Pamiętacie The Gathering? W latach 90 ich albumy bez trudu osiągały sześciocyfrowy nakład, dzięki czemu byli jedną z największych nazw na scenie. Lata dwutysięczne nie były jednak dla nich już tak łaskawe i wraz z rozwojem artystycznym i coraz ciekawszymi albumami, nastąpił spadek ich popularności. Dwa lata temu grupa postanowiła zawiesić działalność, ale przypomina o sobie wydając wyjątkowy album koncertowy. Wyjątkowy, bo nagrany z gościnnym udziałem byłych członków zespołu. Z tej okazji postanowiliśmy porozmawiać z Rene Ruttenem, gitarzystą i głównym kompozytorem The Gathering.
Umówienie się z nim nie było jednak takie łatwe. Po dość długim okresie oczekiwania Rene odpisał, że przeprasza, gdyż od jakiegoś czasu przebywa w Chile, gdzie nie ma stałego dostępu do internetu, ale z przyjemnością zgadza się na wywiad i odezwie się, jak tylko znajdzie chwilę wolnego czasu. Jak się okazało, odezwał się dosłownie kilka dni po swoim ślubie.
Rene, wszystkie najlepszego dla Ciebie i Twojej żony, Gemmy, na nowej drodze życia. Przeszkodziłem Ci w miesiącu miodowym?
Haha, nie. Właśnie kilka dni temu wróciłem do domu. Czas na krótki odpoczynek po tej wyprawie do Chile. A sam miesiąc miodowy planujemy na lato. Będziemy podróżować po Europie.
Co robiłeś w Chile? Już myślałem, że się przeprowadziłeś z Holandii.
Nie, nie. Przede wszystkim poleciałem tam, aby wziąć ślub. Moja żona jest Chilijką i tam właśnie zaplanowaliśmy wesele. Skorzystałem też z okazji i grywałem też czasem z zespołami stamtąd. No i oczywiście zwiedzałem, zrobiliśmy sobie długą wycieczkę na południe kraju. Chile to naprawdę piękny kraj!
Słyszałem, że the Gathering ma tam oddanych fanów. Rozpoznawali Cię i zaczepiali na ulicy?
Owszem, zdarzało się, haha. Ale tylko podczas nocnych eskapad po klubach. Za dnia wiem jak się ubrać, aby wyglądać jak tubylec.
Ok, pogadajmy o muzyce. TG25: Live at Doornroosje jest już od jakiegoś czasu na rynku. Jesteś zadowolony z rezultatu?
Oczywiście, że jestem! Ta płyta brzmi, wygląda, pachnie i smakuje wspaniale! Jestem szczególnie dumny z wydania na potrójnym winylu, dla mnie to wielka radość móc wziąć go do ręki i posłuchać koncertu z tego nośnika. Ale wersja CD także jest wspaniała. Zamieściliśmy tam sporo dodatkowych zdjęć z występu. Kiedy je oglądasz, momentalnie przenosisz się do klubu pod scenę. Nawet jeśli cię tam wtedy razem z nami nie było.
Wiem, że mieliście sporo pracy w studiu z tymi nagraniami, ale dlaczego czekaliśmy na wydanie tej koncertówki aż półtora roku?
Od samego początku było dla mnie jasne, że nie będziemy się spieszyć. Chcieliśmy przygotować album, który świetnie brzmi, a booklet świetnie wygląda. Współpracowaliśmy nad tym z wieloma byłymi członkami zespołu i czasami po prostu musieliśmy poczekać na zielone światło od wszystkich- prawa do zdjęć, muzyki, akceptacja wszystkich szczegółów- to pochłonęło sporo czasu. Ale warto było czekać.
Te dwa koncerty, które zagraliście w ciągu jednego dnia, 9 listopada 2014r., to były najlepsze występy w historii The Gathering?
Czy najlepsze? Trudno powiedzieć, przecież na przestrzeni lat zagraliśmy sporo sztuk. Ale na pewno to były wyjątkowe, magiczne koncerty. To naprawdę wspaniałe, że znów stałem na scenie z tyloma ludźmi, z którymi tworzyliśmy The Gathering na przestrzeni przeszło dwóch dekad. To fantastyczne doznanie. Chciałbym w takim składzie wyruszyć w trasę. Myślę, że przyniosłoby to sporo frajdy naszym fanom, niejeden uśmiech by się pojawił na twarzach wielu osób. Mam nadzieję, że zrobimy coś takiego w przyszłości.
Faktycznie sporo gości było na scenie, ale zapytam Cię o kogoś, kogo niestety zabrakło- Niels Duffhues i Martine Van Loon. Zdradzisz, dlaczego się nie pojawili?
To żadna tajemnica- po prostu nie chcieli.
Myślałem, że po prostu nie chcieliście grać niczego z albumu Almost A Dance [na którym ta dwójka śpiewała- przyp.red]
Nie, to nie jest powód. Był pomysł, aby zaprezentować coś z naszej drugiej płyty, ćwiczyliśmy te numery na próbach, ale w ostatnim momencie Niels się wycofał, powiedział, że jednak nie chce już występować na żywo. Uszanowaliśmy jego decyzję. Nie chcieliśmy grać tych piosenek bez niego, wobec czego nie zostały przez nas zaprezentowane.
Jeszcze jeden album nie ma na omawianej koncertówce swojego reprezentanta, myślę tu o The West Pole. Ciekaw jestem dlaczego, przecież graliście tego wieczora All You Are.
Coś poszło nie tak w trakcie nagrywania. Pojawiły się błędy właśnie w czasie tego utworu, zarówno podczas pierwszego, jak i drugiego koncertu. Nie mogliśmy tego naprawić.
Macie 11 albumów studyjnych, na których znajduje się 109 piosenek. Do dyskografii dochodzą także EPki. Trudno było wam stworzyć setlistę na ten wieczór?
Zazwyczaj sprawa jest prosta- masz nowy album czy EPkę i ruszasz w trasę ją promować, to ona wtedy króluje w repertuarze. Tym razem faktycznie było trudniej. Musieliśmy pomyśleć o tym, aby każdy gość silnie zaakcentował swoją obecność; aby stworzyć jakieś ciekawe duety; aby przez całe dwie godziny koncert trzymał w napięciu. Myślę, że to wszystko się udało. Wielu fanów na pewno się ucieszy, że Bart [Smits, pierwszy wokalista- przyp.red.] znów growluje w utworach z debiutu, że niektóre piosenki śpiewane są na cztery głosy, że starsze utwory nabierają dodatkowego ciężaru, dzięki gitarze Jelmera [Wiersmy, gitarzysty w latach 1989-1998- przyp.red]. Jest sporo smaczków i niespodzianek.
Właśnie te nowe spojrzenie na wiele utworów jest tym, co podoba mi się najbardziej. O kilku już wspomniałeś, ja dorzucę jeszcze udział Anneke w „Paper Waves”, czy trąbka w „Leaves”. Jak wyglądał wybór lineupu do poszczególnych piosenek?
Były rzeczy oczywiste- wiadomo, że Bart, Jelmer, Marike [Groot, śpiewała na debiucie- przyp.red.], czy Hugo [Prinsen Geerligs, basista w latach 1989-2004- przyp.red.] zagrają i zaśpiewają rzeczy ze „swojego” okresu, ale wszyscy chcieliśmy, aby było też sporo niespodzianek. Każdy z nas rzucał pomysłami na taki ciekawy miks. Z drugiej strony musieliśmy też uważać, aby nie przesadzić i nie udziwnić wszystkich utworów. To miało być tylko urozmaicenie.
Sporo fanów jest zawiedziona, że nie ma z tych występów DVD.
DVD to może nie jest zły pomysł, ale w tym przypadku by się nie sprawdził. To miał być specjalny koncert i taki był. Bez niepotrzebnego załatwiania mnóstwa formalności i dodatkowego stresu. Wiem jednak, że są osoby, które pragną nie tylko dźwięku, ale także obrazu, dlatego doceniam tą oddolną inicjatywę zrobienia przez fanów naprawdę świetnie wyglądających multi-camów.
W ubiegłym roku byłem na koncercie Anathemy na ich specjalnej trasie Resonance, na której wraz z Duncanem Pattersonem i Darrenem White`m prezentowali sporo starszego, dawno nie granego materiału. Darrenowi tak się to spodobało, że nie chciał po koncercie zejść ze sceny, tylko zachęcał Daniela Cavanagh, aby zagrać coś jeszcze. A jak zareagowali Bart, Marike, czy Jelmer po tych wszystkich latach? Podobało im się?
I to jak! Znów pokochali obecność na scenie i także mają nadzieję, że znów pogramy razem w przyszłości.
Jakiś czas temu skład znany z albumu Always zagrał kilka koncertów z repertuarem sprzed lat. Macie w planach to powtórzyć? Pytam, bo byłoby to fajne uczczenie 25 rocznicy waszego pierwszego występu.
W sumie to świetny pomysł! Niemniej jednak nie wszystko w tej kwestii zależy od nas. Ale zobaczymy, co uda się z tym zrobić.
Wydacie niedługo na winylu reedycje Home oraz Souvenirs. Macie jeszcze jakieś plany wydawnicze?
Jeśli chodzi o The Gathering, to nie. Ale polecam waszej uwadze inny album, który chcemy wydać w naszej wytwórni [Psychonaut Records- przyp.red.] Myślę tu o płycie Anne van den Hoogen [śpiewała gościnnie na albumie The West Pole- przyp.red.] nagranej pod szyldem Rosemary and Garlic. Wypatrujcie CD i winyla na jesieni.
Rene, co w ogóle porabiasz w czasie tej przerwy The Gathering? Nadal masz sklep z gitarami?
Nie, już nie mam. Obecnie pracuję jako producent muzyczny, poza tym miksuję i robię mastering. Jeśli masz zespół, możesz mnie wynająć (śmiech) Pracuję też nad nowym muzycznym projektem, o którym mam nadzieję w niedalekiej przyszłości opowiem więcej.
Pisaliście ostatnio na waszym facebooku, że Silje po raz drugi została mamą. A co słychać u innych członków zespołu, Twojego brata Hansa i Franka Boeijena?
Hans i Frank nie zostali mamami (śmiech) A poważnie, to wszystko u nich ok. Oni także na co dzień zajmują się muzyką, prowadzeniem wytwórni, itp.
Przyznam Ci się, że moim ulubionym albumem The Gathering jest Souvenirs. Do dziś doskonale pamiętam koncert na trasie go promującej, jaki zagraliście we Wrocławiu, mimo że upłynęło już od tego czasu 13 lat. Na ścianie u mnie w domu wisi nawet bilet z tego gigu. A Ty, masz jakieś szczególne wspomnienia związane z Polską?
Zawsze ciepło myślimy o Polsce. Byliście jednym z pierwszych krajów, w jakich zagraliśmy. Często do was wracaliśmy, bo zawsze byliśmy tu ciepło przyjmowani i mieliśmy tu sporo fanów. Kocham grać w Polsce i mam nadzieję, że w przyszłości będzie jeszcze okazja zagrać u was trochę koncertów.
No właśnie Rene, tak szczerze, to czy wydacie jeszcze kiedyś nowy album i wyruszycie w trasę?
Oczywiście! Tylko, że nie prędko. Chcemy dłuższej przerwy. Silje, jak wspomniałeś, niedawno urodziła i najważniejsze teraz dla niej jest być mamą. My też potrzebujemy czasu. Ale w przyszłości wrócimy do was z czymś naprawdę dobrym.
Serdeczne podziękowania dla Alessandry Tolc (www.photolc.com.br) za możliwość wykorzystania zdjęć.
- Venom – „In Nomine Satanas – The Neat Anthology” (2019) - 29 października 2019
- Rusza sprzedaż karnetów na Hellfest 2020 - 8 października 2019
- Knotfest & Hellfest – Clisson (20-23.06.2019) - 22 lipca 2019
Tagi: atmospheric rock, René Rutten, TG25: Live at Doornroosje, the gathering, wywiad.










