TOWER: „Człowiek z natury jest okrutnym stworzeniem”

TOWER Piotr Kolleck 2021 photo session

Informacja o wznowieniach płyt Tower (gothic/doom/death) gruchnęła dość nagle, tak jak 21 lat temu rozpad zespołu. Bez szumnych zapowiedzi ukazały się reedycje The Swan Princess oraz Mercury. Mało tego, w kwietniu ukazała się nagrana w 2000 roku płyta Raven (recenzja) z Shambo (ex-Vader) i Szymonem Czechem oraz remiksami wykonanymi przez DJa Qlhead. W maju natomiast światło dzienne ujrzał kompletnie nowy materiał w postaci albumu Uriel (recenzja). Zatem powodów na rozmowę z liderem Piotrem Kolleckiem nie brakowało.


Cześć Piotrze. W kwietniu wyszła płyta Raven, a kilka tygodni temu Uriel. Trzeba przyznać, że Tower powraca z przytupem. Kiedy tak naprawdę rozpoczął się proces wskrzeszania zespołu, mam tu na myśli szukanie wydawcy, przygotowanie do wydania Raven oraz praca nad muzyką na nowy album Uriel.

Witaj. Cała idea reedycji The Swan Princess i Mercury rozpoczęła się od luźnych rozmów z GS Productions, gdzie znając się już trochę czasu z jej właścicielem, mieliśmy okazję wiele razy na te tematy dyskutować. Potem w jednej z tych rozmów padł pomysł wydania Trilogy. I to mi się spodobało, to było coś, co umożliwiło wydanie Raven, czyli materiału, który nigdy oficjalnie nie był nigdzie zaprezentowany. Chcieliśmy także dodać tam jeszcze demo z 1995 roku, ale jakość na to nie pozwoliła. Po krótkim czasie wszystko ruszyło, GSP zabrał się błyskawicznie do pracy czego efektem jest właśnie Trilogy.

Z kolei prace nad płytą Uriel miałem już praktycznie ukończone, więc postanowiłem pójść za ciosem i wskrzesić Tower już oficjalnie, wydając wszystkie płyty jednocześnie.

Uriel sam w sobie powstawał dość długo i choć często niektóre kawałki były już skończone, to po pewnym czasie, po pojawieniu się nowych koncepcji, sesyjnych muzyków oraz możliwości instrumentalnych, były zmieniane aranżacyjnie. Po tej stronie, mając na myśli produkcję muzyki, stanąłem po raz pierwszy, co dało mi możliwości wręcz nieograniczone, a z efektu końcowego jestem bardzo zadowolony.

Czyli tak naprawdę muzykę na nową płytę miałeś zrobioną.

Tak, tak można powiedzieć. Nie planowałem tak szerokiego przedsięwzięcia, ale po propozycjach i ogólnym rozeznaniu faktycznie wielu ludzi albo miało kasety, albo po 20 latach płyty CD po prostu się totalnie zjechały (śmiech). Myślę, że to był dobry pomysł i moment na ponowne pokazanie muzyki Tower. Poza tym jestem mocno zaskoczony jak te płyty utknęły ludziom w pamięci.

Wznowienia dwóch pierwszych płyt ukazały się z nową oprawą graficzną. Czy to sytuacja Cię do tego zmusiła, czy nie miałeś praw do użycia pierwotnych wersji? Mercury udało się odzwierciedlić, ale TSP to już totalnie inny klimat i styl graficzny.

TOWER The Swan Princess reissue 2021TOWER Mercury reissue 2021

Niestety nie udało się po tylu latach zdobyć starych okładek w odpowiedniej jakości, więc zrobiliśmy nowe, bardzo bliskie oryginałom, tak myślę.

W sieci nie brakuje głosów, że powrót Tower to znaczący comeback w 2021 roku, więc jak widać utknęły i wiele osób ucieszył fakt reunionu.

Jest to szalenie budujące, że po tylu latach można odwdzięczyć się fanom oraz podzielić się muzyką. Mam nadzieję, że będę w stanie sprostać ich wymaganiom i dać jeszcze coś od siebie, dziękuję!

Materiał na Raven powstał 21 lat temu. Czy muzyka na płycie CD to forma, w jakiej powstała, czy może pracowałeś jeszcze nad jej brzmieniem, które wykręcił Szymon Czech? W moim odczuciu brzmi dużo surowiej niż Mercury czy TSP.

Raven w zasadzie został poddany tylko nowemu masteringowi, bo wersja wcześniejsza tego nie miała. Sleeping Bag dograłem w roku 2020 już sam i dołączyłem do tego wydawnictwa. Brzmieniowo nie trzeba było nic robić, bo chodzi przecież o historię muzyki Tower, więc nie ingerowałem brzmieniowo. Muzyka jest surowa, bo tam są tylko gitary, bas i bębny, bez upiększeń – tak miało być.

A jak się ma sprawa z Uriel? W notce wydawniczej ujawniłeś jedynie info o damskich głosach, które należą do Ewy Ortiz oraz Liv Kari. Kto z Tobą współpracował przy tym materiale?

Faktycznie , przy pracy nad Urielem pracowało wiele osób, z racji moich ograniczeń instrumentalnych byli to muzycy sesyjni, niektóre wokale nagrywane były w Norwegii, a większość w UK. Sekcja rytmiczna w USA nagrana przez  znaną osobę, ale z racji umowy nie mogę podać informacji personalnych. Teraz mamy ogromne możliwości współpracy, dosłownie z każdym i wszędzie, kosztuje to trochę pieniędzy, ale warto! Wszystkie aranżacje są mojego autorstwa, wielu muzyków ceni sobie prywatność i sporo z nich tak teraz pracuje ze względu na COVID-19 . Ewa i Liv są we wszystkich kawałkach, więc tak jakby były częścią Tower – i tak w zasadzie jest.

tower uriel 2021

Kto jest odpowiedzialny za mix i master nowej płyty Uriel?

Za mixy ja, a mastering Anton Shafarostov. To rosyjski muzyk i producent, który współpracował z takimi zespołami Graveside, Pestilentia, Sieged Mind czy Valhalla.

A nie chciałbyś, aby w przeszłości ktoś inny rzucił okiem i uchem na muzykę Tower? W Polsce nie brakuje dobrych realizatorów, by wymienić Maltę (Decapitated), Heinricha (Hate), Haldora (Behemoth).

Zawsze jestem otwarty na takie opcje. Anton nie ingerował zbytnio w to, co mu podesłałem, i nie trzymał się twardo jakichś popularnych idei. Często jest tak, że producenci chcą wchodzić z butami w mix, bo coś tam im nie pasuje i to czy tamto „powinno” brzmieć inaczej. Niespecjalnie mi to odpowiada, więc miksami zająłem się sam. Tytułowy Hope na przykład, z racji użytego instrumentarium ma już 118 ścieżek do miksowania, więc nie jest to prosta sprawa. Nie nagrywam też konwencjonalnie, gdzie z reguły gitary powtarza się, nagrywając te same riffy dwukrotnie, aby uzyskać mocniejsze brzmienie. W Tower robię to sam, lecz często są nałożone na to jeszcze dwie ścieżki dodatkowe z innymi riffami, co daje ciekawy efekt, jest mięsiście, a melodia robi się dość industrialna i niepowtarzalna. Zawodowi inżynierowie dźwięku zapewne zmiksowaliby to lepiej, ale też inaczej mogłoby to zabrzmieć na etapie końcowym. Zobaczymy co przyniesie przyszłość. To także koszty, które trzeba ponieść na pewnych etapach produkcji, a z racji, że robię wszystko sam, mam pewne ograniczenia.

TOWER Piotr Kolleck 2021 photo session 2

Uriel to jeden z archaniołów i oznacza „ogień Boży lub „światło Boga”. Jest Aniołem emocjonalności, seksualności i zbawienia. Pomaga również przy uzależnieniach. Czy tytuł płyty ma jakieś specyficzne znaczenie korespondujące z tekstami piosenek, tudzież z Twoim życiem?

Uriel jest archaniołem najbardziej sprzyjającym ludziom, ale też tym, który ma przyjść z Mieczem Ognistym. Cała idea powstania tego albumu, można powiedzieć, że jest oparta na obserwacji otaczającego mnie świata. Ludzie powinni się otrząsnąć i spojrzeć na to, co robią planecie i sobie wzajemnie. Jeszcze nie jest za późno, by otworzyć oczy i znaleźć w sobie prawdziwe człowieczeństwo.

Człowiek z natury niestety jest okrutnym i bezmyślnym  stworzeniem, lecz mającym także umysł, który  przy odrobinie wysiłku jest w stanie zrehabilitować się światu.

Na tym właśnie się opiera cały zamysł i koncepcja tej płyty.

Czyli to coś w stylu ekologiczno-społecznościowego manifestu?

Można to i tak nazwać.

A co Cię wkurza najbardziej, mając na uwadze to, co się obecnie dzieje?

Piękno, które nam podarowano bezlitośnie i bezczelnie niszczymy, a szacunek i miłość do innych gdzieś zatracamy w dążeniu do zysku i industrializacji świata. Władza i chciwość teraz mają priorytet, temu mówię nie i się przeciwstawiam.

Wróćmy do dźwięków. Nie da się ukryć, że nowa muzyka to już nie ten Tower z lat 90. Deathowy rdzeń pozostał, ale na Uriel jest więcej industrialu niż gotyku lub folku.

Zgadza się. Oczywiście tego chyba nie da się uniknąć, kto wie jakby brzmiały stare płyty, gdyby powstawały teraz, z tymi możliwościami. Zresztą człowiek się zmienia, dojrzewa i ma inne wewnętrzne “treści”, które kocha lub nienawidzi. Lata 90. to bardzo specyficzne czasy, do których wielu z nas podchodzi sentymentalnie. Byliśmy młodzi i wolni. Poza tym gdy powstawały tamte wydawnictwa, byli jeszcze inni ludzie w TOWER, co mimowolnie prowadziło do miksowania różnych pomysłów przez resztę zespołu.

Nie brakuje Ci tego? To znaczy innych osób, różnych muzycznych wizji i współpracy z muzykiem tuż obok Ciebie?

Oczywiście, że brakuje. Wspominając próby, wspólne koncerty i w ogóle czas, który spędza się z zespołem – szkoda mi tego ogromnie. Ale patrząc także z perspektywy czasu, brak presji wyzwala większe pokłady energii do tworzenia i większe możliwości do samorealizacji. Jestem świadom także,  że również w pewnym stopniu ogranicza, bo co dwie głowy to nie jedna (śmiech).

A nie obawiałeś się, że najtwardsi fani Tower będą kręcić nosem, że nowa muzyka bez tych „kościelnych” klawiszy, skrzypiec czy fletu to już nie Tower?

(Śmiech) Nie, nie bałem się, bo jestem tego w pełni świadom, że w wielu przypadkach tak będzie. Ale jestem twórcą Tower i to zawsze będzie Tower. Nigdy nie robiłem tego pod publikę czy dla zysku. Ewolucja jest nieunikniona, wielu może się odwrócić, ale wielu Uriel może przyciągnąć. Mentalność jest niestety wrogiem, a takie podejście może tylko zaszkodzić. Mam wielki szacunek i wiarę w ludzi , ale też nie rozumiem, dlaczego takie sytuacje mogą prowadzić do wręcz znienawidzenia zespołu. Każdy ma swój rozum i powinien najpierw się nad tym zreflektować.

Dla twórcy, muzyka powstaje raczej naturalnie, w sercu i głowie, to uczucie, które masz w danym momencie, a robienie czegoś na siłę tylko po to, aby do czegoś było podobne i dobrze się sprzedało  nie ma w sobie duszy i sensu.

Umieściłeś na swoim kanale YouTube utwory Forgivness oraz Disappear, które zwiastują nowy album Hope. Powiedz, w jakim stopniu materiał jest już ukończony?

Hope jest już w ponad połowie ukończony. To tak jakby druga część płyty Uriel, więc praca nad materiałem była kontynuowana na bieżąco. Całość powinna być gotowa jesienią.

Uriel zaskoczył mnie swoją industrialną stroną, klimatami muzyki etnicznej Bliskiego Wschodu (utwór Mortal, Uriel), elementami muzyki filmowej. Forgiveness z płyty Hope, pokazuje dużo lżejsze oblicze Tower, bardziej melodyjne. Jaki będzie więc Hope?

Hope faktycznie będzie trochę bardziej stonowany, ale nie zabraknie tam ciężaru, który będzie wplatał się w nostalgię i spokój. Będzie tam więcej takich kawałków jak Desert Sunset, a jak sama nazwa płyty mówi, ma dawać nadzieję. Na tej płycie dużo więcej jest klasycznych instrumentów i operowych wokali, chciałbym, aby Hope mógł uspokajać i cieszyć.

Nie da się ukryć, że obecnie rynek muzyczny przeżywa mały winylowy boom. Tak więc pytanie nasuwa się samo – czy myślisz o pokazaniu twórczości muzycznej z logo Tower na tym wyjątkowym nośniku?

Myślę , że tak. Winyl faktycznie ostatnio zrobił się bardzo popularny,  ale zważywszy na koszty myślę, że powinniśmy najpierw zapytać fanów i zrobić rozeznanie na  pre-order, najpierw na The Swan Princess i Mercury. Miło by było mieć coś takiego w kolekcji.

Wróćmy nieco do przeszłości. Zespół rozpadł się nagle, przynajmniej taka informacja gruchnęła znienacka. Mieliście wystąpić na Castle Party w 1999??, ale do tego nie doszło. Co było powodem takiego stanu rzeczy?

Tak, niestety zaraz przed wyjazdem na trasę z Anathemą i Artrosis, na co wchodził też Festiwal w Bolkowie, dostałem telefon od chłopaków, że nie przyjmują warunków, które nam zaproponowano, i nastąpił zgrzyt. Niestety szansa przeszła bokiem, myślę, że komuś zabrakło pokory,  a szkoda. Niestety nie było też możliwości, aby gdzieś to potem fanom wyjaśnić.

Wystąpiliście za to na  Metalmanii w 1999 roku. Jakie masz wspomnienia z tego koncertu?

Z takiej imprezy jak Metalmania wspomnień innych niż wspaniale chyba mieć nie można.

Niesamowita ekipa, która tam wystąpiła i ludzie, którzy przybyli, dało niesamowity klimat i fantastyczne show. Poznałem tam też kilku świetnych ludzi, którzy „mieszali” trochę również na Uriel. A koncert Samaela – mega!

Myślisz, że realne byłoby złożenie składu i granie koncertów, czy może Tower to teraz projekt stricte studyjny?

W tym momencie to raczej projekt studyjny, zważywszy na to, co dzieje się teraz na świecie. Jednak nie wykluczam opcji live w przyszłości.

A Tower w pierwotnym składzie ma szansę na reaktywację po ostatniej sytuacji?

Teraz mam tylko kontakt z jednym z chłopaków, reszta rozjechała się po świecie. Nie wiem czy znowu historia w pewnym momencie nie potoczyłaby się podobnie i po reaktywacji nastąpiłoby to samo, co kiedyś. Chcę tworzyć i się rozwijać, to moja pasja, nie biznes. Myślę, że temat byłych muzyków to zamknięty rozdział.

Śledzisz może co się dzieje na muzycznej scenie? Czy odcinasz się od muzyki metalowej, tak jak na przykład jakiś czas temu Maurycy „Mauser” Stefanowicz (ex-Vader), który zamieszkał w UK?

Od muzyki raczej nie byłbym w stanie się odciąć całkowicie, może nie śledziłem jakoś mocno tego, co się dzieje, ale to jest cześć mojego życia, więc muzyka zawsze mi towarzyszy, przez długi okres jednak nie byłem aktywny jako twórca.

Czyli obecnie kończysz pracę nad albumem Hope. Czy poza tym masz ustalone jakieś cele?

Ukończenie i wydanie Hope jest teraz dla mnie chyba najważniejsze, bo Uriel i Hope to jedność.
A potem tworzyć nowe muzyczne Przestrzenie i Światy…

tower logo

Czwarkiel
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .