Nie wiem jak Wy, ale ja nie lubię niespodzianek. Nie jestem przesadnym optymistą i widzę w nich częściej zagrożenie niż okazję. Ale bywają przecież pozytywne zaskoczenia. Taką niespodzianką stał się album zespołu Sarmat noszący tytuł „RS – 28”, który zmiótł mnie z powierzchni ziemi. Myślę, że te skromne słowa wystarczą na zachętę do przeczytania wywiadu z liderem zespołu, wokalistą Łukaszem Kubasińskim, który w kilku zdaniach przybliżył szczegóły związane z powstaniem zespołu i jego debiutanckiej płyty.
Nie jesteście debiutantami na muzycznej scenie. Kiedy narodził się pomysł na Sarmat i co Was do tego pchnęło?
Powitać! Indywidualnie żaden z nas nie jest debiutantem. Każdy wcześniej gdzieś się na gruncie muzycznym udzielał. SARMAT natomiast to debiutująca nazwa, skład.
Koncepcja SARMAT narodziła się w głowie Daniela „Hacla” Szymanowicza (gitarzysta, kompozytor całości materiału) w roku 2018. Najpierw były to pomysły muzyczne, później przyszła nazwa.
RS-28 Sarmat to potężne działo balistyczne, nazywane też Satan 2. Dlaczego na nazwę i tytuł wybraliście akurat tę machinę wojenną, a nie na przykład słynne pociski Patriot?
Patriot, to o ile się nie mylę, pocisk składający się na system obrony przeciwlotniczej. To inny rodzaj broni. W zestawieniu z RS-28 Sarmatą nie może konkurować w skali potencjalnych zniszczeń, jakie jest w stanie spowodować.
A dlaczego akurat takie ustrojstwo? No, powoli zaczyna to urastać do miana takiej naszej przypowieści, kiedy to wspomniany Hacel podczas porannej przejażdżki na „białym koniu” po kawie przerzucał w telefonie nagłówki stron internetowych portali informacyjnych i trafił na wzmiankę o RS-28. Taki moment wytężonego napięcia i niemalże boskiej inspiracji. To były prawdziwe narodziny idei (śmiech).
Czy militaria i wojna będą nieodłącznym aspektem treści w Waszej działalności?
Tak. Wojna i zniszczenie na pewno. Militaria być może w mniejszym wymiarze, ale mogą być przywoływane. Jako zespół nie stworzyliśmy na debiucie albumu koncepcyjnego i nie zamierzamy takowego wykreować w przyszłości, ale nadrzędne hasło/tytuł związane z jakimś konkretnym rodzajem broni masowego zniszczenia dla albumu w mojej ocenie jest ciekawym i dosyć „pojemnym” pomysłem. Można go rozwinąć w różnych kierunkach.
Co takiego jest przyciągającego w anihilacji, że warto o niej pisać?
W czasach nam współczesnych w naszym rejonie świata pędzimy życie na jakimś tam poziomie socjalnym i społecznym. Wiadomo, nie jest idealnie i nigdy nie będzie, ale nie dotyczą nas problemy związane z przeżyciem. Podstawowe potrzeby mamy zaspokojone. Myśl, że w ciągu kilku sekund możesz stracić wszystko, a znany ci świat może ulec całkowitemu zniszczeniu, i nie tylko ludzkość, ale jakakolwiek egzystencja na planecie może stanąć w obliczu całkowitego unicestwienia, wywołuje emocje. Przynajmniej u mnie. Nie chodzi tu o utratę życia – to czeka wszystkich. Chodzi o całkowitą, kompletną destrukcję planety, wywołaną ludzkimi działaniami. Wbrew pozorom, uświadomienie sobie takiego prawdopodobieństwa może być oczyszczające i może motywować do działania. Tu i teraz.
Partie perkusyjne na płycie położył młody, zdolny perkusista Krzysztof Klingbein. Jak się z nim współpracowało i jak ogólnie wyglądała praca nad albumem z muzykiem sesyjnym?
Nie było mnie jeszcze w zespole, kiedy Krzysiek kładł ścieżki bębnów na debiutancki album, ale wiem, że wyglądało to bardzo klasycznie i standardowo. Perkusista dostał zlecenie i je wykonał. Współpraca w ramach zawartej umowy wyglądała poprawnie.
Z pewnością dla zespołów, które szukają dobrego zawodnika do nagrania bębnów na materiał, Krzysztof Klingbein jest godny polecenia.
Album nagrywany był we wielu lokalizacjach. Opowiedz jak powstawał, w jaki sposób ze sobą współpracowaliście i ostatecznie gdzie i kiedy zostały położone ścieżki na „RS-28”?
Zgadza się, terminy i lokalizacje dla nagrań poszczególnych instrumentów były różne. Jednak tak postawione pytanie może sugerować, że był to proces wyjątkowy i niespotykany na co dzień. Aktualnie duża część muzycznych wydawnictw jest właśnie w ten sposób realizowana.
Z „RS-28” było tak: najpierw Hacel nagrał gitary, bas i partie instrumentów VST (które w przypływie fantazji nazwałem we wkładce do materiału „klawiszami”) do bębnów narysowanych w programie komputerowym. To zostało zrobione w warunkach domowych w Słupsku, tudzież jego okolicy. Później całość trafiła do Krzysztofa Klingbeina, który wbił swoje partie w swojej sali prób. Również w Słupsku. Później temat trafił do mnie (razem z tekstami – na debiucie nie ma żadnego tekstu mojego autorstwa) do przymiarki. Zrobiłem na próbę jeden utwór, spodobało się, zrobiłem resztę. Te czynności zostały wykonane w Bydgoszczy w Invent Sound Studio przy wydatnej pomocy Szymona „Sigmara” Grodzkiego. Na końcu procesu całość trafiła do Arka „Malty” Malczewskiego, który w swoim Santa Studio w Warszawie ogarnął całość, zmiksował i poddał masteringowi. Z ciekawostek mogę dodać, że pierwsze podejście do nagrania gitar zostało przez Hacla odrzucone w procesie autocenzury. Przerabiał ten swój „home recording” dwukrotnie. Ale on to uwielbia.
Skład zespołu, który wypisany jest we wkładce płyty jak mniemam niestety nie pojawi się w takim wymiarze na żywo. Jak ta materia wygląda na dzień dzisiejszy? Posiadacie stały skład koncertowy, czy może pozostaniecie projektem studyjnym?
Mamy pełny skład, jesteśmy w stanie grać koncerty i w miarę naszych skromnych możliwości je gramy. Latem ubiegłego roku skład osobowy SARMAT został wzmocniony przez sekcję rytmiczną z prawdziwego zdarzenia. Na bębnach gra u nas Krzysztof „Desecrate” Szałkowski (znany z GORTAL i PANDEMONIUM oraz swoich wcześniejszych działań m. in. w LOST SOUL, PYORRHOEA, SYMBOLICAL), na basie Paweł „Kornel” Korneluk (gitarzysta EARTHFALL i basista CALM HATCHERY). W pierwszych dwóch latach działalności, kiedy sprawy około muzyczne przy SARMAT dopiero się krystalizowały, nie było wiadomo, czy twór ten pozostanie tylko projektem studyjnym. Całość poszła w kierunku regularnie funkcjonującego zespołu, z czego jestem niezmiernie zadowolony. Nawet pomimo rozproszenia muzyków na cztery różne lokalizacje w północnej i centralnej Polsce i związanymi z nim logistycznymi trudnościami.
Krążek wydaliście bez wsparcia wytwórni. Jak na dzień dzisiejszy oceniacie to posunięcie?
Zajebiście. Było to niejako wymogiem sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, ale z perspektywy czasu oceniam to bardzo dobrze. Patałach, z którym podpisaliśmy kontrakt na wydanie debiutu, po otrzymaniu podpisanego glejtu i materiału do wydania okazał się godnym pożałowania ściemniaczem. Premiera wersji cyfrowej miała miejsce 19 marca 2021 (na serwisie Bandcamp na portalu wy”tfu”rni i naszym) i… nic się dalej nie wydarzyło. Stanęliśmy pod ścianą, bo zerwać kontrakt to jedno, a wydać płytę to drugie. Z racji opóźnienia w premierze fizycznego wydania materiału i ewentualnych problemów ze znalezieniem kolejnego wydawcy temat ogarnęliśmy sami. Wydaliśmy CD w tradycyjnym formacie (premiera 31 maja 2021, nakład limitowany do 500 sztuk), następnie format digipack tego samego nośnika (również limit 500 sztuk, wydany 30 listopada 2021), a finalnie limitowany do 300 sztuk nakład płyty analogowej (udało się go wypuścić jeszcze w minionym roku – 31 grudnia, czyli w Sylwestra).
Całość wymagała pracy, czasu i worka środków finansowych, ale możemy tu niejako wrócić do pytania o anihilację. Nie ma na co czekać i oglądać się na kogokolwiek czy cokolwiek. Ja żyję skromnie, wiele nie potrzebuję, a to, na co wydaję swoje pieniądze i poświęcam swój wolny czas, to póki co jeszcze tylko i wyłącznie moja prywatna sprawa.
Doliczyłem się dwudziestu trzech dystrybutorów Waszej płyty. Na liście krajów, z których pochodzą pojawia się na przykład Brazylia, Malta, Peru, Japonia i Meksyk. Robi to wrażenie, a ja jestem ciekawy, czy posiadacie jakiegoś menedżera magika, czy całą promocją zajmujecie się sami?
Menedżera?! Tu się zapierdala, a nie salonowe zagrywki uskutecznia. Nie mamy żadnego menedżera i całą promocję albumu „RS-28” ogarniam w sumie sam. Co do listy dystrybutorów, to 7 firm jest z Polski, więc to też nie tak, że nasz album jest dostępny na wszystkich kontynentach. W Afryce i Australii nie jest (nie było w momencie rozmowy, na dziś R – S 28 można też kupić w Australii przyp. autor). Jeszcze. No i na Antarktydzie też nie.
Poza tym, że uskuteczniam jakieś działania jako grajek (żaden ze mnie muzyk), to jestem przede wszystkim fanem metalowej muzyki. Fanem, który kolekcjonuje płyty CD. Staram się myśleć i działać niejako pro-kliencko, żeby każdy człowiek, który już się na muzykę zespołu SARMAT natknie i nią się zainteresuje, miał jak najłatwiejszy dostęp do fizycznego nośnika. Bandcamp nie załatwia tematu.
Okładkę stworzył niejaki Lord K., wcześniej nie miałem okazji trafić na jego prace. Kim jest osobnik ukrywający się za tym pseudonimem i jak na niego trafiliście?
To nie jest żadna anonimowa postać. Lord K. jest liderem NEKKROFUKK, udziela się też w innych projektach. Hacel miał z nim najpierw kontakt e-mailowy, później osobisty. Ale nie wiem, czy okładka „RS-28” była robiona na konkretne zamówienie, czy został wykorzystany jakiś wcześniejszy projekt.
Słuchając płyty, wyczuwam pierwiastek oryginalności. Jednakże od porównań uciec się nie da, ja strzelam w stronę Hate, Morbid Angel czy Hate Eternal. Jakie są Wasze inspiracje muzyczne? Czego słuchacie na co dzień?
W tym miejscu mogę odpowiedzieć tylko za siebie, a mój gust nie jest miarodajny, jeżeli mowa o całym składzie SARMAT oraz o muzyce wykonywanej przez zespół.
Jestem maniakiem death metalu. Kropka. Thrash i heavy są grane jest przeze mnie bardzo rzadko, black metal mógłby dla mnie w ogóle nie istnieć. Z wymienionych przez Ciebie załóg HATE to kompletnie nie moja bajka, MORDIB ANGEL (z małymi wyjątkami) i HATE ETERNAL jak najbardziej lubię i słucham. Jako wspólny mianownik dla siebie i gitarzystów mogę wymienić IMMOLATION ze środkowego okresu działalności, również GORGUTS, może ULCERATE.
W ostatnim czasie staliście się częścią kompilacji nazwanej Lawan Arus, na której umieszczono utwory zespołów pochodzących z Indonezji i Polski. Przybliż proszę kulisy powstawania tego składaka i sposób, w jaki się na nią dostaliście?
To dosyć dynamiczna historia. Na temat trafiłem przypadkiem, przerzucając profile grup tematycznych na serwisie Facebook. Ktoś pisał, że człowiek z Indonezji poszukuje kapel na składankę. Napisałem, gość się odezwał, wysłałem nasz utwór. I myślałem, że to już koniec tematu. Ale Indonezyjczyk zaczął mi wiercić dziurę w brzuchu i dopytywać o inne kapele. Jako że nie zauważyłem, aby ktoś jeszcze z Polski pochylił się nad tematem, skontaktowałem się z zaprzyjaźnionymi kapelami i szybciutko uzbierałem 8 (w sumie 7, bo TYRAN to już Twoja zasługa, kolego) kapel. I zostałem wmanewrowany w koordynację projektu ze strony polskiej. Ogólnie wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że człowiek z Indonezji posługuje się łamaną angielszczyzną, ma tendencje do robienia wszystkiego „na teraz, już” i przekręca różne nazwy, tytuły. Kwidzyński MROK uporczywie występował u niego jako „MORK”; podziękowania na wkładkę pisałem na momencie i nie ustrzegłem się jednego błędu (małego, ale zawsze); do dzisiaj nie wiem, czy wszystkie kontakty do kapel z Polski są dobrze wpisane.
A ze strony Polski na składance oprócz SARMAT zaprezentowały się załogi MROK, TYRAN, MORTIS DEI, GNIDA, MASS INSANITY, WOUND MACHINE, EARTHFALL.
Na koniec proszę powiedz, czego można Wam życzyć w 2022 roku? Co jest dla Was najważniejsze i esencjonalne, by działać dalej?
Całej furmanki zdrowia, której życzę również Tobie i Czytelnikowi. Także tego, żebyśmy byli bojowi i niechujowi! No i trochę grania na żywo, pomimo niesprzyjających warunków. I nagrania drugiej płyty. I oszałamiających wyników sprzedaży nośników fizycznych i innych towarów. Znalezienia wydawcy, którego interesy będą zbieżne z naszymi. Złotej płyty… Nie, no już płynę.
Dzięki za wywiad i do zobaczenia gdzieś, kiedyś!
sarmatdeath@gmail.com
mahlupuki@wp.pl
- MESSIAH za niecałe dwa tygodnie nawiedzi ziemie polskie - 2 marca 2026
- Total Annihilation – „Mountains of Madness” (2026) - 25 lutego 2026
- Casket – „In the Long Run We Are All Dead” (2026) - 25 lutego 2026

