DESPIZER to kapela założona przez muzyków wcześniej związanych z black i death metalowymi projektami, takimi jak Deathlust czy Persecutor. Po skompletowaniu składu kompozycje i brzmienie zespołu zaczęły ewoluować. Pozostała agresja i bezpośredniość, ale pojawiły się nowe elementy: wpływy thrash i black metalu, przeplatanie d-beatowymi blastami oraz bardziej rozbudowane struktury utworów. Zespół z Pabianic wydał albumy „Joyride of Despair” (2014), „Pogarda” (2017) oraz „Krew” (2025).
- Despizer czyli „pogardzacz”? Kogo szanujecie w takim razie a kogo nie?
- Oj jest na kogo się wkurwiać i kim pogardzać w tym kraju. Zaczynając od pseudoelit napędzających niespotykaną wcześniej polaryzację społeczną — takich, dla których jedynym celem życia jest nakupować mieszkań i żyć z cudzej pracy. Bananowych celebrytów bez ogródek mówiących, że bieda to stan umysłu. Coachów pierdolących, że trzeba wstawać wcześniej i dźwigać większy ciężar. Panów folwarcznych, którzy najchętniej zatrudniliby wszystkich na umowę o gówno. Można wymieniać tak bez końca.A szanujemy siebie nawzajem, naszych przyjaciół i bliskich. Zespoły z którymi graliśmy wspólne koncerty. Ludzi, dzięki którym udało nam się nagrać i wydać płytę. Myślę, że to całkiem sporo.
- Czy do „Krwi” stosuje się zasada trzeciej płyty? Czy to najlepszy Wasz krążek?
- Nie znam tej zasady, ale mogę śmiało powiedzieć, że Krew to nasz najlepszy album. Pracowaliśmy nad nim kilka lat. To bardzo przemyślana i dojrzała płyta. Jesteśmy z niej bardzo dumni. Dzięki niej trochę ludzi zaczęło również interesować się naszymi poprzednimi wydawnictwami.
- To jak to było z tym „punkiem” w Waszej muzyce na początku?
- To było banalnie proste. Siedziałem z Raszem (który też wtedy grał w Persecutor) na sali prób. Piliśmy piwo, narzekaliśmy na świat i słuchaliśmy dużo Wolfpack oraz Doom. Uznaliśmy, że fajnie byłoby spróbować coś takiego pograć. Riffy często powstawały „w locie”, podczas zwykłego grania i kombinowania. Po jakimś czasie mieliśmy gotowy materiał na Joyride of Despair.
- Dwie gitary na scenie są lepsze bo…?
- … to większy wpierdol! Większe natężenie dźwięku, pełniejsza ściana brzmienia i więcej energii lecącej ze sceny. Oczywiście moglibyśmy grać na jedną gitarę, ale po co, skoro możemy na dwie.
- Ciągnie wilka do lasu? Pytam o black metalowe granie (kiedyś grałeś w Persecutor…)
- To prawda. Nowy album Despizer ma sporo elementów, które można sklasyfikować jako black, bądź thrash metal. Nie było w tym żadnej kalkulacji — po prostu łączenie d-beatu i punkowych zagrywek z metalem wychodzi nam zupełnie naturalnie.
- Najlepsza płyta jaka wyszła w tym roku to…
- Ciężko powiedzieć, bo nie prowadzę żadnych własnych rankingów. Z tegorocznych premier najczęściej wracałem do nowej płyty Owls Woods Graves, Strix – świetny materiał. Odwet od Jad też długo nie schodził z mojej wieży. Bardzo dobrą robotę zrobili również chłopaki z Maze of Torment. A niedawno dotarł do mnie najnowszy Clandestine Blaze, więc podejrzewam, że przez najbliższy czas będę go słuchał nałogowo.
Latest posts by Fabian Filiks (see all)
- Sześć Szybkich Strzałów: HAKLA (black metal) - 9 grudnia 2025
- Sześć Szybkich Strzałów: POKUTA (black metal) - 9 grudnia 2025
- Sześć Szybkich Strzałów: ETERITUS (death/black metal) - 9 grudnia 2025
(Visited 1 times, 1 visits today)
Tagi: black/thrash metal d-beat punk crust, Despizer, mikro wywiad, mini wywiad, Sześć Szybkich Strzałów, Via Nocturna.






