, np. udziału w jakiejś dłuższej trasie?

Konkretne propozycje koncertów padają cały czas, ale nie ma sensu mówić o tym publicznie. Co do dłuższej trasy — na takie przedsięwzięcie jest za wcześnie, zważywszy na to, że nigdy nie graliśmy [na żywo]. Najpierw trzeba zacząć od pojedynczych koncertów, festiwali, jakiejś krótkiej trasy i dopiero wtedy można pomyśleć o czymś większym. Wstępnie planujemy mini-trasę europejską z Acherontas, ale kiedy do niej dojdzie — nie wiadomo.

Powiem szczerze, że nie mogę na tę chwilę potwierdzić żadnych propozycji, ponieważ czekają mnie w tym roku dwie ekstremalnie poważne operacje fuzji kręgosłupa, które poprzedzą zabiegi przygotowawcze. Wszystko jest obarczone dużym ryzykiem, łącznie z paraliżem — sami chirurdzy odradzają mi te operacje. Pomimo że są to najlepsi specjaliści z Królewskiego Szpitala Ortopedycznego w Londynie, to wciąż będzie dla nich wielkim wyzwaniem. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to okres rehabilitacji wyniesie około roku. Jak więc widzisz, w takich okolicznościach nie mogę potwierdzić żadnych konkretnych dat koncertów, bo sam nie wiem, na czym stoję. Promotorzy czekają na zielone światło ode mnie, wtedy będą coś szybko organizować. Jeśli termin operacji się przesunie, to może zdążymy zagrać przed nimi.

Czy jubileuszowe występy miały obejmować wyłącznie UK, czy jednak planowałeś ekspansję na resztę Europy lub być może i inne kontynenty? Wiem, że Black Altar w Polsce ma nie tylko zwolenników, ale i krytyków – jak zapatrujesz się na koncerty w ojczyźnie?

Propozycje koncertów przychodzą z różnych części świata, także na pewno nie ograniczałbym się tylko do UK. Co do występów w Polsce, to ta takie oferty pojawiają się nieustannie, więc na pewno prędzej, czy później z nich skorzystamy, nie patrząc na nieprzychylne osoby. W razie czego zapraszam je na koncert, żeby same oceniły — może zmienią zdanie, a może się w nim utwierdzą.

Skoro już jesteśmy w temacie koncertów, to trudno przejść obojętnie wobec kwestii dotyczącej składu. Całkiem niedawno ogłosiłeś muzyków, którzy dołączyli do Black Altar: gitarzystami zostali Dave Powell (Master’s Call) i Leszek „Les” Dzięgielewski (Hell-Born, ex-Damnation, ex-Behemoth), a przy perkusji zasiadł Mordrath. Jak doszło do nawiązania Waszej współpracy? Jak często ćwiczycie materiał? Czy muzycy będą mieć czynny udział w procesie tworzenia muzyki na kolejne wydawnictwa?

To prawda, mam w końcu pełen skład, taki jaki zawsze chciałem i jestem z niego niezmiernie zadowolony pod każdym względem. To prawdziwi profesjonaliści podchodzący do gry z wielkim zaangażowaniem i pasją, a przy tym prywatnie super ludzie. Kiedy Les usłyszał, że szukam nowego gitarzysty, to sam zgłosił swój akces, dosyć mnie zaskakując, bo miałem już ułożoną w głowie listę potencjalnych gitarzystów. Obawiałem się nieco dzielącej nas odległości, ale Les przylatuje na każdą próbę. Współpracujemy już od roku i mogę teraz potwierdzić, że to muzyk, jakiego szukałem całe życie. Ja jestem pracoholikiem i sprawy zespołu traktuję bardzo poważnie, a on jeszcze mnie w tym przebija, mobilizuje do cięższej pracy i cały czas ciśnie. Dave Powell również jest niesamowicie zdolnym gitarzystą i mogę się o nim wyrażać w samych superlatywach pod każdym względem. Graliśmy już w pełnym składzie i wykonał wszystko bez najmniejszego błędu. Także Mordrath, który jest Polakiem mieszkającym w UK, jest jednym z topowych perkusistów na Wyspach. Ma dosyć duże doświadczenie, występował na dużych festiwalach i wielu koncertach w Europie, m.in. w Nordjevel zanim do nich doszedł Dominator. Próby mamy co 2 miesiące i na razie skupiamy się na szlifowaniu materiału koncertowego. Nowych utworów mam już skomponowanych kilkanaście, ale i nowi muzycy też będą brali udział w procesie twórczym. Les już zaczął coś tam tworzyć.

Chciałem też zapytać o jeszcze jedną zmianę personalną, a mówiąc dokładniej, o ostatnio opublikowane ogłoszenie Tomka Radzikowskiego. Jak wyglądała jego historia w Black Altar i co sprawiło, że wasze drogi rozeszły się w zupełnie innych kierunkach?

Mógłbym tu powiedzieć wiele negatywnych rzeczy i nawet miałem zamiar, ale stwierdziłem, że nie będę go niszczył publicznie — chociaż tym pytaniem wystawiłeś mi go jak na tacy — ani komentował jego śmiesznego oświadczenia, że odchodzi z zespołu, podczas gdy już od dwóch lat ktoś inny grał na jego miejscu.

Przejdźmy do kolejnej istotnej kwestii – nowej muzyki. Niedawno ukazał się split Black Altar z norweskim Vulture Lord, który za pośrednictwem Twojego wydawnictwa Odium Records wypuścił drugi pełnowymiarowy album. Jak doszło do nawiązania tej współpracy z Norwegami? Opowiedz nieco o inspiracjach, procesie tworzenia i innych kwestiach, które wiążą się z Twoim nowym materiałem.

Z liderem zespołu, Sorathem, znam się od lat, od reszty chłopaków z Urgehal słyszałem już po wydaniu debiutanckiej płyty, że są dużymi fanami Black Altar. Wydaliśmy wspólny split z Beastcraft, w tamtym roku miałem zaszczyt wydać po 18 latach powrotny drugi album Vulture Lord więc też naturalnym posunięciem był split z Vulture Lord. Chciałem, żeby był on hołdem dla norweskiej sceny z lat 90., dlatego skomponowałem utwór Sacrilegious Congregation w tym duchu, także napisałem tekst i opracowałem koncepcję wideoklipu, który pasowałby do tego wyjątkowego, szczerego, chociaż trochę naiwnego klimatu.

Do pomocy przy drugim numerze zaprosiłem lidera Mork, który jak mało kto czuje tradycyjny, norweski black metal. Wszystkie kawałki na splicie są premierowe, oprócz utworu Bloodstained Ritualknives, który jest oryginalną, nigdy niepublikowaną wersją z wokalami Nefasa. Numer ten został ponownie nagrany na ostatnią płytę, gdzie funkcjonuje pod tytułem Bloodbound Militia z trochę zmienionym tekstem, ponieważ nie byli w stanie odtworzyć całości oryginalnej warstwy lirycznej. Całość splitu dopełniły nawiedzone inta i outra skomponowane przez starego diabła Ludo Evila Lejeune’a. Podsumowując, jestem bardzo zadowolony z tej współpracy.

Patrząc na dyskografię Black Altar odnoszę wrażenie, że stronisz o pełnowymiarowych i „samodzielnych” wydawnictw. Ostatnie trzy pozycje stanowią splity, a EP „Suicidal Salvation” będzie obchodzić w tym roku dziewiąte urodziny. Skąd to wzbranianie się przed nagrywaniem dużych albumów? Sądzisz, że Black Altar nie sprawdziłby się w „wielkim formacie” i do dzisiejszego słuchacza (tj. zalewanego każdego dnia ogromną liczbą premier) trafiają wyłącznie krótkie, lecz intensywne materiały?

To prawda, że jestem dużym fanem splitów. Po prostu ich nagranie zajmuje dużo mniej czasu, wystarczy nagrać ze dwa-trzy utwory i ma się już kolejny materiał, który można promować. Dyskografia Black Altar nie jest zbyt bogata jak na 26 lat działalności, także można ją też wzbogacić dzięki takim krótkim materiałom. Poza tym na splitach również jest pole do pewnych eksperymentów można zamieszczać utwory, które nie do końca pasowałyby na pełną płytę. To także wyraz swoistego bratestwa z zespołami, które się szanuje. Generalnie robię splity z zespołami, któych muzyków znam od lat, lubimy się i darzymy respektem.

Tak było z Vesanią, VarathronThornspawnBeastcraftKirkebrann czy Vulture Lord. W tej chwili nagrywamy nagrywam kolejny split z dwoma kultowymi zespołami, których nazw nie chcę jeszcze wymieniać. Początkowo miał to być 4 way split Vulture Lord, ale oni się nie zgodzili i powiedzieli, że chcą współpracować tylko z Black Altar, więc musiał powstać nowy split. Jakiś czas temu dostałem jednak kolejną propozycję splitu od muzyków będących pionierami black metalu i moimi dawnymi idolami, więc kto wie, czy nie dojdzie jeszcze jeden taki projekt.

Splity ze wspomnianymi grupami zostały natomiast zgromadzone w formie kolekcjonerskiego wydawnictwa „Arcana of the Higher Principles”, które ukazało się w tym roku za pośrednictwem wytwórni Zazen Sounds. Jak widać zaintersowanie taką kompilacją było bardzo duże, bo wystarczyła niecała doba na wyprzedanie tego niewielkiego nakładu.

Tak, to małe, prestiżowe wydawnictwo kompilacyjne. Płyta została wydana jako digi pack przez kultową, ezoteryczną wytwórnie Zazen Sounds prowadzoną przez lidera Acherontas i rzeczywiście wyprzedała się następnego dnia po premierze. On nigdy nie dotłacza płyt, więc będzie to na pewno cenny kąsek dla kolekcjonerów. Wersja jewel case cd będzie wydana przez kolumbijska Masters of Khaos Productions, która zgłosiła się do mnie przedwczoraj z propozycją wydania paru reedycji Black Altar na tamtejszy rynek i zaczną od tej kompilacji.

Na wydawnictwie ukazała się też nowa kompozycja, którą sam określiłeś: „jedną z najbardziej brutalnych w dyskografii Black Altar„. Czy ten utwór stanowi przedsmak tego co usłyszymy na kolejnych wydawnictwach?

Rzeczywiście tytułowy utwór jest zdecydowanie jednym z najbardziej brutalnych w dyskografii Black Altar, głównie za sprawą  wokali i paru old schoolowych riffow. Chciałem w refrenach uzyskać chaotyczny, war metalowy efekt mogący się trochę kojarzyć z Blasphemy. Pierwotnie utwór miał być przeznaczony na split z pewnym legendarnym, death metalowym zespołem, który miał się reaktywować po wielu latach specjalnie na ten split, ale nie wiadomo, czy kiedykolwiek cos z tego wyjdzie. Dlatego też w ostatniej chwili postanowiłem dołożyć go na ta składankę i nieco zaskoczyć fanów.

Wspomniałeś, że szykujesz kilka ciekawych projektów niezwiązanych z Black Altar. Jednym z nich jest objecie roli wokalisty w zespole HYL, który został założony przez Ricka Constantino z włoskiego Schizo. Co ciekawe, w roli pałkera pojawi się Krzysztof Klingbein.

Parę miesięcy temu dostałem od muzyka Schizo wiadomosc, z prośbą, czy mógłbym być wokalistą w jego nowym, black metalowym projekcie. Na początku odmówiłem, bo ledwo się ze wszystkim wyrabiam, ale jak mi wysłał nagrane utwory, to zmieniłem zdanie, bo muzyka bardzo mi sie spodobała. Są to inne klimaty niż te, w których dotychczas sie poruszałem. Rick twierdzi, że to klimaty VemodWolves in the Throne Room, ja słyszę tam dużo Mgły. W tym tygodniu bedę nagrywał wokale do pierwszych utworów i zobaczymy, jaki będzie efekt. Produkcją całości ma sie zająć Devo (ex-Marduk) i ukaże się ona pod koniec roku nakładem Odium Records.

Najbardziej zaskakującą wiadomoscią jest Twoje wstąpienie w szeregi szwedzkeigo Ofermod, w którym gitarzystą został wspomniany już wcześniej Les. Przybliż nieco kulisy tej współpracy. Nie obawiasz się, że brak scenicznego doświadczenia będzie zauważalny w trakcie występów?

Z Belfagorem też znam się od ładnych paru lat, a ostatnio staliśmy się sobie bardzo bliscy. Zaczęliśmy też współpracę nad pewnym wydawnictwem dla Odium Records. W pewnym momencie wspomniał, że planuje z Ofermod koncerty i będzie szukał pełnego składu. Pół-żartem mu wspomniałem, że gdyby szukał basisty, to mogę się zgłosić. Zareagował bardzo entuzjastycznie i powiedzał, że to byłby dla niego duży honor, abym tylko był w stanie przylatywać do Szwecji na próby, które miałyby odbywać się prawdopodobnie u Devo Endarker Studio. Zgodziłem się i zacząłem mu ogarniać resztę składu. Skończyło się na tym, że cała ekipa oprócz Belfagora, który skupi się na wokalach, będzie z Polski. Do gitar wziąłem LesaRambo (Hell-BornBloodthrist), który ma występować pod pseudonimem ZainLes porozmawiał z Pavulonem i już mamy pełen skład.

fot. Artur Tarczewski

Co do doświadczenia scenicznego, to wiesz, ja jestem tylko basistą, będę na początku gdzieś tam stał z boku i skupiał się na jak najlepszym odegraniu materiału. Szybko jednak nabiorę pewności siebie i po paru koncertach będzie już ok, tym bardziej, że partie basu są tam prostsze niż w [kompozycjach przyp. red.] Black Altar. W sumie przez ostatnie lata sesyjnym basistą był w Ofermod Devo, więc też jest to dla mnie pewne wyzwanie, żeby go godnie zastąpić. Parę lat temu dostałem porpozycję dołączenia do Ondskapt, ale wtedy z różnych względów nie byłem jeszcze gotowy i odmówiłem. Natomiast dwóch członków tego zespołu dołączyło na rok do Black Altar, choć współpraca ta jednak nie przetrwała próby czasu. Teraz jednak myślę, że dam radę pogodzić te wszyskie obowiązki, trochę ograniczając inne sprawy, np. Odium Records.

A co z Twoimi pozostałymi projektami, czyli Kriegsgott i Raus? To zamknięty etap, czy jednak czekają na odpowiedni moment iwolną chwilę?

To raczej zamknięty rozdział. Jeśli chodzi o Kriegsgott, to planuję wydanie kompilacji ze wszystkimi utworami projektu, może skomponuję jakiś numer, który będzie zwieńczeniem tej inicjatywy. Co do RAUS!, to nie mówię definitywnie, że nie, ale jeśli już, to może za parę lat. Aro jest bardzo zajęty, nawet zaprosiłem do tego projektu Lesa, ale czy kiedykolwiek coś z tego wyjdzie nie mam pojęcia.

Gdybyś miał możliwość nagrania splitu z dowolnymi artystami ze świata metalu (i nie tylko), to na kogo padłby wybór? Poproszę o typy z rodzimego podwórka, jak i spoza Polski.

Jeśli chodzi o Polskę, to Deus Mortem, który jest moim ulubionym rodzimym zespołem. Co do zagranicy, to jest tego zbyt dużo, żeby wymieniać.

Niejednokrotnie padła już nazwa Twojej wytwórni, wobec czego skorzystam z okazji i podpytam o kilka rzeczy. Odium Records od 1997 roku działa w podziemiu i jak sam piszesz „to mały, elitarny podziemny label skoncentrowany głównie na ekstremalnym black metalu”.  Czy w trakcie tych 25 lat działalności pojawiły się materiały, które miałeś okazję wydać, lecz z różnych powodów zrezygnowałeś i później tego żałowałeś?

Dostałem propozycję wydania debiutanckiej płyty Odrazy, ale ją zlekceważyłem, bo tematyka tekstów wydała mi się dziwna. Nie przypuszczałem, że po niej narodzi się ten cały miejski post-black-metalowy trend. Teraz to klasyczny album. Oczywiście nie jest powiedziane, że wybraliby akurat moją ofertę. Co do zagranicznych zespołów, to było tego trochę, ale żałuję, że zrezygnowałem na ostatnim etapie z wydania debiutanckiego krążka Asagraum. Wszystko było już dograne, ale trafiło na najtrudniejszy okres w moim życiu. Miałem bardzo poważnie się zapowiadające kłopoty zdrowotne. Lekarze w Polsce praktycznie potwierdzili diagnozę stwardnienia zanikowego bocznego i myślałem, że wkrótcę umrę. Powiedziałem więc Hannie, że mogę to wydać, ale lepiej, żeby znalazła kogoś innego. Na ostatnim etapie wybrała w końcu fiński Kvlt Rec, a album okazał się wielkim sukcesem i okupował wysokie miejsce na listach sprzedażyw różnych krajach.

Na instagramowym profilu Odium Records wspomniałeś, że w roku 2022 ograniczasz aktywność wydawniczą dla skoncentrowania się na nowych pomysłach. Dotyczą one Black Altar czy są związane stricte z labelem?

Nie są związane z labelem. Mam już dosyć ładowania od ćwierć wieku wszystkich swoich pieniędzy, czasu i energii w wydawanie obcych zespołów. Do wszystkiego, co robię, staram się podchodzić jak najlepiej potrafię i u mnie wydanie płyty nie wygląda tak, że wypuszczam CD, które tłoczę za 700 złotych, zamieszczam post na Facebooku i tydzień później wydaje kolejną płytę. U mnie promocja danego tytułu trwa około 3 miesiące, wynajmuję pięć-sześć agencji promocyjnych, wykupuję reklamy w największych magazynach i aranżuję tam wywiady, wydaję wypasione winyle, drewaniane boksy itp. Tak że łączny koszt danego tytułu i jego promocji wynosi u mnie średnio 35 tys. złotych. Jak się pewnie domyślasz zwraca się tylko ułamek tej kwoty. Dlatego założyłem niedawno nowy pod-oddział wytwórni o nazwie Underground Kvlt Records, w którym będę wydawał bardziej podziemne, lecz nie mniej wartościowe zespoły, tylko na CD i z mniejszą promocją, która wciąż będzie lepsza niż w większości innych wytwórni. Nie zamierzam jednak szaleć. Wydaje wkrótce dwa inicjalne materiały i póki co chcę na tym poprzestać. Pierwszy będzie od nowego norwieskiego zespołu Likheim, w którym udziela się Erik GamleCarpathian Forest.

Drugi to bardzo ciekawy projekt o nazwie Eihort, od naszych rodaków mieszkających w Londynie. Lider ekipy dołączył też niedawno do Grave Miasma, ale muzyka Eihort to naprawdę intrygująco zagrany black metal.

Co do nowych pomysłów, o które pytasz, to postanowiłem zrobić dosyć specyficzny magazyn, różniący się od innych na rynku. Będzie to pismo łączące ekstremalną muzykę, głównie wartościowe black metalowe zespoły, muzykę dark ambientową, rytualną z ezoteryką. Dużą część obejmą okultystyczne eseje napisane przez czołowych okultystów oraz interesujące grafiki. Magazyn będzie ukazywać się w wersji polskiej i angielskiej. Wspominam o tym pomyśle publicznie pierwszy raz, ale już trochę żałuję, że się za to wziąłem, bo wszystko idzie znacznie wolniej, niż przypuszczałem. Jednak skoro zacząłem, to chcę dokończyć i wydać chociaż jeden numer. Mam mocny skład redakcyjny z całego swiata i sprawy powoli posuwają się do przodu. Drugim pomysłem jest napisanie książki o pewnym muzyku, ale czy starczy mi na to wszystko czasu, tym bardziej jak zacznę koncerty – tego nie wiem.

Które materiały z ubiegłego roku zrobiły na Tobie największe wrażenie, a jakie wydawnictwa okazały się totalnym rozczarowaniem?

Już nie bardzo pamiętam, co tam się ukazało w ubiegłym roku. Mogę na pewno wyróżnić Whoredom RifeFuneral Mist, Vulture Lord, MānbryneOfermod i pewnie parę innych, które mi teraz nie przychodzą do głowy. Generalnie kondycja muzyki metalowej jest bardzo mocna i każdy znajdzie coś dla siebie.

Na koniec chciałem zapytać jak zapatrujesz się na ewolucję black metalu? Muzyka kojarząca się zwykle z brakiem kompromisów i hołdująca pewnym tradycjom oraz przekonaniom, dziś stanowi pewnego rodzaju bazę dla muzycznych eksperymentów. Jesteś zatwardziałym radykałem, czy może jednak otwierasz się na nowości będące pewnego rodzaju „zbrodnią ideałów”?

Wychowałem się na black metalu z wczesnych lat 90., więc widaomo, że jest on najbliższy mojemu sercu i czuję do niego największy sentyment. Wtedy wszystko było nowe, świeże, prawdziwe, często bezkompromisowe i niebezpieczne. Nieskażone komercją i kalkulacjami. Z czasem, jak wszystko, gatunek ewoluował, pojawiały się coraz większe poeniądze, duże wytwórnie zwietrzyły dobry interes, zespoły zaczęły kalkulować, co zrobić, żeby sprzedać jak najwięcej płyt. Znalazły się tysiące naśladowców, gatunek zjadł własny ogon, zatoczył pewne koło, jak kiedyś death metal. Wciąż jednak myślę, że [black metal – przyp. red.] ma wiele do zaoferowania i jest znacznie bardziej elastyczny i wielowymiarowy niż death metal. Cały czas pojawiają się bardzo ciekawe płyty, pomimo, że zostało już zagrane prawie wszystko. Wprawdzie jestem twardogłowym black metalowcem, ale potrafię być otwarty na eksperymenty, chociaż [na te – przyp. red.] związane z elektroniką, a nie smutnym „pitoleniem na gitarach”. Nie jestem też fanem tego polskiego nurtu pseudo-inteligenckich zespołów w rozciągniętych swetrach, śpiewająych i kryzysie tożsamości i brzydocie wielkomiejskiego życia.

Dzięki za poświęcony czas i wyczerpujące odpowiedzi na pytania – ostatnie słowa należą do Ciebie.
Ja również dziękuje za zainteresowanie zespołem i moją niecną działalnością. Hails!

Exit mobile version