SOTHORIS: „Ta płyta była ważnym krokiem”

SOTHORIS BAND OFFICIAL PHOTO 2023

SOTHORIS to dość młoda podpoznańska formacja grająca blackened death metal. Na początku ubiegłego roku wydali fenomenalną płytę „Wpiekłowstąpienie„. Po tym jak już opadł kurz jak i wszelakie emocje związane z wydawnictwem, rozmawiam z całym zespołem o wielu wątkach, od prac nad płytą przez szukanie wydawcy i promocją aż po koncerty oraz plany na najbliższą przyszłość. Zapraszam do lektury!


Cześć, chłopaki. Z początkiem stycznia minął rok od premiery Waszego ostatniego studyjnego albumu pod tytułem Wpiekłowstąpienie. Czy możecie, z dystansu i na chłodno, podsumować teraz tę płytę? Czy wszystko wyszło tak, jak chcieliście? Poprawilibyście coś, a może przerosła ona Wasze oczekiwania?

Raven (Maks): Moim zdaniem wszystko wyszło lepiej, niż zakładaliśmy. Ta płyta była ważnym krokiem, zanim jeszcze ujrzała światło dzienne, ponieważ od początku do końca powstawała w obecności pełnego składu, inaczej niż poprzedni album. Pierwsze skrzypce zagrał tym razem Krzysiek, który jest ojcem większości kompozycji gitarowych i wniósł chyba największy wkład w kształt muzyki na Wpiekłowstąpieniu. My też mieliśmy inne aspiracje niż te towarzyszące podczas tworzenia Raju Potępionego. To było zupełnie nowe rozdanie. Myślę, że po czasie wszyscy możemy zgodnie powiedzieć, że jesteśmy bardzo zadowoleni. Ja ze swojej strony nie dodałbym nic do tego albumu.

Hex (Krzysiek): W zasadzie, jak się człowiek głębiej zastanowi, to począwszy od kwestii kompozytorskich, a kończąc na kilkunastu zagranych koncertach w 2022 roku, nie podjęliśmy chyba zbyt wielu błędnych decyzji. To, jak się sprawy potoczą, było zupełnie nie do przewidzenia. Myślę, że pod tym względem możemy być zadowoleni. W samym albumie zmieniłbym drobiazgi, więc nie ma sensu się tym zajmować.

Hrist (Mikołaj): Wpiekłowstąpnienie przekroczyło moje oczekiwania zarówno w kwestiach kompozycyjnych i brzmieniowych, jak i pod względem przyjęcia przez publiczność. Może zabrzmi to mało skromnie, ale ilość gratulacji i pochwał po koncertach tylko potwierdziła, że w ostatni album włożyliśmy masę pracy, energii i serca.

Lord Ghash (Bartek): Jestem zadowolony z tego jak nagraliśmy tę płytę. Po osłuchaniu się z nią i graniu jej do przesytu przez ten rok mam kilka zastrzeżeń, odnosząc się chociażby do swojego instrumentu, o których na pewno będę pamiętał przy następnych nagraniach. Jest kilka niuansów, które nie kłują mnie aż tak bardzo, ale recepcja Wpiekłowstąpienia na koncertach i sprzedaż albumu rekompensuje to z nawiązką.

Cofnijmy się w czasie do jesieni 2021 roku. Weszliście we współpracę z Solid Rock PR, świeżym szyldem promującym muzykę. Nie baliście się, że coś pójdzie nie tak? Że płyta nie zostanie odpowiednio wsparta przez media? Czy może oddaliście to im, bo sami nie mieliście kontaktów lub wizji, jak ugryźć kwestię promocji?

Hex: Prawda jest taka, że obawy mielibyśmy niezależnie od tego, z kim weszli byśmy we współpracę. To nasze pierwsze wydanie we współpracy z promotorem czy wydawcą, nie wszystko wiedzieliśmy, a może raczej: mniej wiedzieliśmy niż nie wiedzieliśmy. (śmiech) Złotych gór tutaj nie obiecywano, ale za to byliśmy świadomi, na jaki zakres wsparcia możemy liczyć: znajomość rynku, kontakty, plan działania też był nakreślony. To jest to, czego potrzebowaliśmy na tym etapie. Sami byśmy nie ogarnęli sprawy w takim zakresie, w wielu miejscach mieliśmy i mamy „za krótkie nóżki”, choćby z tego podstawowego powodu, że ludzie nie wiedzieli, z kim mają do czynienia. Jesteśmy kapelą z krótkim stażem i dopiero przedstawiamy się publiczności. Zresztą cała historia związana z Wpiekłowstąpieniem to seria pierwszych razów.

Udało się Wam zrobić premierę singli i udostępnić płytę na kanale Black Metal Promotion. Niewątpliwie pomogło Wam to niesamowicie, a z tego, co widziałem, procent zadowolenia słuchaczy sięgał 100%. Spodziewaliście się podobnego wyniku?

Raven: Trochę się stresowałem tymi premierami, aczkolwiek gdzieś we mnie tlił się optymizm, także po cichu liczyłem, że odzew będzie pozytywny. I nagle okazał się taki, że aż mnie trochę przerósł.

Hex: Gdybyśmy się tego spodziewali, to znaczyłoby, że albo nagraliśmy płytę pod publikę, albo mamy przerośnięte ego. (śmiech) „Liczyliśmy” jest lepszym słowem. Liczyliśmy jak każdy, kto bierze się za granie, decyduje zrobić płytę i chce swoją muzykę pokazać ludziom. Black Metal Promotion dowodzi, że aby muzyka miała szansę komuś się spodobać, najpierw musi zostać usłyszana.

Hrist: Po wrzuceniu pierwszego singla przez kilka godzin nie wchodziłem w sekcję komentarzy, bo obawiałem się, czy ogrom naszej pracy nie poszedł na marne. Bałem się negatywnej krytyki. Na szczęście wszelka niepewność została rozwiana.

Lord Ghash: Dzień premiery był dla mnie tak naprawdę dniem ulgi. Byłem, co prawda, od początku nastawiony na to, że album który stworzyliśmy i nagraliśmy wraz z Krzysiem z Tetra Waves Studio raczej zostanie dobrze odebrany. Ulga przyszła w momencie uświadomienia sobie, że dociągnęliśmy temat do końca i teraz pozostaje otworzyć szampana, rozbić go o burtę i wyruszyć w kolejny rejs po Polsce, by dokonywać Wpiekłowstąpienia z naszą publicznością.

Drugi album ukazał po prawie czteroletniej przerwie. Co ją spowodowało? Proza życia czy chęć dopieszczenia materiału do perfekcji?

Raven: Myślę, że jedno i drugie, z przewagą prozy życia, która nie była łaskawa dla nikogo, zwłaszcza w roku 2020.

Hex: Proza życia spowodowała, że część z nas miała mnóstwo czasu na dopracowanie kompozycji. Druga strona medalu jest jednak taka, że niektóre utwory nie byłyby takie, jakie są, albo w ogóle by nie powstały, gdyby nie moment, w którym powstały. No i pewnie wybralibyśmy inne studio. Sumarycznie wyszło na plus, a na pewno jeśli chodzi o Tetra Wave Studio.

Lord Ghash: Wychodzę z założenia, że to nie piekarnia, a niektóre rzeczy czasem swoje muszą odleżeć, żeby dojrzeć. Oczywiście nie siedzimy z gitarami w ręku przez 16 godzin dziennie, bo każdy ma swoje obowiązki poza zespołem. Jestem jednak najbliżej zdania, że żeby powstało coś dobrego, potrzeba czasu i skupienia. Robota na szybko i w pośpiechu kończy się raczej marnie w każdym aspekcie życia i generuje tylko niepotrzebny stres.

Album ukazał się na CD za sprawą czterech wydawnictw na świecie (More Hate Productions (Rosja), Old Metal Rites (Brazylia), Misantropia Records (Finlandia), Entropy Records (Kolumbia)), na kasecie dzięki dwóm oficynom muzycznym (Manifestum Productions (Meksyk), ADG Records (Niemcy), a jeszcze w pierwszej połowie 2023 roku ma wyjść winyl w dwóch kolorach (Sevan Mater (UK)). Jakby to powiedział Siara: „mają rozmach sku*wysyny”.

Hex: Mowa o małych, niezależnych labelach, więc nie przesadzałbym z tym rozmachem. Niemniej widzimy efekty wsparcia, którego nam udzielili, dzięki czemu możemy zająć się innymi sprawami. Trzeba też tutaj zaznaczyć, że nikt sam się do nas nie zgłosił. Solid Rock przedstawił nas oraz naszą muzykę wydawcom na całym świecie i, jak widać, udało się – olbrzymi szacunek za to. Jeśli chodzi o wydanie winyla, to sprawa się nieco opóźni, taką wiadomość otrzymaliśmy ostatnimi dniami od wydawcy. Tak więc placek będzie dostępny mniej więcej na przełomie 2023 i 2024 roku.

Lord Ghash: Z mojej strony przede wszystkim jestem wdzięczny wytwórniom, ponieważ oszczędziły nam masy dodatkowej pracy, co mówię, mając w głowie doświadczenie z wydawaniem własnym sumptem debiutanckiego albumu. Poza tym cieszę się, że usłyszano o nas nie tylko w granicach naszego kraju, o czym świadczą całkiem fajne wyniki na platformach streamingowych

Jeszcze jedna kwestia, jeśli chodzi o wydanie. Czy łatwiej jest wydać płytę za granicą? Nie mieliście żadnej ciekawej oferty z Polski?

Hex: To jest pytanie, na które nie potrafię odpowiedzieć jednoznacznie. Mieliśmy propozycję z Polski, ale nie do końca współgrała z założeniami i planem Solid Rock. Z perspektywy czasu jednak lepszym posunięciem było wydanie sumptem czterech zagranicznych, podziemnych wytwórni niż jedną polską undergroundową oficyną.

Z tego, co słyszałem, okładkę Wpiekłowstąpienia pierwotnie miał zdobić obraz Pandemonium autorstwa Johna Martina. Finalnie na froncie wydawnictwa widnieje dzieło Bartosza Muszyńskiego. Dlaczego doszło do zmiany? Jak wpadliście na pracę Bartka?

John_Martin_Le_Pandemonium_Louvre

Lord Ghash: Temat okładki to mój ulubiony wątek. Gdy dowiedziałem się, że Pandemonium jest wykorzystane, byłem bliski zawału. Jednak z pomocą przyszedł nam kolega Leszek, który już wcześniej polecał mi swojego kolegę Bartka. Nie myśląc długo, odezwałem się do niego i poprosiłem o jakieś małe portfolio. Spośród nadesłanych prac najbardziej urzekły nas Marionetki. Wybór może dość chaotyczny, jednak sama kolorystyka wywarła na mnie wrażenie. Biorąc pod uwagę, jak każdy z nas odczytywał dzieło, a także  jak ono na nas działało, jednogłośnie stwierdziliśmy, że to jest właśnie Wpiekłowstąpienie.

SOTHORIS Wpiekłowstąpienie 2022 CD cover artwork

Do dzisiaj nie jestem w stanie rozpracować tej grafiki. Co ona przedstawia?

Raven: Chyba największą jego zaletą jest, że przedstawia to, co chcesz. Ja tam widzę orła pochłanianego przez rozpaloną, piekielną czeluść.

Hex: Coś tak, jakby wrzucić do wiadra wnętrzności i wymieszać mieszadłem do betonu. Przyprawione szczyptą wszystkich ludzkich niegodziwości. Posłuchaj i poczytaj teksty, przyglądając się obrazowi, a zobaczysz to, co przedstawia, dla każdego zapewne coś innego, tak jak sama interpretacja utworów. Nota bene, teksty są często mylnie interpretowane, no ale taka cecha liryki, a w zasadzie każdej sztuki.

Lord Ghash: To jest największa zaleta tego obrazu: masz zadany temat i kombinuj. Ja zawsze widzę smutną skuloną postać z opuszczoną głową i wystającymi z pleców czarnymi, połamanymi skrzydłami.

Jak tylko usłyszałem pierwsze single promujące album, byłem pod niesamowitym wrażeniem. Czuć agresję i siarczyste brzmienie gitar, jest separacja instrumentów, wyraźny wokal Maksa, przyjemnie uwypuklony bas Bartka. Tetra Wave Studio i Krzysztof Kostencki to chyba jakieś nieoszlifowane diamenty wśród polskich producentów. Przecież on może spokojnie konkurować z Heinrichem albo Wiesławskimi.

Krzysztof (Tetra Wave Studio): Myślę, że do diamentu mi jeszcze daleko. Od zawsze podziwiałem pracę braci Wiesławskich, Heinricha i innych świetnych realizatorów z całej Polski. W płytę chłopaków z Sothoris starałem się włożyć całe serce, bo do swojej pracy podchodzę z ogromnym zaangażowaniem. W końcu w całym tym procesie najważniejsza jest muzyka.

Hex: Nie zapominajmy o tym, że realizator, inżynier dźwięku, jest takim samym artystą jak muzycy, których rejestruje, tylko że bierze udział w innym etapie procesu powstawania muzyki. Wiedza to jedno, umiejętności – drugie, a czucie materiału i zrozumienie muzyka – trzecie. U Krzysztofa wszystkie te cechy występują symultanicznie. On ma wizję, więc nie widzę najmniejszego powodu, aby nie osiągnął statusu podobnego do  tego, jaki zdobyły wymienione osoby. Jest też strasznie sympatycznym gościem, z którym się rewelacyjnie współpracuje, co jest równie istotne jak wszystkie techniczne umiejętności. Krzysztof potrzebuje w swym portfolio produkcji, która rozniesie się szerzej niż nasze Wpiekłowstąpienie. Już nad tym pracujemy.

Lord Ghash: Jeśli chodzi o dobór studia – nie mogliśmy lepiej trafić. Pomijając oczywiście fakt, że znamy się z Krzyśkiem jak łyse konie, najbardziej i tak przyciąga nas jego profesjonalne podejście do pracy. Oczywiście jest czas na śmiechy, ale praca przede wszystkim, i to od podstaw. Krzysiek uwzględnia to, czego zespół tak naprawdę chce. Poświęca czas na ustawienie brzmienia faktycznego dla zespołu, dobór wszelkich komponentów niezbędnych do nagrań, a każdy krok jest przemyślany z dokładnością do milimetra. Dla mnie jednak najważniejsze jest, że, oprócz bycia wyśmienitym realizatorem, Krzysiu ma fajny dar producencki, dzięki czemu ma wyrozumiałość dla zachcianek zespołu, ale potrafi też nakierować, a czasem nawet powiedzieć stanowcze „nie”, co z reguły ma swoje późniejsze przełożenie na całość.

Na ile przy produkcji płyty on sugerował zmiany aby uzyskać dany efekt, a na ile Wy mieliście sprecyzowany cel i wyobrażenie brzmienia tego albumu?

Raven: Od strony wokalu – spotkanie z Krzyśkiem Kostenckim bardzo otworzyło mi głowę. Poza podsuwaniem różnych fajnych rozwiązań stworzył taką atmosferę pracy, że nie czułem ograniczeń. Po prostu popłynęliśmy z tematem i wszystko wyszło tak, jak sobie to wyobrażałem, a nawet lepiej.

Hex: Weszliśmy do studia z kompletnym demem, łącznie z aranżacjami dostosowanymi, które dawały pogląd, jak to mniej więcej będzie wyglądało. Dzięki temu Krzyśkowi łatwiej się z nami pracowało, mapa utworów razem z legendą była na stole. Oczywiście nie wszystko było rozplanowane, w tym miejscu zaczęła się rola Krzyśka – on sugerował, co i jak nagrać, żeby wszystko jak najlepiej się kleiło. Brzmienie natomiast budowaliśmy w trakcie nagrań. Można powiedzieć, że jest ono wypadkową wyobrażeń na tyle, na ile byliśmy w stanie zrozumiale sobie je przekazać. Ostatecznie pozytywne opinie słuchaczy, a wiele się takich pojawiło, stanowią najlepsze potwierdzenie, że ta wypadkowa jest dobrze skrojona.

Po upływie czasu widać że zadanie domowe z promocji w mediach zostało odrobione bardzo dobrze, a i Wy nie próżnowaliście pod względem koncertowym. Weszliście w konszachty zarówno z Jarunem, Kalt Vindurem, jak i Czortem czy Moyrą i Sceptic.

Hex: Niestety proza życia znów przejęła stery i gramy mniej, niż byśmy chcieli. Jest wiele spraw osobistych, których nie da się zignorować i nie pozwalają one na rozpęd i większą intensywność koncertową. Niemniej staramy się wykorzystywać pojawiające się opcje. Zespołów na polskiej scenie metalowej mamy masę, i to bardzo dobrych zespołów.  Można powiedzieć, że Solid Rock pomaga nam w tym, aby flaga wisiała na maszcie i była widoczna, co owocuje wspólnymi koncertami. My natomiast dbamy, aby ta współpraca nie skończyła się na jednym razie, jeśli raz ułożyła się tak dobrze.

Jak ocenicie zainteresowanie Waszą muzyką na fizycznym nośniku? Jeśli to nie tajemnica – ile sprzedaliście płyt? Czy nakład którejś z wytwórni został wyprzedany?

Hex: A ile musi być na platynę? (śmiech) Mamy przecieki, że fiński wydawca się wyprzedał.

Oprócz Black Metal Promotion również i Northazerate dorzucił swoje trzy (a może i nawet sześć) grosze do promocji Waszej płyty. Napisał: „wyje*ało mnie z kapci”, a także stwierdził, że Behemoth mógłby Was wziąć na trasę. Jak się czuliście słuchając/oglądając jego wideorecenzję?

Hex: Służby medyczne czekały w pogotowiu. (śmiech) Osobiście staram się nie podchodzić zbyt emocjonalnie do takich sytuacji, no ale… Gdy robi się materiał, to w zasadzie „idąc jak w dym”, nie oglądając się na boki, po prostu intuicyjnie. Potem nagrywa się go, starając się, aby był jak najlepiej zrobiony, nie mając przy tym absolutnie żadnej pewności, że wybory są słuszne. Kiedy na końcu słucha się takich opinii jak od Northazerate, pojawia się jakiś rodzaj euforii, satysfakcji, że ta cała praca miała sens. Sens w postaci wywołania u ludzi emocji, zachowania najważniejszej funkcji muzyki.

Zagraliście również na Frozen Sun Fest w towarzystwie między innymi Illusion i Decapitated. Jak wrażenia po tak dużym wydarzeniu?

Hex: Co tu dużo mówić – niezapomniane. Nie wiem, ile tam było ludzi, kilkaset zapewne. Do tego duża, zawodowa scena z obsługą na najwyższym poziomie i taką samą organizacją całej imprezy przez chłopaków z From Today. Wychodzisz na scenę, a tu się okazuje, że nie tylko ludzi jest masa, ale jeszcze zaczynają robić kocioł. Mindblowing, po prostu.

Hrist: Był to dla mnie jeden z najlepszych koncertów, jakie w życiu zagrałem. Na pewno najlepszy pod względem organizacji. Duża scena, na której chłopaki mogli w końcu się ruszyć i wczuć w muzę, nagłośnienie na bardzo wysokim poziomie, do tego kilkaset osób robiących młyn pod sceną, a na deser mnóstwo pogadanek z zespołami na backstage’u. Czego chcieć więcej?

Lord Ghash: Granie na takich scenach to dla mnie olbrzymie ułatwienie. Wyzwania zaczynają się, gdy scena ma pięć metrów w kwadracie, odsłuchy to głośniki komputerowe, a wszystko przyprawione jest unoszącym się wokół zapachem zgnilizny. (śmiech)

A czy w tym roku planujecie pojawić się na jakimś festiwalu?

Hex: Pracujemy nad kolejnymi możliwościami aby się pokazać szerszej publiczności latem i jesteśmy dogadani z jednym festem. Końcem sierpnia wystąpimy w Wałbrzychu na Metal Mine Festival! Piekielnie zapraszamy, bo line-up jest mocarny! Na scenie zagrają między innymi Rotting Christ, Gaerea, Taake czy też ukraiński 1914.

W styczniu zagraliście kilka koncertów pod szyldem: „Pierwszy rok w piekle”, prezentując Wpiekłowstąpienie w całości. Planujecie powtórkę czy to raczej jednorazowa akcja?

Hex: Z założenia była jednorazowa, ale niewykluczone, że okazjonalnie ją powtórzymy, choć bardziej myślimy o tym, aby wprowadzić wybrane utwory z debiutanckiego krążka, które nie były wcześniej grane. A może coś nowego? Zobaczymy.

sothoris pierwszy rok w piekle

Co sądzicie o urozmaiceniu koncertowej setlisty jakimś coverem? Gdybyście mieli wybrać, co byście chętnie wzięli na warsztat i zagrali w sothorisowym klimacie?

Hex: Mamy taki jeden kawałek. Opracowaliśmy sobie dla bajeru, tak żeby pograć dla rozrywki. Może gdzieś na jakiejś sztuce popłyniemy z falą albo gdy repertuar nam się skończy, tak jak w Katowicach, to go zagramy. Nie powiemy, jaki, niech pozostanie smaczkiem. Generalnie postanowiliśmy, że każdy coś od siebie zaproponuje i będziemy robić, no ale – poza wyżej wspomnianym – konkrety jeszcze nie padły, tak że nie ma o czym mówić. Tak czy inaczej, priorytet stanowią nowe numery, covery to w przypadku nadmiaru czasu.

Który z zagranych koncertów na przestrzeni całego 2022 roku utkwił Wam w pamięci najbardziej?

Hex: Frozen Sun Fest to oczywisty wybór. Dorzuciłbym jeszcze koncert wraz z Kalt Vindurem i Czortem w RudeBoy’u w Bielsku-Białej: mega publika, mega klub, wiśniówka w tle. (śmiech)

Lord Ghash: Prawdę mówiąc, nie mogę wybrać jednego czy dwóch najlepszych sztuk. Na wszystkich z reguły frekwencja dopisywała, a publika bawiła się świetnie – czegóż chcieć więcej?

sothoris frozen sun fest warszawa progresja

After u Króla Wiśni Was nie zniszczył? Słyszałem, że za kołnierz tam się nie wylewa.

Hex: Co niektórych zniszczył – kluczowym elementem okazała się wisienka na torcie, która nie była wiśniowa. (śmiech)

Lord Ghash: Ja urodziłem się dla takich afterów! (śmiech)

Artur, dołączyłeś do zespołu dość późno, bo zaledwie kilka miesięcy przed premierą płyty i release party. Opowiedz, jak znalazłeś się w Sothoris, kto kogo znalazł i jak długo szlifowałeś materiał aby wywiązać się z obowiązku w stu procentach.

Artur (Setrial): To prawda! Dołączyłem dosłownie w momencie, kiedy zespół miał już dopracowane wszystkie detale związane z płytą. Wtedy jeszcze o szczegółach niewiele wiedziałem. Hmm, jak dobrze pamiętam, to po okresie nieudzielania się w żadnym zespole dopadła mnie pewnego rodzaju tęsknota za graniem. Wpadłem na anons Sothoris w mediach społecznościowych, przesłuchałem kompozycje. Decyzja w głowie zapadła dość szybko. Napisałem, a może nawet zadzwoniłem. Dostałem materiały do opracowania, co zaowocowało spotkaniami z Heksem, a na kolejnych etapach „randkowania” już z całym zespołem, i wspólnym zagraniem kilku kawałków. I tak ten związek trwa. Odnośnie do szlifowania umiejętności – chyba nadal to robię. (śmiech) Poczucie, że zawsze można lepiej  zagrać, prostu jest w naszym DNA.

Maks, na obydwu płytach śpiewasz po polsku. Czy jest to z góry założone, czy może planujesz śpiewać w języku Szekspira?

Raven: Od początku chciałem śpiewać w ojczystym języku – tak sobie wyobrażałem i wyobrażam naszą twórczość. Nie czułbym się w pełni sobą, nagrywając utwory po angielsku. Jestem przekonany, że wiele fraz, które kolebią mi się w głowie, nie zabrzmiałoby tak przejmująco w tym języku. Uważam, że mieszkając tu i poruszając pewne tematy, lepiej robić to po polsku. Co więcej, rodzima mowa ma też swoje przewagi: czy istnieje lepiej dźwiękowo oddające naturę drobnego biegu słowo niż „trucht”? Moim zdaniem „puk, puk”, wierniej odzwierciedla czynność lekkiego uderzania palcem o drzwi niż „knock, knock”. To może zabawne, ale staram się przywiązywać wagę do takich spraw. Poza tym polskie, wyraźnie „darte” teksty są już chyba jedną z naszych rozpoznawalnych cech i nie ma sensu z nich rezygnować. Nigdy oczywiście nie mówię „nie”, ale to raczej kwestia drobnych wypadów i małych eksperymentów aniżeli zmiana kursu.

Wiesz, pytam dlatego, że może przez język polski zamykacie sobie furtkę na zagranicznych odbiorców.

Raven: Do zachodniego odbiorcy przebija się rosyjski, fiński, Dziewczyna o perłowych włosach po węgiersku, japoński, koreański. Dlaczego nie iść odważnie z polskim? Wyzbądźmy się kompleksów! Nie wiem, jak chłopaki, ale ja nie uważam, że warto porzucać wypracowany styl dla mrzonek o tłumach zachodnioeuropejskiej publiczności i pójść drogą przynajmniej kilku polskich kapel, które nagle nagrały towar na eksport po angielsku, a nie otrzymały wielkiego odzewu. Powtórzę się: eksperymenty, jakieś anglojęzyczne wersje utworów opracowane specjalnie pod kątem koncertów zagranicznych czy promocji – tak. Porzucenie polskiego – nie.

Jeśli chodzi o teksty, to muszę Cię pochwalić. Nie jest łatwo napisać utwór w języku ojczystym, unikając oskarżeń o grafomanię. Jak tego dokonałeś?

Raven: Dziękuję za komplement. Po prostu na tyle, na ile byłem w stanie, starałem się pisać teksty najlepiej, jak umiem. Myślę, że idzie mi to całkiem nieźle z tego względu, że generalnie lubię poezję. Zawsze zwracam uwagę na warstwę tekstową utworów, których słucham, i z tego niejako się uczę. Obcowanie z dobrymi przykładami liryki daje możliwość poznania nowych rozwiązań, zastosowań różnych środków stylistycznych itp, a także stanowi wartościowe źródło inspiracji. Pisanie również robi swoje: w swoim życiu naskrobałem do szuflady już całkiem sporo kiepskich rzeczy, więc, jak zwykle, praktyka czyni mistrza – którym oczywiście jeszcze nie jestem.

Pochodzicie z Miłosławia, który – nie da się ukryć – słynie z bardzo dobrego piwa: Miłosław, Fortuna, Komes. Nie myśleliście o wejściu z nimi w kooperację i stworzeniu jakiegoś smolistego, piekielnie mocny imperialnego stoutu lub chociaż solidnej podwójnej odmianie IPA?

Lord Ghash: Jako człowiek miłosławską krwią obdarowany mogę powiedzieć, że chodziły nam po głowie podobne pomysły. Nie uderzyliśmy jak na razie do browaru Fortuna, bo moim zdaniem jesteśmy jeszcze troszkę za mali, żeby mieć własne piwo, a poza tym, gdzieś je trzeba magazynować. Do Poznania nie wywiozę, a trzymanie u siebie takich rzeczy jest niebezpieczne. (śmiech) Gdyby jednak takowe powstało, prosiłbym o tę podwójną IPĘ.

Czy prace nad materiałem na nowy album wyglądają inaczej niż dotychczas? Z tego, co kojarzę, Krzysiek jest głównym kompozytorem w Sothoris.

Hex: Precyzyjniej rzecz ujmując, bardziej można by mnie nazwać aranżerem. Owszem, w dużej mierze kleję rzeczy w całość i proponuję reszcie, ale powstają one z pomysłów produkowanych przez każdego. Tworzymy zbiór, z którego z niego czerpię. Tym razem jednak chcemy, aby procentowo większy udział miał wspólnie spędzony na próbach czas oraz by powstałe kompozycje żyły własnym życiem, zanim uznamy je za ukończone i gotowe do nagrania. Często pomysły pojawiające się pod wpływem chwili są nieporównywalne do tych, które powstają w sterylnych, domowych warunkach.

Czy powierzycie po raz kolejny produkcję swojej muzyki Krzyśkowi z Tetra Wave?

Hex: To w zasadzie pewne, będziemy kontynuować tę współpracę.

Maks – czy masz już szkice tekstów albo pomysł na nową płytę?

Raven: Koncept trzeciej płyty miałem w głowie jeszcze przed premierą Wpiekłowstąpienia. Teksty z wolna zyskują, jak sądzę, ostateczne kształty, ale to jest cały czas proces, więc jeszcze wprowadzę kosmetyczne zmiany. Przez ponad rok gromadziłem różne frazy, zdania, które gdzieś pojawiły mi się w głowie czy wręcz gotowe fragmenty przyszłych utworów. Na brak pomysłów na teksty nie narzekam, wyczekuję tylko kolejnych, skończonych kompozycji muzycznych.

Jak mniej więcej wygląda Wasz grafik i plan na nową płytę? Kiedy fani mogą realnie się jej spodziewać?

Hex: Jak się skomponuje, to będzie. (śmiech). A tak na serio, z jednej strony nie chcemy przeciągać procesu, więc zdecydowanie pracujemy nad numerami, ale z drugiej strony nie zamierzamy niczego popędzać. Nie chciałbym mieć numerów, o których potem będę myślał, że jeszcze dałoby się zrobić coś lepiej, gdyby poświęcić im więcej czasu. Konkretniej ujmę to tak: bieżący rok jest nierealny, a kolejny wydaje się koniecznością. No bo ile można w kółko grać te same kawałki?.

Czy można określić to, co wypracowaliście na Wpiekłowstąpieniu, Waszym unikalnym stylem? Czy może jesteście otwarci na eksperymenty i udałoby Wam się wpleść jakieś opętane, ambientowe intro?

Hex: Myślę, że rdzeń stylistyczny jest zdefiniowany. Pozostajemy otwarci, mnie w muzyce inspiruje tak wiele rzeczy, że czułbym się ograniczony, gdybym nie mógł czerpać z tego, z czego mam ochotę. Jednakże diametralnej zmiany kursu bym się nie spodziewał, mowa o dodatkach i charakterze – czy bardziej blackowy, czy deathowy. O całości będzie decydowała użyta melodyka i środki wyrazu. Chcemy też trochę „pobujać” się z publiką, zatem oprócz solidnej dawki „rzeźnickich” form potrzebne nam są utwory, które to umożliwią.

Czego Wam życzyć na koniec? Kontraktu w dużej wytwórni czy – za Northazeratem – tej trasy z Behemothem?

Hex: Myślę, że najbardziej trafione byłoby życzenie zadowolenia z naszej pracy i licznej, aktywnej publiki na koncertach, niezależnie od tego, z kim i gdzie gramy.

Lord Ghash: Żeby Fortuna z nami kontrakt podpisała. (śmiech)

We wkładce ostatniego albumu widnieje fraza: „Piekło jest puste, a wszystkie diabły są tutaj”. Kto z Was jest fanem Anaal Nathrakh (Hell Is Empty, and All the Devils Are Here, 2007) lub Szekspira (Burza)?

Raven: Zdecydowanie bliżej mi do Szekspira i poematu Burza, gdyż lubię włoskie klimaty

Hex: Maks jako autor tekstów dostarcza tych wszystkich cytatów, które zawsze pochodzą z literatury i pasują do warstwy tekstowej, nawiązując do niej jakoś swoim przekazem. Jeśli cytat jest znany, choćby w kręgu osób zainteresowanych, to trudno o unikatowość. Zbieżność ze wspomnianym zespołem jest tutaj zupełnie przypadkowa.

Czwarkiel
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .