Weterani viking metalu, Einherjer, powrócili z ósmym studyjnym albumem zatytułowanym North Star. Miałem okazję porozmawiać z Frodem „Grimarem” Glesnesem, zarówno o tej świetnej płycie, jak i o tym co ukształtowało go jako muzyka. Spróbowaliśmy też odpowiedzieć na pytanie, co czyni muzykę Norwegów wyjątkową na tle innych zespołów z tego nurtu. Przygotujcie się na podróż do zimnej i odległej krainy.
Interview with Grimar from Einherjer in English (PDF file)
Głównym powodem naszej rozmowy jest oczywiście najnowszy krążek Einherjer, zatytułowany North Star. Ale ja osobiście miałem ochotę z tobą porozmawiać z powodu małej, osobistej rocznicy. Minęło 20 lat, odkąd widziałem cię w Krakowie u boku Konkhry i Kinga Diamonda. Pamiętasz ten koncert?
Oczywiście, że go pamiętam! To był ostatni koncert na trasie. Myślę, że to było w Klubie 38?
Dokładnie. To było moje pierwsze doświadczenie z Einherjer. Miałem wtedy siedemnaście lat i byłem w Krakowie z powodu King Diamond. Byłem oszalały na jego punkcie i musiałem być na tym koncercie!
Tak, znam to uczucie [śmiech]
Ale kiedy zobaczyłem Einherjer na scenie, pomyślałem: „kim są ci faceci i czemu są tacy zajebiści”? [śmiech] Tamten występ był dla mnie naprawdę ekscytujący. Zapamiętałem go. Niedawno, kiedy usłyszałem singiel Stars, pomyślałem: „cholera, oni wciąż mają to coś”! Wszystkie wspomnienia wróciły do mnie więc po prostu musiałem do ciebie zadzwonić i powiedzieć ci o tym.
To był ostatni koncert na tej trasie. Jestem teraz w swoim studio i patrzę na wiszący na ścianie plakat właśnie z tej trasy! Koledzy z zespołu Kinga Diamonda podpisali mi go, mam tu różne wiadomości, pozdrowienia. Bardzo dobrze to pamiętam. Ponieważ był to ostatni dzień trasy, podczas setów robiliśmy sobie żarty i szalone rzeczy. To typowe dla ostatniego koncertu na trasie, żeby bawić się i wygłupiać.
Cały klub był pełen ludzi w różnym wieku. Wszyscy świetnie się bawili. O ile pamiętam, promowaliście wtedy Norwegian Native Art. Nota bene znakomity album.
Tak, tak…
Natychmiast się wkręciłem i zostałem fanem. Nowa płyta North Star wywarła na mnie podobny wpływ, jak Norwegian Native Art.
Myślę, że „North Star”, prawie pod każdym względem, jest odmienny od „Norwegian Native Art”. Ale to fajnie słyszeć, że nowa płyta rezonuje z tobą tak, jak zrobiła to „Norwegian Native Art”. To dowód, że zrobiliśmy coś, co naprawdę ma wpływ na słuchaczy.
Nowy album odbije się dużym echem na scenie. Widziałem pierwsze recenzje i ludzie są pod wrażeniem tego, co zrobiłeś.
Tak. Cóż, fajnie to słyszeć. Daje to nam poczucie, że zrobiliśmy coś dobrego. Myślę, że mamy teraz mocny album, dobre numery, bardzo różnorodne i myślę, że to słychać w naszych singlach: „Stars” i „The Blood and the Iron”.
Zarówno to jak napisane są nowe numery i jak je nagraliście robi wrażenie. Czuć, że nowa płyta koresponduje z tym co zrobiliście na Norrøne Spor.
Tak, myślę, że tak. Zacząłem pisać utwory na „North Star” prawie natychmiast po zakończeniu „Norrøne Spor”. Tak więc byłem w podobnym „stanie umysłowym”, kiedy pracowałem nad najnowszą płytą. Dla mnie pisanie utworów to naturalny rozwój. Postęp. Widziałeś nas 20 lat temu, prawda? Miałeś siedemnaście lat. Teraz my jesteśmy po czterdziestce. Nie zmieniamy się tak szybko, jak wtedy, ale teraz czuję, że znalazłem swoje miejsce i właściwy dźwięk dla Einherjer, Naszą ekspresję. Nie spodziewałbym się, że zmienimy się drastycznie, jeśli wiesz, co mam na myśli.
Rozumiem to doskonale.
Po prostu czujemy się komfortowo z tym, jak teraz brzmimy i czym jest dzisiaj Einherjer.
A wszystko to zostało zrobione w twoim własnym Studio Borealis, prawda? Czy mógłbyś powiedzieć nam coś więcej o procesie nagrywania?
Pewnie. Skorzystaliśmy z mojego studia. Robimy to już od jakiegoś czasu. Myślę, że „Norwegian Native Art” był ostatnim albumem, który nagraliśmy w zewnętrznym studiu. W tamtym czasie miałem już dość tego całego podróżowania po studiach. Kiedy wyjeżdżasz za granicę, aby nagrać album, masz tylko 3-5 tygodni i jest to po prostu niepotrzebna presja. Pomyślałem więc: „Muszę się tego nauczyć”. I tak zrobiłem.
I to słychać to na najnowszym albumie…
No tak. Wiesz, poza tym, że jestem muzykiem, na co dzień pracuję jako inżynier dźwięku. Z biegiem czasu zbudowałem również odpowiednią przestrzeń w budynku obok mojego domu. Jest to bardzo wygodne zarówno dla mnie, jak i dla Einherjer. Używamy studia do nagrań i używamy go jako miejsca do tworzenia muzyki. Zaczęliśmy nagrywać „North Star” w lutym 2020 roku. Potem wybuchła pandemia i wszystko potoczyło się totalnie nie po naszej myśli. Wiesz, mam dzieci w wieku szkolnym. Teraz były w domu przez kilka tygodni a ja odchodziłem od zmysłów. [śmiech] Nie miałem siły do grania po całym dniu z nimi. Nie mogłem nagrywać, bo byłem po prostu wykończony [śmiech]. Dlatego musieliśmy działać powoli. Po mniej więcej miesiącu, gdy dzieci wróciły do szkoły, wróciłem do pracy nad płytą.
Czy praca nad płytą potem była takim pustelniczym doświadczeniem?
Wiesz, zwykle sam rejestruję ślady gitary i basu. Oczywiście oprócz leadów. Przez miesiąc pracowałem sam w studio. Nagrywałem te ślady, pisałem teksty, robiłem wokale. W pewnym sensie myślę, że był to prawdopodobnie „najbardziej samotny album”, jaki kiedykolwiek nagrałem, ale mimo to całemu zespołowi udało się stworzyć na nim dobrą atmosferę. Kiedy potrzebowałem czegoś od chłopaków, po prostu wysyłałem te moje ślady, a np. Ole, gitarzysta prowadzący, odsyłał mi swoje pomysły. W pewnym sensie wprowadziło to nowe warstwy do utworu, byłem podekscytowany, znów je odsyłałem z czymś nowym i tak w kółko. W ten sposób utrzymywaliśmy zespół przy życiu. Nie chodzi o to, że normalnie pracujemy w ten sposób, ale tym razem musieliśmy to zrobić właśnie tak. Myślę, że w sumie to się opłaciło. a album brzmi całkiem nieźle. Solówki Ole są niesamowite. Wykonał świetną robotę.
To prawda. Chciałem cię też zapytać o coś innego. W twojej muzyce jest pewien smutek. To trochę norweska cecha, że wasza muzyka jest w pewnym sensie zimna, czasem też i szorstka. Są w niej emocje, ale są one gdzieś w oddali. Za to czytelna jest pewna doza melancholii…
Chyba wiem, co masz na myśli. Ale nazwałbym to bardziej tęsknotą …
Tak, tęsknota to chyba lepsze słowo. Czy więc ta tęsknota jest częścią konceptu tego albumu? Ponieważ z tego, co rozumiem, Gwiazda Północna powinna cię prowadzić. Wskazywać drogę w życiu. Jakie jest więc przesłanie Einherjer? Szukacie tej drogi, tęsknicie do czegoś większego, wspanialszego? Czy może uważasz, że już dawno zgubiliśmy drogę?
Na pewno zgubiliśmy drogę [śmiech]. Lata temu. Ale szczerze myślę, że w całym tytule, w koncepcji płyty chodzi o to, że cały czas się rozwijamy, zmieniamy. Jako ludzie, jako muzycy i jako zespół. A „North Star” wydał mi się ogólnie dobrym tytułem, który odzwierciedla pewne poczucie kierunku, które ma pomóc w utrzymaniu kursu. A na poziomie osobistym może odnosić się do naszego wewnętrznego kompasu. Twoja wewnętrzna Gwiazda Północna prowadzi cię w kierunku tego, czego pragniesz. Czy to jest wystarczająca odpowiedź na twoje pytanie?
Tak, właściwie tego właśnie chciałem się dowiedzieć. Słuchaj, zapytałem cię o to, ponieważ w tych piosenkach jest pewien sposób myślenia, żeby nie powiedzieć schemat i zastanawiałem się, czy powiedziałeś, że tym razem był to bardziej indywidualny wysiłek. Czy przez to nadałeś płycie bardziej osobisty charakter?
Tak, ale mimo że wiele nagrałem sam to nie jest to tylko i wyłącznie moja płyta. Potrzebowałem aprobaty. Ole tak samo potrzebował jej ode mnie. I to dotyczy całej reszty zespołu. Wszyscy potrzebowaliśmy potwierdzenia drugiego gościa, że to, co tu robimy, jest słuszne. Pomyślałem o jednej rzeczy, kiedy wspomniałeś o emocjach i innych rzeczach, a ja przyniosłem tęsknotę, ponieważ próbujemy odtworzyć poczucie minionej epoki, czegoś, co było. To rodzaj uczucia, które staramy się tutaj przekazać. I czerpiemy inspirację z naszych wpływów. Nie tylko z metalu z lat 80-tych, wiesz? Mamy ten heavy metalowy fundament. W pewnym sensie dodajemy też coś wyjątkowego, dorzucamy szczyptę norweskiej muzyki ludowej i twórczości kompozytorów, takich jak Edward Grieg. Myślę, że dzięki temu to co robimy brzmi trochę inaczej niż u innych. Wiesz co mam na myśli?
Oczywiście. Mam wrażenie, że na North Star wszystko jest połączone. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.
Dokładnie tak. Próbujemy wprowadzić Cię w sposób myślenia i próbujemy przekazać coś nieuchwytnego. Pewne „poczucie” minionej epoki. Coś, co wydarzyło się dawno temu. Nie sądzę, żeby każdy był w stanie to dostrzec, ale oczywiście tak jest i fajnie jest usłyszeć, że rozumiesz to, co robimy.
To dlatego, że muzyka jest szczera. To tak, jakbyś dzielił się czymś, czym inni ludzie dzielą się niechętnie. Pewną intymnością ze słuchaczem. I z tego powodu jesteś w pewnym sensie obnażony, bezbronny. Nie zrozum mnie źle. Można mieć dużą gitarę, stal i skórę, być bardziej męskim niż faceci z Manowar, skakać i pić piwo z rogu, ale nie tak wyobrażam sobie prawdziwego Normana. Poza tym, kiedy jesteś w „bezbronny” jako artysta, jako istota ludzka, wtedy jesteś najbardziej uczciwy i najbardziej interesujący. Wtedy dzielisz się prawdą o sobie. Myślę, że to inspirujące.
To, co właśnie powiedziałeś, jest prawdopodobnie najlepszym komplementem, jaki słyszałem w całym moim życiu. Całkowicie to rozumiesz! To jest zajebiste! Żaden inny dziennikarz nigdy nie pokazał mi takiego zrozumienia na tym poziomie.
Dziękuję ci, ale ja nazywam tylko to co słyszę w waszej muzyce. To wszystko tam jest. Sądząc po recenzjach i poziomie zainteresowania tą płytą, myślę, że nie tylko ja to widzę i słyszę. No ale nie możemy się tu tylko poklepywać po ramionach [śmiech]. Chciałem cię spytać, czy jesteś w tym momencie, że możesz zastanowić się nad swoją karierą? Jesteś na scenie przez ponad trzydzieści lat. Einherjer również miał swoje wzloty i upadki. Nastąpiła przerwa, nie graliście pod tym szyldem. Później przebudowałeś zespół i wróciliście. A teraz jesteście w centrum uwagi…
Tak, Einherjer przeżył wiele wzlotów i upadków. Właściwie głównie upadków [śmiech]. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych do początku 2000 roku, kiedy nas poznałeś byliśmy w swoim szczytowym momencie. Z tamtym składem radziliśmy sobie całkiem nieźle. Oczywiście, w pewnym momencie tego wszystkiego co dotyczyło Einherjer było za dużo. Zrobiliśmy pauzę, przerwę czy cokolwiek to było. Szczerze to miałem dość całej tej otoczki dotyczącej wikingów. Poza tym w tamtym czasie pisaliśmy trochę bardziej symfoniczne rzeczy i wcale mi się to nie podobało. Gerhard [Storesund, perkusista zespołu] nagrywał w tamtych czasach dużo takie materiału i zatracił się w symfoniczności bez reszty. Oboje byliśmy w zespole od pierwszego dnia. Jesteśmy przyjaciółmi od zawsze. Przeprowadziłem się do domu obok jego w 1991 roku. Razem „odkryliśmy” muzykę, wiesz? Słuchaliśmy Kiss i Status Quo. Tak czy inaczej, po Blot, który jest albumem bardzo symfonicznym musiałem zrobić coś innego. I to nie dlatego, że w ogóle nie byliśmy przyjaciółmi czy coś w tym rodzaju. Poniekąd zerwaliśmy z Einherjer i ci sami trzej faceci założyli nowy zespół. A potem zrobiliśmy album z Battered. Pograliśmy trochę thrash metalu i zdecydowaliśmy, że być może nadszedł czas, aby znowu zrobić coś z Einherjer. Ale musieliśmy zmienić kilka rzeczy. Musieliśmy wyznaczyć sobie nowe ramy dla tego zespołu. Wciąż musieliśmy być „zespołem wikingów”, bo o to w tym wszystkim chodzi. To także jest powód, dla którego nie kontynuowaliśmy, wiesz, jako Einherjer po prostu robiąc inną muzykę, ponieważ wydawało się to niewłaściwe, czyniąc nazwę „brudną”, jeśli wiesz, co mam na myśli. Kiedy zaczęliśmy sobie przesyłać nowe riffy, szybko zorientowaliśmy się, co chcemy zrobić z Einherjer i w jakim kierunku idziemy. Zajęło to trochę czasu, ale potem wyszedł album „Norrøn”…
A to było coś innego…
Tak, myślę, że dojrzeliśmy jako muzycy, jako twórcy i przyjaciele. Mogliśmy w końcu pokazać skąd pochodzimy, jakie są nasze korzenie i źródła inspiracji. Dlatego na ostatnim albumie pozwoliliśmy sobie ujawnić źródła naszych inspiracji. Bez względu na to, jakie są. Tandetne czy może nawet głupie to jednak te dźwięki nas ukształtowały. Zobacz, jeśli weźmiesz utwór „Stars”, jeśli posłuchasz werbla i tego jak jest on nagrany będziesz wiedział, co mam na myśli. To patent żywcem wzięty od zespołu Nazareth. Ja kocham ten band, uwielbiam jego ballady. I to teraz słychać w naszej muzyce. To, co robiliśmy z Gerhardem przez kilka ostatnich albumów, to wzajemne zaskakiwanie siebie „easter eggami”, wiesz? Całkiem otwarcie oddajemy hołd jakiemuś zespołowi, utworowi lub czemukolwiek co ma dla nas znaczenie. Po prostu pozwoliliśmy temu zabłysnąć w naszej muzyce. Na kilku ostatnich albumach jest tego całkiem sporo. To coś takiego co jest charakterystyczne dla nas. Myślę, że niektórzy ludzie to usłyszą. Te inspiracje Rainbow czy dużo patentów z Quiet Riot i wszelkiego rodzaju heavy metalowych rzeczy, które wywarły na nas wrażenie, gdy dorastaliśmy. Teraz pozwalamy sobie na to, żeby były w pełni słyszalne w naszej muzyce.
To jest jak pełne koło…
Tak! To sprawia nam też dużo frajdy. Właśnie dzięki temu, że nie wstydzimy się tego co nas ukształtowało. Myślę, że dzięki takiemu podejściu staliśmy się też lepszymi muzykami. Myślę, że jako zespół rozwinęliśmy się też i jesteśmy po prostu lepsi niż na początku naszej kariery. Wiesz, dla zespołu prawie 30 lat to całkiem sporo. Chodzi mi o to, że powinniśmy już nie brzmieć jak gówno [śmiech] Większość zespołów tak długo się nie utrzymuje by zniknęła, ale my nie…
Czujesz jeszcze potrzebę udowodnienia sobie czegokolwiek jak muzyk? Że może powinieneś być lepszy, szybszy, bardziej agresywny?
Nie, ja tak nie myślę. Chłopaki z zespołu zresztą też. Raczej chcemy w jakiś sposób wychodzić ze swojej strefy komfortu. Rzucać sobie wyzwanie. Chcemy tylko pisać lepsze utwory, lepsze aranżacje. Nie mam na myśli tutaj bardziej agresywnych riffów czy skomplikowanych struktur utworów. Chodzi mi tylko o to, że nasza muzyka musi mieć lepszy „flow”. To właśnie próbowaliśmy osiągnąć na „North Star”. Na ostatnim albumie, razem z Gerhardem pracowaliśmy, wymienialiśmy się pomysłami i zastanawialiśmy się czy możemy stworzyć utwór oparty tylko na dwóch riffach. Czy to jest dla nas w ogóle możliwe? W ten sposób stawiamy sobie wyzwanie i próbujemy się z nim zmierzyć. Oczywiście gdybyśmy robili tylko to, to z biegiem czasu byłoby to nudne. Dlatego próbujemy różnych rzeczy. Zadajemy sobie pytania typu: ile riffów potrzebujemy? Czy możemy w danym utworze coś ulepszyć? Może nadszedł czas, aby pójść w stronę czegoś bardziej skomplikowanego? Nie wiem. Nie zaczęliśmy jeszcze pisać nowego albumu. Mam nagrane 2-3 utwory. Co będzie dalej nie wiem. Zobaczymy co przyniesie przyszłość. To też jest bardzo satysfakcjonujące, bo dzięki temu zespół żyje i ciągle możemy robić coś nowego.
Ale na pewno już masz jakieś plany po premierze North Star. Może już macie zaklepane pierwsze daty na koncerty? Wiem, że rozmawianie o tym w związku z obecną sytuacją jest trochę naciągane, ale myślę, że chcielibyście pokazać ten materiał na żywo. W Norwegii, w Europie, może także w Polsce?
Jesteśmy gotowi zrobić wszystko co trzeba, gdy tylko świat nam na to pozwoli, Wiesz, kiedy planowaliśmy ten album i pracowaliśmy nad nim w studio chcieliśmy zrobić wszystko jak należy. Chcieliśmy mieć zapowiedź albumu, w tym samym czasie, w którym ogłosiliśmy również trasę po Norwegii i trasę po Europie, i mieliśmy to cały czas, i to po raz pierwszy od wieków. Ale wszystko obróciło się w gówno, więc tak się nie stało. Jesteśmy gotowi ruszyć w trasę tak szybko jak to tylko będzie możliwe.
Mam nadzieję, że będę miał okazję zobaczyć was na żywo. Chyba za długo zwlekałem z tym od ostatniego razu [śmiech].
Oczywiście, jeśli ostatni raz widziałeś nas w 2001 roku to koniecznie musisz nas zobaczyć teraz [śmiech]. Powiem nawet, że dziś jesteśmy lepszym zespołem, więc jeśli podobało ci się ostatnio, to teraz powinno podobać się jeszcze bardziej.
Ale to chyba znaczące, że nadal pamiętam wasz występ sprzed 20 lat? Widać nie byliście wtedy tacy źli [śmiech]
Chyba nie. [śmiech]
To była przyjemność rozmawiać z Tobą. Do zobaczenia na koncertach i powodzenia z najnowszą płytą!
Dziękuję!
- Rob Zombie – „The Great Satan” (2026) - 26 lutego 2026
- Sześć Szybkich Strzałów: HAKLA (black metal) - 9 grudnia 2025
- Sześć Szybkich Strzałów: POKUTA (black metal) - 9 grudnia 2025

