W kwietniu ruszyła europejska trasa „Mass Hallucination Tour 2026” szwedzkiej legendy death metalu. Hypocrisy – bo o nich mowa, razem z Abbathem, Vreid i Vomitory zagrają 27 koncertów. Skoncentrowana szwedzko-norweska siła uderzy również w polskie wybrzeże. Już 9 kwietnia w Gdańsku, w klubie B90 będziemy mogli zostać naocznymi świadkami tego wydarzenia. Ale zanim dowiemy się, co tak naprawdę wydarzyło się w Roswell w 1947, zamieniłam kilka słów z szefem tego całego zamieszania, Peterem Tägtgrenem – założycielem, gitarzystą i wokalistą zespołu Hypocrisy.
Aleksandra: Cześć, Peter, God Kväll. Jak samopoczucie?
Peter Tägtgren: Cześć, dobry wieczór. Całkiem w porządku, dzięki!
A: Niebawem wyruszacie w drogę. Pewnie macie już wszystko dopięte na ostatni guzik przed „Mass Hallucination Tour 2026”?
P.T.: Przerabiamy aktualnie z zespołem różne wersje setlisty, która pojawi się na koncertach. Sprawdzamy wszystko i ustalamy między sobą. W ciągu ostatniego miesiąca pracowałem nad produkcją sceniczną. Myślę, że wszystko pójdzie bardzo dobrze! Planujemy zwieźć wszystko do Niemiec, żeby zrobić próbę generalną. Nasza trasa startuje w Berlinie na początku kwietnia. Mamy nadzieję, że cały sprzęt zadziała poprawnie i wszystko wypali. Jeśli chociaż jedna rzecz się wysypie, to zrujnuje nam całą zabawę.
A: Jak to możliwe, że cztery zespoły są w stanie zagrać 27 koncertów w 16 krajach w ciągu jednego miesiąca? Gracie dzień po dniu, nie oszczędzacie się. Jak znajdujesz na to wszystko siły? Choć z drugiej strony, doskonale wiem, że masz doświadczenie w tym środowisku. Czy to nie czasami ten słynny skandynawski styl życia?
P.T.: W zasadzie nie mam pojęcia. Jedyne co wiem, to, że zajmuję się muzyką na pełen etat. To już jest dla mnie pewien styl życia. I w zasadzie tyle (śmiech).
A: Z mapy wynika, że będziecie się chyba poruszać z prędkością światła! Ja to mam dość podróży, jak pojadę do roboty.
P.T.: Teraz jest o wiele łatwiej. Mamy autobusy z łóżkami i inne udogodnienia. Wiesz, idziesz spać i budzisz się w kompletnie innym miejscu.
A: Rozumiem, że macie już zarys setlisty, która pojawi się na koncertach. Czy możemy spodziewać się niespodzianek?
P.T.: Przygotowaliśmy parę rzeczy. Przejrzeliśmy nasz materiał i zdecydowaliśmy, że znajdą się na liście zarówno nasze najbardziej znane kawałki, jak i parę takich, które nigdy nie były wykonywane na żywo. Spróbujemy je dla Was zagrać i zobaczymy, jak to nam wyjdzie. Niestety, nic z nowego materiału się nie pojawi, ponieważ nie mamy nic gotowego. Ale myślę, że te nigdy wcześniej nieodgrywane na żywo kawałki będą najbardziej interesujące.
A: Ostatni Wasz studyjny album „Worship” pojawił się pięć lat temu. Oczywiście ukazały się od tego czasu również re-masteringi. Jaka jest szansa na usłyszenie nowego materiału w niedalekiej przyszłości? Czy pracujecie nad czymś świeżym?
P.T.: Mam napisanych trochę nowych riffów, które kolekcjonuję w jednym miejscu. Wiesz, jest jeszcze wiele do napisania. Trochę czasu minie, zanim do tego przysiądziemy. Uwierz mi, musimy napisać jeszcze wiele rzeczy, naprawdę wiele! No i trzeba też spróbować być w tym wszystkim wybrednym. Wiesz, to też jest swoisty proces, który odbywa się pomiędzy nami w zespole. To nie jest tak, że siedzimy po sześć czy siedem lat, myśląc, co powinniśmy napisać, czy wręcz pisząc te utwory na bieżąco. To po prostu jeden z tych momentów, które potrzebujesz do tworzenia. Raz budzisz się z inspiracją i pomysłem, a następnego dnia wręcz potrzebujesz sobie zrobić przerwę w tym wszystkim, żeby znów poczuć głód tworzenia.
A: Nie ma sprawy, jestem cierpliwa, poczekam na nowy materiał. Wspomniałeś, że trzeba być w tym wszystkim wybrednym. Jak to się odnosi do Twojej całej pracy? Jak wygląda Twój proces twórczy?
P.T.: Wszystko zaczyna się tu – w głowie. Ja po prostu piszę muzykę w mojej głowie. Potem dopiero sięgam po gitarę i wyciągam wszystko na wierzch. Często bawię się, rozbudowując pomysł przy użyciu innych instrumentów. Czasami zdarza się, że pomysł, który znajdował się w mojej głowie, poza nią nie brzmi zbyt dobrze (śmiech), więc go wyrzucam. Wiesz, 99% wszystkiego, co napiszę, pochodzi z mojej głowy. Wszystko zależy od tego, jak przełożę pomysł z mojego mózgu do komputera. Czyli zapisuję to tak, jak starałem się zapamiętać. Jeśli mam pustkę w głowie, nie mogę po prostu wziąć gitary i zacząć szukać odpowiednich riffów. Potrzebuję najpierw ułożyć je sobie w głowie, żeby móc dalej nad nimi pracować.
A.: Jesteś prawdziwym przykładem „Człowieka Renesansu”, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie „Ojciec Chrzestny szwedzkiego metalu”. Jesteś multiinstrumentalistą, sam nagrałeś pierwsze płyty Pain. Znalazłam informację, że zacząłeś grać na perkusji, mając 9 lat (!).
P.T: Nie było wtedy tak dużo ludzi dookoła. Wcześniej sam więc zacząłem coś tworzyć na gitarze akustycznej. Kiedy siadałem za perkusją, było mi ciężko wytłumaczyć gitarzyście, co ma grać, więc trzymałem obok siebie tę gitarę, żeby móc to jemu na niej zagrać. Oczywiście potem wracałem do perkusji. Trwało to jakiś czas, aż w końcu stwierdziłem, pieprzyć to, nie będę grał na bębnach! Weźmy perkusistę, a ja będę grał na gitarze. Było mi wtedy łatwiej współpracować z ludźmi. Zacząłem pisać wtedy za dużo gówna, które musiałem próbować tłumaczyć kolegom z zespołu. Chwyciłem za gitarę, żeby ułatwić sprawę.
A: Co Cię właściwie pchnęło w stronę metalu?
P.T.: Byłem strasznym gnojkiem za dzieciaka. Potrzebowałem solidnej muzy. To było dla mnie niczym terapia. Ta muzyka pozwalała mi poczuć się dobrze.
A: Wracając do Hypocrisy i tego, jak zespół zmieniał swój liryczny kierunek, zaczynając od blasfemii, masowej zagłady, przez teorie spiskowe i Illuminati, a kończąc na kosmitach. Zawsze chciałam Cię o to zapytać. Dlaczego kosmici? Nie jest zbyt częsta inspiracja zespołów metalowych.
P.T: W latach 90. niewiele osób podejmowało się tego tematu. Byłem fanem science-fiction na długo przed tym, zanim zacząłem zajmować się muzyką. Ciężko jest mi to wytłumaczyć. Na początku pisałem coś o różnych wymiarach. Potem dużo o tajnych rządowych eksperymentach (black psy-ops). Czytanie wielu rzeczy na ten temat było bardzo interesujące: coś mogło być takie lub zupełnie inne. Potem zacząłem dochodzić do własnych wniosków i pisać własne teksty inspirowane tymi historiami.
A: Dowodzisz w dwóch aktywnych zespołach: Hypocrisy i Pain. Który z nich jest Ci bliższy? W którym bandzie pokazujesz swoją prawdziwą twarz?
P.T: Powiem tak, weź te dwa zespoły i złącz je razem, wtedy otrzymasz prawdziwego mnie (śmiech). Wiesz, to jest mieszanka – trochę tego i trochę tamtego. Hypocrisy powstało z naszych prób eksperymentowania ze sobą. W latach 90. spinaliśmy tyłki, żeby wypracować swoje własne brzmienie, utwory czy styl. Z Pain to zupełnie inna historia. To ciągłe poszukiwanie nowych wrażeń.
A: Osobiście uwielbiam, kiedy artysta powołuje na świat nowy projekt, zupełnie różniący się od tego, w którym aktualnie gra. Wtedy mam wrażenie, że taki człowiek odkrywa siebie na nowo, oddycha świeżym powietrzem.
P.T. Nie chciałem zmieniać Hypocrisy, więc musiałem wymyślić coś nowego i to właśnie był Pain. Chciałem spróbować czegoś świeżego. Dużo zespołów od lat 90. zmieniało swój styl, bo chciało stworzyć coś nowego. I wiesz co? 90% z tego materiału była do dupy. Dlatego nigdy nie chciałem zmieniać Hypocrisy. Nikt w naszym zespole nie chciał. Myślę, że już mamy wypracowane własne, charakterystyczne brzmienie i solidną, bardzo stabilną pozycję, a to są rzeczy, które powinno się w zespole celebrować. Teraz chcemy się skupić na tworzeniu bardziej ekscytujących kawałków.
A: Jak Twoim zdaniem będzie wyglądać przyszłość metalu? Czy myślisz, że AI jest w stanie zawładnąć przemysłem muzycznym?
P.T.: Wiesz co, nie mam pojęcia, jak AI wpłynie na to wszystko. Dla mnie, jako twórcy, ważne jest żeby przede wszystkim pisać dla siebie. Wszystko, co tworzę, robię dla siebie i wtedy mam pogląd, czy faktycznie jest to dobre. Nie zajmuję się pisaniem muzyki, żeby robić karierę. Dla mnie jest to swoisty rodzaj terapii. Może ci wszyscy ludzie, którzy używają AI, są wkurzeni na własną karierę i próbują jakoś to wszystko przyspieszyć? Nie wiem, nie pytaj mnie, bo ja nie orientuję się w tych wszystkich rzeczach związanych z AI.
A: A co z trendami w muzyce metalowej?
P.T.: Nie jestem dobry w śledzeniu nowej muzyki, która wychodzi każdego dnia. Jeśli mam być szczery utkwiłem w mojej własnej bańce. Jest na pewno parę świetnych zespołów. Nie muszę się martwić, że metal umrze śmiercią naturalną. Oczywiście mamy teraz trzecią generację death metalu, więc nie spodziewajmy się, że będzie brzmiał tak samo jak w 1989 roku. Dzieciaki mają teraz więcej inspiracji, niż my w latach 80., kiedy tworzyliśmy kawałki. Wszystko zależy od tego, co się słyszało. Albo ci to pomogło, albo cię zabiło. Teraz kiedy tworzysz ekstremalną muzykę, więcej rzeczy wpływa na twoją twórczość. Musisz też znaleźć swoich odbiorców i wypełnić muzyczną niszę, jeśli grasz w nowym zespole.
Kiedyś nie mieliśmy za bardzo w czym wybierać: Iron Maiden i Motörhead byli topowymi zespołami. Oczywiście potem Metallica i Slayer przełamały to brutalniejszym stylem. Tak to wszystko się zaczęło. Później dołączył do tego Venom i wniósł trochę punkowego hałasu. Wszystko się rozwija i zmienia z dnia na dzień. Teraz kiedy, dorastasz, masz te wszystkie katalogi 35-40 lat historii ciężkich brzmień, więc twoje inspiracje będą totalnie inne od tych, które my mieliśmy.
A: Wśród zespołów, które będą z Wami w trasie, jest między innymi Abbath. Jest to Twój kumpel, współpracowaliście nie raz. Od jakiegoś czasu uczę się szwedzkiego i często gdzieś pojawiają mi się informacje w stylu „Norwegia nie lubi Szwecji, Szwecja nie lubi Danii” itp. Jak to bywa w życiu codziennym?
P.T.: Neh, gówno prawda (śmiech). Wszyscy kochamy się nawzajem. Jest to pewien rodzaj rywalizacji, które państwo skandynawskie jest najbardziej cool. To i tak bez znaczenia. Kocham tych gości z Norwegii, oni kochają mnie. Wiesz, jak to jest, wszyscy muzycy z tych krajów i tak mają to głęboko w dupie. Myślę, że jest to po prostu głupie powiedzenie, mit często powielany.
A: W Polsce za to mówimy, że nienawidzimy wszystkiego i wszystkich (śmiech). Z tego, co pamiętam, wrócisz do nas jeszcze dwukrotnie w tym roku z zespołem Pain. Będziesz gościł na Mystic Festival w Gdańsku i jako support przed Eluveitie w Warszawie. Skoro już jestem przy festiwalu, nie wiem, czy słyszałeś, ale grupa fanatyków religijnych chce odwołać po raz kolejny Mystic Festival.
P.T.: Czy znowu chodzi o Behemotha?
A: Tak, Behemoth przyciąga takich ludzi. Dla Mystic Festival to już pewnego rodzaju tradycja. Co myślisz o tego typu akcjach?
P.T.: Niektórzy ludzie mają nasrane we łbach. Cóż mogę więcej dodać? Musicie walczyć o swoje.
A: Jasne! Weźmiemy to pod uwagę. Dziękuję Ci bardzo za cierpliwość i poświęcony czas! Była to absolutna przyjemność móc rozmawiać z Tobą! Do zobaczenia na trasie! Hejdå! Vi ses snart (do zobaczenia wkrótce).
P.T.: Dzięki wielkie i do zobaczenia!
- Hypocrisy, Abbath, Vreid, Vomitory – Gdańsk (09.04.2026) - 12 kwietnia 2026
- PETER TÄGTGREN (Hypocrisy, Pain): „Musicie walczyć o swoje”. - 7 kwietnia 2026
- Kaliber 44, Flapjack, Acid Drinkers – Poznań (13.09.2024) - 23 września 2024

