Fanom synthwave i retro-electro Jamesa Kenta nie trzeba przedstawiać. Jego Perturbator od lat jest jednym z wyznaczników trendów w tym gatunku. Na swoim najnowszym wydawnictwie, „Lustful Sacraments”, Perturbator zdaje się zawracać z drogi do Neo Tokyo i zmierzać w nieco innym kierunku. Miałem okazję porozmawiać z nim o tym, o trasach koncertowych, ewolucji muzycznej i planach na przyszłość. Oto Perturbator!
Interview with James Kent / Perturbator in English [PDF file]
Cześć James! Minęło trochę czasu, odkąd ostatnio rozmawialiśmy. Było to tuż po waszym koncercie w Warszawie w 2018 roku. Byliście w trasie wspierającej wasze ostatnie wydawnictwo, „New Model”.
Tak. Zagrałem wtedy sporo różnych tras koncertowych. Pamiętam, że grałeś przed nami w Gdańsku, prawda? Trochę koncertowałem w USA. Myślę, że zrobiłem dwa inne, duże objazdy po Europie. To było bardzo wyczerpujące doświadczenie, ale dobrze je wspominam. Grałem w kilku miejscach, które zawsze chciałem odwiedzić, na przykład Las Vegas, które kocham. Po występach w USA wróciłem do Polski na jeszcze kilka koncertów.
O tak! Pamiętasz na pewno, że Twój największy dotąd występ na żywo miał miejsce na festiwalu Pol’and’Rock w Polsce w 2019 roku.
Oczywiście! To był ogromny tłum ludzi. Jakieś pięćset tysięcy osób czy coś koło tego. Przynajmniej tak mi powiedzieli.
Myślę, że wielu fanów dobrze pamięta ten okres. Ale czas szybko leci i jesteśmy w 2021 roku, pięć lat po premierze „The Uncanny Valley” i cztery lata po EP „New Model”. Tym razem nie spieszyłeś się z wydaniem kolejnego krążka.
Nie spieszyłem się głównie dlatego, że byłem bardzo wyczerpany po tych wszystkich trasach. Wiesz, cały czas byłem w drodze, dawałem koncerty, dużo podróżowałem. Nie mogłem znaleźć czasu na odpoczynek i relaks. Wiedziałem, że dopiero w domu będę mógł pisać nową muzykę. Ale zanim to nastąpiło miałem też wiele innych, osobistych spraw do załatwienia. Musiałem się przeprowadzić do innego domu itd.
Więc nie jesteś typem artysty, który pisze muzykę w trasie?
Nie, absolutnie nie! Znam kilku muzyków, którzy to robią, ale ja w ogóle nie potrafię tak pracować. Muszę być we własnej mentalnej przestrzeni. Muszę mieć odpowiednie nastawienie. Myślę, że głównie z tego powodu tak długo trwał proces powstawania nowego albumu. Kiedy Covid-19 pojawił się na świecie, ten nagły paraliż aktywności scenicznej i brak podróżowania pozwolił mi skupić się na pisaniu i nagrywaniu nowego albumu. Przynajmniej tyle dobrego wyszło z tej całej zarazy.
Pamiętam, że kiedy wyszedł „Excess” zaskoczyłeś tym utworem sporo ludzi. Chodzi mi o to, że to nie było coś, do czego przywykli słuchacze Perturabtora. Numer aż kipiał od coldwave’owych brzmień i post-punkowej dynamiki. Dlaczego zdecydowałeś się pójść w tym kierunku? To naturalna ewolucja dla Twojej muzyki?
Tak, myślę o tym właśnie w ten sposób. Lubię robić coś innego, zmieniać. Ewoluować. Ciągle próbuję czegoś nowego i dużo eksperymentuję. Nie chciałem się powtarzać i robić tego samego, co wcześniej. Kiedy piszę album, chcę, żeby był on inny niż poprzedni. Wiesz, dodaję coś nowego, zmieniam itd. „Lustful Sacraments” to prawdziwy „love letter” do muzyki gotyckiej, którą kocham odkąd byłem nastolatkiem. Więc to jest coś, co zawsze chciałem robić. Wreszcie nadszedł właściwy moment i tak właśnie powstał ten krążek.

Czy to koresponduje z tym, co powiedziałeś ostatnio w wywiadzie dla Metal Hammer, że „synthwave jest martwy”?
Nie, nie [śmiech]. Nie powiedziałem tego. Goście z Metal Hammer dodali ten nagłówek sami już po wywiadzie. Nie mówię, że synthwave jest martwy. Po prostu ja już nie robię takiej muzyki. Gram to, na co obecnie mam ochotę. Lubię tworzyć muzykę inspirowaną różnymi rzeczami, np. ambientem, post-punkiem, klimatami post-industrial itd. Pewnie dlatego już trudno utożsamiać moją nową płytę z synthwave.
No właśnie. „Lustful Sacraments” to interesujący album. Ma ten nowy beat i energię, które usłyszeliśmy na pierwszych dwóch singlach. Ale ma też ten ciężar i mrok znany z „New Model”. Szczególnie podoba mi się utwór „Messalina, Messalina”. Czuć tam silnie starego Perturbatora. Może utknąłem gdzieś w Twojej muzycznej przeszłości?
Możliwe! [śmiech] Ale tak! To jeden z najcięższych utworów na albumie. Chciałem go zrobić w ten sposób, i on ostatecznie łączy stare z nowym. To także jeden z moich ulubionych utworów na tym krążku.
Dlaczego nie opublikowałeś tego utworu jako singla? Nie zrobiłeś tego, ponieważ ogólny klimat płyty jest odmienny od poprzednich dokonań Twojego projektu?
Pisząc nową płytę na pewno chciałem zachować DNA Perturbatora. Być może zmienić nieco styl, ale nie treść. Utwory, które opublikowaliśmy pokazują inne oblicze Perturbatora. Masz Excess, który jest dość szybki, energiczny, całkiem odmienny od tego, co robiłem wcześniej. A potem masz np. Death Of The Soul, który jest bardziej elektroniczny, jak EBM. Trzeci, Dethroned Under a Funeral Haze, to już chillowy kawałek. Wybrałem te utwory, bo chciałem zarysować szersze spektrum tego, czego można spodziewać się po tym krążku.
Zaczynałeś jako artysta solowy. Jakoś po drodze pojawił się Dylan, Twój perkusista. Czy to wpłynęło w jakiś sposób na nowy kierunek waszej muzyki?
Masz na myśli perkusistę? [śmiech] Nie wiem. Może trochę? A może nie? Nie mam pojęcia.

Mam na myśli pisanie muzyki z myślą o wykonaniu jej na żywo. Nie tylko syntezatory, ale także zestaw perkusyjny, a może w przyszłości gitary? Może to zmienia perspektywę?
Nie myślę o tym w ten sposób, kiedy komponuję. Często tworzę jakieś loopy perkusyjne, których nie da się odegrać na żywo. Nie robię tego celowo. Wiesz, nie jestem perkusistą i nie znam tak dobrze tego instrumentu. Ale kiedy słucham gotowego albumu, a potem przygotowuję poszczególne utwory do grania ich na żywo, zmieniam to i owo. Na pewno to, co słychać na Lustful Sacraments zabrzmi nieco inaczej na żywo.
Czy możesz powiedzieć nam coś więcej o Hangman’s Chair i True Body? Utwory z ich gościnnym występem znalazły się na „Lustful Sacraments”. Jak doszło do Waszej współpracy?
Jestem zaprzyjaźniony z gośćmi z obu zespołów. Poznałem True Body w Wirginii. Zagraliśmy razem koncert i naprawdę zakochałem się w ich muzyce. To autentyczny przykład post-punkowego zespołu. To bardzo dobrze zrobiona muzyka i bardzo podoba mi się ich wokal, więc uznałem, że muszę coś z nimi razem zrobić. Ta współpraca była bardzo naturalna. To samo dotyczy Hangman’s Chair, z którym po tym, jak ich spotkałem w Paryżu, w dwa dni nagraliśmy partie do God Says.
Idealne połączenie?
Tak, coś w tym stylu [śmiech]. Uwielbiam ich muzykę. Chyba podobnie myślimy o atmosferze i klimacie tego, co chcemy robić. Duży wpływ na nas wszystkich wywarło Type O Negative, Sisters of Mercy.
No właśnie. „Lustful Sacraments” to płyta o melancholijnym klimacie. To jest coś, co złapałem po kilku odsłuchach albumu. Różni się od poprzednich krążków Perturbatora. Tu już nie ma miejsca na walkę o życie z cyborgami w postapokaliptycznym Nowym Jorku. Ta płyta jest inna. Bardziej dojrzała. W pewnym sensie stąpasz twardo po ziemi, ale Twoja muzyka jest nieco bardziej „eteryczna”. Mam rację?
[śmiech] Tak, chyba masz rację. Cóż, tym razem chciałem skupić się na melodiach. New Model był bardzo zimnym, agresywnym albumem. Miał wiele skomplikowanych konstrukcji. Popatrz też na okładkę do tej płyty. Widać to jak na dłoni. Na Lustful Sacraments chciałem to zmienić i skupić się na czymś bardziej melancholijnym, to prawda. Czymś bliżej mnie.
Utwory na „Lustful Sacraments” wydają się być bardziej przestrzenne. Poprzedni krążek było bardziej „zwarty”, jeśli to dobre słowo. Nowy ma taki naturalny flow.
Zmiana podejścia przy nagrywaniu muzyki była dla mnie dość trudna. Wiesz, ja zawsze pisałem i nakładałem na siebie wiele różnych warstw syntezatorów. Przywykłem do komplikowania wszystkiego. Ale na tej płycie chciałem wszystko uprościć. W pewnym sensie chciałem zrobić album popowy. Proste piosenki z chwytliwymi melodiami. To jeden z moich najspokojniejszych albumów. I tak, to wszystko było zamierzone.
Zestarzałeś się i jesteś już pogodzony ze światem?
Nie, skądże znowu! [śmiech] Lustful Sacraments to wciąż mroczny album. Wciąż jest bardzo nihilistyczny i przedstawia raczej brzydki obraz świata. Ale to po prostu mroczny rodzaj spokoju.
Czy mógłbyś powiedzieć nam coś więcej o samym procesie nagrywania?
Jest raczej nieskomplikowany. Mam małe domowe studio i kilka instrumentów klawiszowych, gitar, basów, mikrofonów itd. Po prostu otwieram oprogramowanie i gram. Nagrywam wszystkie ścieżki za pomocą karty dźwiękowej. To takie proste. Inna sprawa, że zajmuje mi to zazwyczaj dużo czasu, ponieważ ciągle coś zmieniam, kasuję, przerabiam czy robię od nowa.
W tym szaleństwie jest metoda? Masz plan od A do Z czy więcej eksperymentujesz?
Zależy od utworu i nastroju. Czasami mam dokładne wyobrażenie o tym, co chcę nagrać. I robię to. Czasami próbuję różnych rzeczy. I bawię się tym pomysłem. Jeśli mi się to nie podoba lub nie wiem, gdzie z nim pójść po mniej więcej tygodniu, po prostu wyrzucam go i zaczynam nowy.
A może odkładasz te numery, żeby za parę lat wydać je jako b-sides?
Nie, wyrzucam je na amen. [śmiech]
Po owocnej współpracy z Blood Music „Lustful Sacraments” będzie Twoim ostatnim krążkiem u nich. Jakie masz doświadczenia z tą wytwórnią i co dalej z Perturbatorem? Celujesz w jakiegoś majorsa?
Cóż, fajnie było pracować z chłopakami z Blood Music. Myślę, że wydaliśmy kilka świetnie wyglądających płyt, winyli, no i nagrałem też całkiem udane albumy. Zawsze podobało mi się, że od samego początku mieli sporo entuzjazmu dla Perturbatora.
Jak na wytwórnię metalową z pewnością sporo namieszali w garnku z muzyką elektroniczną, prawda?
O tak! Wierzyli we mnie, kiedy zaczynałem z Perturbatorem, i to jest bardzo fajne. Następne moje płyty będę wydawać pod własnym szyldem. Moja wytwórnia nazywa się Music Of The Void. Ostatnio pochłania mi ona bardzo dużo czasu. Ogarniam logistykę i organizację całego tego przedsięwzięcia. To dużo pracy, ale myślę, że warto. Chciałbym też wydać może niektóre z moich pobocznych projektów i muzykę przyjaciół. Wkrótce na pewno będę o tym informował.
Trzymam kciuki. Niestety muszę zadać Ci To pytanie, bo dzisiaj żaden wywiad nie obejdzie się bez pytania o pandemię. Jak sytuacja z Covid-19 wpłynęła na Ciebie bardziej prywatnie? Mówiłeś wcześniej, że mogłeś dokończyć pracę nad „Lustful Sacraments”.
Poza tym, że dała mi czas na dokończenie płyty, nie miało to na mnie większego wpływu. Jestem domatorem. Rzadko gdziekolwiek wychodzę. To było dla mnie naturalne, że zostałem w domu i po prostu nie wychodziłem do knajp czy na koncerty. W szerszym kontekście sytuacja oczywiście jest fatalna. Nawet teraz nie wiem, czy uda mi się zagrać koncerty zaplanowane na jesieni.
Myślę, że po tej długiej przerwie od koncertów, sporo fanów będzie Cię chciało zobaczyć i usłyszeć na żywo.
Tak, i wiesz, wciąż nie wiem, czy to się wydarzy. Trzymaj kciuki! Mam nadzieję, że trasa się odbędzie i że przyjadę także do Polski.
Czego możemy się teraz spodziewać po Perturbatorze na żywo?
Myślę, że show jednak trochę się zmieni. Zachowam syntezatory, zachowam perkusję, ale chcę dodać też gitary, które będę ogrywał z moim przyjacielem podczas występu. Na pewno nasza scena się nieco ożywi.
Będziesz miał co robić…
Tak, ale spróbuję nie przeskakiwać od syntezatorów do gitar jak cyrkowiec. [śmiech]
W takim razie, domyślam się, że show będzie miało bardziej rockowy charakter?
Tak, będzie trochę bardziej rockowy, ale nadal będzie to Perturbator. Nie mogę zrobić koncertu bez zagrania Future Club lub piosenek z New Model. Będę grał nowe numery z gitarą, potem ją odłożę i zagram coś starszego. Ciężko jest przygotowywać i grać koncert w ten sposób, dlatego też pracuję nad zmianami w moich utworach, które ułatwią mi to zadanie.
Nie mogę się doczekać, żeby to zobaczyć. Ostatnia sprawa. Wydałeś „Terror 404” w 2012 roku, jeśli dobrze pamiętam. W przyszłym roku ta płyta skończy 10 lat. Jakieś plany upamiętnienia tej rocznicy?
Sprawdziłem to niedawno i okazuje się, że powołałem Perturbatora do życia 7 października 2011 r., Więc w tym roku będzie 10. rocznica projektu. Właściwie nie wiem, co z tym robić. Myśleliśmy o przygotowaniu jakiegoś przekrojowego box setu, całej dyskografii, ale to dużo pracy i szczerze mówiąc, chyba wolę po prostu wypić na tę okazję drinka w barze [śmiech].

- Sześć Szybkich Strzałów: HAKLA (black metal) - 9 grudnia 2025
- Sześć Szybkich Strzałów: POKUTA (black metal) - 9 grudnia 2025
- Sześć Szybkich Strzałów: ETERITUS (death/black metal) - 9 grudnia 2025
Tagi: blood music, Dark Synth, electronic, elektronika, interview, James Kent, Metal Hammer, perturbator, perturbator Lustful Sacraments, retro electro, rozmowa, synthwave, wywiad.






