DECLINE OF THE I: „Sposób na wyrażenie najcięższych, najciemniejszych emocji”

Black metal XXI wieku ma różne oblicza. Jest groźny, majestatyczny, agresywny, atmosferyczny. Różne twarze muzyki i różne podejścia do niej. To muzyka tak rozbudowana, że praktycznie żadne schematy nie mają tu miejsca i żadnym schematom tak naprawdę ten gatunek ciężkiego brzmienia nie podlega. I bardzo dobrze, bo widać jak na przestrzeni lat się rozwija i zdobywa nowe szczyty. Jednocześnie wszystko, co związane z black metalem, jest posępne, na wskroś złe i wciąż wisi nad nim oblicze rogatego, jakkolwiek go pojmujemy. Filozofia egzystencjalizmu i psychologia duszy coraz bardziej przesiąkają w muzykę i mają na nią coraz większy wpływ. Już od kilku, kilkunastu lat tematyka czarnej polewki dojrzewa i zmienia swój wizerunek, zmierzając bezpośrednio do podświadomości ludzkiej i natury samego człowieka. I właśnie taką twarz ma black metal wykonywany i nagrywany przez gwiazdę mojego dzisiejszego wieczoru, Decline Of The I. Tuż po premierze najnowszej propozycji francuskich filozofów, Wilhelm, na krótką wymianę zdań dał się namówić mózg zespołu, główna postać, ale także odpowiedzialny za kompozycje wokalista, gitarzysta i klawiszowiec w jednej osobie – Judicaël, znany bardziej jako A.K. (Adrastis Korgan). Pytania zadawał Adam Pilachowski.

Black metal we Francji to już żadna nowość. Zagościł u Was już na dobre. Jak zapatrujesz się na francuską scenę black metalową jako jej współtwórca, bo sam udzielasz się w co najmniej kilku zespołach: Merrimack, Vorkreist, no i Decline Of The I?

Jestem dość dumny z naszej rodzimej francuskiej sceny metalowej, szczególnie blackmetalowej. Nie wszystko mi się podoba, ale jedno jest pewne – jest wyjątkowa. Nie jest jednorodna, jak to bywa w innych krajach (jak Norwegia, Szwecja, Islandia…). Każdy próbuje pielęgnować swój własny styl, swoją oryginalność, zamiast wtapiać się w tłum i ginąć w nim bezpowrotnie. To nawet nie jest regionalne; to coś bardziej undergroundowego. Istnieją powiązania między zespołami, ale powstają one poprzez prawdziwe powinowactwa, stylistyczne spotkania, a nie powody geograficzne.

Jak wygląda we Francji podejście w ogóle do muzyki metalowej. Czy jest dla niej miejsce we francuskiej kulturze? Wiesz, piszę o tym, bo w Polsce to cały czas nisza. Niby mówi, pisze się o niej, ale tylko w kontekście pozerskich wygłupów tych “wielkich”, a sama muzyka w kulturze polskiej traktowana jest jako wybryk natury.

We Francji jest trochę inaczej. Mamy festiwale takie jak Hellfest, które są relacjonowane przez media głównego nurtu. Dotyczy to jednak najbardziej dostępnej, wypolerowanej i „przyjaznej” strony metalu. Black metal pozostaje kulturą undergroundową i myślę, że to nie jest zła rzecz, że tak pozostanie. To nie jest muzyka, która powinna wypłynąć na szerokie wody i stać się komercyjna. Jest szczególna, do szczególnych odbiorców kierowana i lepiej, żeby taka została.

Wilhelm, jak zapowiadaliście, to druga część trylogii, po Johannes opartej na dziełach duńskiego filozofa Sørena Kierkegaarda. Powiedz proszę coś więcej na temat tego pomysłu.

Podobnie jak Johannes, Wilhelm jest archetypową postacią z trylogii Kierkegaarda o różnych etapach ducha. Podczas gdy Johannes jest hulaką, etapem ducha, który żyje nocą, szukając przyjemności dla siebie, nie zwracając uwagi na świat ani innych, Wilhelm uosabia postać sędziego. Działa według moralności i dla niej, zgodnie z prawami, nie kieruje się już osobistą przyjemnością i radością. Istnieje w czasie; przestaje być rozbitą jednostką, złożoną z niezależnych momentów. Jest tym, który decyduje się powiedzieć „tak” jednej kobiecie, zamiast eksperymentować z nimi wszystkimi. Dlatego temat zaangażowania jest centralny w sferze etycznej, a małżeństwo jest jej najwyższym symbolem – symbolem, który można znaleźć na naszej grafice, nawiasem mówiąc. Wierzę, że bycie ojcem jest również częścią tego głęboko niepokojącego wyboru. To właśnie wydarzyło się podczas komponowania tego albumu. Moje życie i moja muzyka są głęboko ze sobą powiązane, tak bardzo, że nawet nazwałem mojego syna Søren (na cześć Kierkegaarda). Album ten jest więc zarówno płytą, jak i kamieniem milowym w moim życiu, przepełnionym radością i niepokojem.

Mam wrażenie, że muzyka na Wilhelm, poza black metalem, to muzyka pełna bólu i emocji. Wydaje mi się, że to one dominują w Twoim procesie twórczym. Czy tak jest?

Tak. Uważam Decline Of The I za sposób na wyrażenie – a raczej wyrzucenie – moich najcięższych, najciemniejszych emocji. Podczas komponowania albumu miałem bardzo intensywny okres – zostałem ojcem. Przyniosło to wiele radości, ale także wiele niepokoju, wątpliwości i pytań. Wszystko to jest obecne na tej płycie. Jednak w momencie komponowania nie zdawałem sobie sprawy, że ​​te emocje są tak widoczne. Nie jesteś pierwszy, który o tym wspomina, i byłem zaskoczony, gdy ktoś zwrócił mi na to uwagę. Dziwnie było myśleć, że najbardziej mroczny album, jaki kiedykolwiek skomponowałem, powstał w momencie narodzin mojego syna! Ale tak właśnie się stało i jestem z niego bardzo dumny. Potrzebowałem tego mentalnie i oczyściło mnie to na tyle, że mogłem zacząć normalnie funkcjonować i stawić czoło nowym wyzwaniom i obowiązkom.

O czym właściwie jest Wilhelm? Wiem, że jest oparty na twórczości Sørena Kierkegaarda, ale o czym naprawdę są teksty na albumie? I jakie jest ich przesłanie?

Teksty tylko pośrednio odnoszą się do filozofii Kierkegaarda. Oczywiście jest wiele odniesień, ale nie byłem zainteresowany prostym przepisywaniem jego prac. Zamiast tego odzwierciedlam jego pisma moimi własnymi myślami, emocjami i wizjami. Koncepcje lęku, wyboru i wyrzeczenia są obecne w tekstach – wszystkie te doświadczenia i emocje, które przechodzą przez nas, gdy uświadamiamy sobie, że pewne rzeczy nigdy więcej się nie wydarzą, i że niektóre wydarzenia są nieodwracalne.

To jest black metal, ale w Twojej muzyce jest wiele innych wpływów, dzięki czemu Wilhelm zyskuje nową jakość, świeżość i wymaga otwartego umysłu, aby spróbować go zrozumieć. Dla mnie jest nieco trudniejszy w odbiorze niż inne płyty z tego gatunku. Czy tak jest naprawdę? Czy taka była Twoja intencja i pomysł na muzykę?

W tym albumie jest wiele poziomów słuchania. Można skupić się na aspekcie black metalu, na warstwowaniu głosów, na samplach, klawiszach… Wymaga to trochę wysiłku, pewnej estetycznej woli. Ale myślę też, że ma jakość bezpośrednią, która bije prosto w twarz, bez żadnego ostrzeżenia. Może być angażująca już od pierwszego przesłuchania, ale nie musi.

Nazwa zespołu – Decline Of The I. Jak powinniśmy ją właściwie rozumieć?

„Decline” (Upadek) nie jest w tym przypadku synonimem dekadencji. Odnosi się również do rozpadu ego, redefinicji czyjegoś miejsca na świecie. Tak czy inaczej, można mieć wiele interpretacji. A jeśli ktoś chce zobaczyć w tym coś bardzo depresyjnego i pesymistycznego, może to zrobić. Powinieneś wiedzieć, że nosiłem to imię w sobie od zawsze, ponieważ jego francuskie tłumaczenie „Au déclin de ce je” jest anagramem moich prawdziwych imion i nazwisk.

Z polskim wydawcą Agonia Rec. jesteście związani praktycznie od samego początku. Jak układa się wasza współpraca? Wiem, że współpraca między zespołem a wydawcą bywa często dość trudna.

Współpracuję z Agonia Rec. od wielu lat. W 2012 roku wydałem z nimi ostatni album Vorkreist i pierwszą płytę Decline Of The I, Inhibition. Filip podpisał kontrakt z moim projektem bardziej z pasji niż z finansowego interesu. Nadal mamy bardziej komfortowy budżet niż może zaoferować wiele małych wytwórni undergroundowych, więc nie mogę narzekać.

Od debiutanckiego albumu Inhibition do Wilhelm minęło trochę czasu, a w Twojej muzyce widać znaczący postęp. Czy tak samo jest z Tobą? Czy czujesz, że rozwinąłeś się jako człowiek?

Tak, myślę, że mój sposób tworzenia muzyki ewoluuje wraz z moim sposobem bycia, istnienia. Wiele się wydarzyło. Przeszedłem przez wiele ważnych etapów w swoim życiu – niektórych bolesnych, innych radosnych. W każdym razie, duża intensywność. I wszystko to wychodzi w mojej muzyce. Uczę się również przez całe życie. Pracuję coraz więcej z koncepcjami harmonicznymi w moim procesie twórczym, a to dodaje smaku i głębi. Jestem ciekaw, jak to wszystko będzie się rozwijać – moje życie, moja muzyka i dziwne powiązanie między nimi.

Johannes od nowego albumu dzieliły cztery lata. Jak długo będziemy czekać na finał trylogii i jakie są Twoje plany na następny album?

Mam nadzieję, że nie będzie aż tak dużej przerwy między Wilhelm a kolejnym albumem, Abraham. Ale zostanie ojcem oczywiście wpłynęło na moją dostępność. Z drugiej strony, moje dziecko rośnie, więc myślę, że będę mógł działać szybciej. Mam już wiele pomysłów, riffów, a nawet prawie skończone piosenki. Jestem jednak bardzo wymagający i często odrzucam całe utwory, jeśli czuję, że nie trzymają się kupy lub nie są „w porządku”.

Oprócz Decline Of The I, jesteś również zaangażowany w inne zespoły, takie jak Merrimack, Vorkreist, Neo Inferno 262 i Eros Necropsique. Co się dzieje w tych projektach?

Merrimack gra całkiem sporo koncertów, a wkrótce zaczniemy pracę nad kolejnym albumem. Vorkreist ma przerwę na czas nieokreślony. To samo dotyczy Neo Inferno. Jeśli chodzi o Eros Necropsique, w nadchodzących miesiącach wydamy piąty album, Dépression.

Jak idzie promocja Wilhelma? Czy zobaczymy Cię na jakichś koncertach? Czy jest szansa, że ​​zobaczymy Cię w Polsce?

Chciałbym kiedyś zagrać w Polsce z Decline of the I. Grałem u Was już z Vorkreist i Merrimack i mam świetne wspomnienia a propos publiczności i atmosfery. Ale na razie nie mam planów. Jeśli macie jakieś propozycje, nie wahajcie się dać mi znać! Albo jeśli jacyś organizatorzy to czytają…!

Dziękuję bardzo za wywiad. Czy masz wiadomość dla czytelników Magazynu Kvlt?

Dziękuję bardzo. Pozdrawiam serdecznie. „Life is not enough”.

Zdjęcie: William Lacalmontie

Adam Pilachowski
Latest posts by Adam Pilachowski (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .