UKĆ (atmospheric/emotional black metal) to solowy projekt Łukasza „Icanraza” Sarnackiego, perkusisty w takich zespołach jak Hermh, Christ Agony, Devilish Impressions, Zørormr, Voidfire czy też Corruption. Jesienią 2022 roku ukazał się debiutancki materiał w formie EPki zatytułowanej „Przemijanie„, a już wkrótce, bo 17 kwietnia br zostanie wydany pełnoprawny album studyjny pod tytułem „Coming Out” (recenzja). Po przedpremierowym odsłuchu tej płyty byłem pod niesamowitym wrażeniem jak wiele emocji udało się Łukaszowi wpleść w warstwę muzyczną, a przede wszystkim w niesamowicie osobiste liryki. Wniosek był tylko jeden, muszę porozmawiać z Icanrazem dzięki czemu teraz mogę Was zaprosić do lektury wywiadu ze sterem, okrętem i żeglarzem projektu UKĆ.
Cześć, Łukaszu. Jakieś pół roku temu rozmawialiśmy podczas festiwalu Niech Cisza Milczy i zapytałem Cię, czy planujesz stworzyć swój solowy projekt (chociażby tak jak Krimh), gdzie będziesz odpowiedzialny za całe instrumentarium. I pomimo niejednego wypitego piwa na afterze nie puściłeś przysłowiowej pary z ust. A jak się okazuje… wszystko było już przygotowane. Kiedy więc to zapoczątkowałeś?
Jedyne, co wówczas miałem gotowe, to prawie godzina muzyki, której nikt nie chciał wydać, więc trzymałem gębę na kłódkę, bo wciąż szukałem kogoś, kto stanie murem za tym materiałem jako wydawca. W sumie tego samego dnia, kiedy gadaliśmy i afterowaliśmy, zgadałem się z Zibim z Seven Gates Of Hell, ale było jeszcze o wiele za wcześnie, aby cokolwiek mówić. Natomiast cały pomysł na nagranie solowej płyty pojawił się w wakacje 2017. Wymęczony dziwnymi sytuacjami w zespołach, w których wcześniej lub wtedy grałem, poczułem impuls, który doprowadził mnie do tego, że właśnie szykuję UKĆ do sezonu festiwali letnich. Jedno jednak wciąż nie daje mi spokoju. Skąd u Ciebie myśl, że byłbym w stanie nagrać płytę w pojedynkę? Ilu znasz bębniarzy, którzy są w stanie to zrobić od A do Z? Ja przecież nigdy publicznie nie afiszowałem się z tym, że gram na czymkolwiek innym niż perkusja.
To prawda, nie afiszowałeś się. Ale będąc wielkim fanem Krimha oraz Twojej gry w Devilish Impressions, tak sobie pomyślałem, czy byłbyś w stanie zrobić wszystko samemu, tak jak Krimh. Trochę wywołałem wilka z lasu (śmiech)
Kojarzy mi się, że próbowałeś wybadać, czy ja przypadkiem nie knuję czegoś na boku z Halem, ale ręki sobie uciąć nie dam. Było późno, a piwo które piliśmy bynajmniej nie było pierwszym tego dnia (śmiech).
UKĆ. Czy to Twoja ksywka z dzieciństwa? Co to w ogóle oznacza?
Nie, to nie jest moja ksywka z dzieciństwa, to moja ksywka z teraźniejszości. W dodatku zaczerpnięta od najbliższych mi osób, bo tak mnie nazywają członkowie najbliższej rodziny, przyjaciele czy bliscy znajomi. Zupełnie nie czułem tego, aby to nazwać kolejną taką samą nazwą, jakich mamy wiele. Nie zależało mi też na tym, aby to było dziwne, anty-metalowe czy przesadnie polskie. Zależało mi na tym, aby było jak najbardziej moje.
Każdy fan ekstremalnej muzyki w naszym kraju powinien Cię kojarzyć chociażby z gry w takich kapelach, jak Abused Majesty, Christ Agony, Devilish Impressions czy Hermh. Gdybyś dostał propozycję powrotu do którejś z wymienionych kapel – wróciłbyś? Czy może Wasze drogi rozeszły się niekoniecznie pokojowo i to definitywnie zamknięty rozdział?
Do konfliktów jestem ostatni i do przesady wierzę w ludzi. Każde rozstanie było czymś spowodowane i uważam, że każde było potrzebne. Propozycje powrotu dostałem od dwóch z wymienionych przez Ciebie zespołów, na długo przed oficjalną realizacją UKĆ. Jednemu i drugiemu odmówiłem. Nie dlatego, że mam jakiś uraz, ale dlatego, że miałem już wtedy na horyzoncie plan, który w tamtym okresie wydawał mi się tak gigantyczny, że wręcz nierealny. Nie było miejsca na rozmienianie się na drobne. UKĆ to urzeczywistnienie mojego największego muzycznego marzenia. Gdybym się wówczas zajął czymś jeszcze, to być może nigdy bym nie doprowadził UKĆ do finalnej realizacji. Wyczułem moment i poszedłem za ciosem. Odpowiadając jednak na Twoje pytanie, to powiem Ci tak – w każdym zespole, w którym grałem dotychczas, czułem się świetnie. Miałem wrażenie, że ci wszyscy ludzie byli moimi przyjaciółmi na zabój. Myliłem się. Niestety, kiedy przestajesz dzielić z kimś cel, bardzo szybko wasze drogi się rozchodzą i to jest naturalna kolej rzeczy. Jeszcze gorzej, jak wciąż jesteś w zespole, w którym członkowie udają przyjaciół, a wystarczy, że się odwrócisz i z rozkoszą wbijają ci nóż w plecy. Tego też doświadczyłem, ale nie próbuj ode mnie wyciągnąć nic więcej, bo nigdy tego nie powiem publicznie.
Wiesz coś o reaktywacji Christ Agony? Kilka lat temu dotarła do mnie informacja o tym, że Cezar kompletuje skład i miałby wystąpić na festiwalu w Polsce południowo-zachodniej.
Nie mam żadnych wieści z pierwszej ręki, a nie chcę sypać plotkami, bo mogą mieć niewiele wspólnego z prawdą.
Abused Majesty. Ostatnio powrócili z martwych. Czy masz może wiedzę, kto tam teraz bębni?
Świetny jest ten nowy numer! Z tego, co wiem, to EZ Drummer. Zawsze niezawodny, nigdy nie boli go głowa i zawsze mu się chce. Brzmi to nad wyraz dobrze. Na tyle dobrze, że ciężko wyczuć brak żywego perkusisty. Adam z Markiem to doskonały duet gitarowy. Ich potencjał był kolosalny już 20 lat temu, kiedy pracowaliśmy nad „Serpenthrone”. Jak widać, nadal są świetnie naoliwioną maszyną. Piękne rzeczy robią razem i z przyjemnością posłucham pełnego, nowego albumu Abused Majesty.
Jakie były Twoje początki jako muzyka? Dlaczego akurat perkusja?
Wszystko zaczęło się, gdy na 6. urodziny dostałem pałki perkusyjne od mojego Ojca (mam je do teraz). To on mnie wprowadził w pierwsze tajniki gry na perkusji oraz uwrażliwił na muzykę. Dzięki niemu poznałem Metallikę, Iron Maiden, Deep Purple, Black Sabbath czy Guns N’Roses. To on mi wytłumaczył, jak brzmią poszczególne elementy zestawu perkusyjnego i nauczył mnie je rozróżniać. To był dość karkołomny wyczyn, ponieważ nie mieliśmy dostępu do żadnego zestawu perkusyjnego. Wszystko opierało się na obserwacjach perkusistów oraz ich perkusyjnych solówek na koncertach oglądanych na taśmach VHS. Gdy miałem niecałe 10 lat, zacząłem chodzić na lekcje gry na perkusji do mojego Wuja, który do teraz jest aktywnym muzykiem. Jakoś w tym samym czasie w moje ręce wpadła gitara akustyczna (mam ją do teraz), przywieziona ze Związku Radzieckiego przez moją ukochaną Babcię, i po cichu, hobbystycznie sobie na niej brzdąkałem. Sercem jednak zawsze byłem po stronie bębnów. Potem zaczęły się pierwsze nieudolne próby zakładania zespołów, aż trafiłem na wspomnianego Adama, z którym założyłem Abused Majesty, gdy miałem 14 lat. Reszta jest spisana na kartach muzycznej historii.
W solowym projekcie samodzielnie zarejestrowałeś partie wszystkich instrumentów: gitarę elektryczną, gitarę basową, klawisze, wokal, no i perkusję. Co było dla Ciebie najtrudniejsze, i jak długo musiałeś szlifować umiejętności, aby zagrać na zadowalającym Cię poziomie?

Nad płytą pracowałem mniej więcej cztery lata. W domu przygotowałem pełną przed-produkcję, więc miałem czas, aby osadzić pomysły w odpowiednie miejsca. Cały proces myślowy ruszył w 2017 roku. Pierwsza kompozycja – „Dlaczego?” z EP „Przemijanie” – powstała w 2019 roku. Szlifować nic za bardzo nie musiałem, bo na bębnach gram od dziecka, na gitarze i basie od 25 lat, klawisze to był drobiazg, bo jest ich niewiele, ale najtrudniej było z wokalami, przede wszystkim mentalnie. Uważam, że śpiewanie własnych tekstów, w dodatku po polsku, jest czymś bardzo intymnym. Miałem początkowo problem z tym, aby się otworzyć. Wiesz, jak masz tyle lat na karku co ja, tyle nagranych płyt za sobą, i nagle musisz wyjść ze swojej strefy komfortu – to potrafi wejść na banię. Szybko jednak się otworzyłem i rozkręciłem. Atmosfera pracy w Dobra 12 Studio jest bardzo komfortowa. Nikt nikogo nie poucza, nie pogania. W tym miejscu pomysłom pozwala się pływać i dojrzewać. Rzeczą, której musiałem się specjalnie nauczyć na potrzeby nagrania płyty, były solówki gitarowe. To zawsze było dla mnie abstrakcją. Na pomoc przyszedł mój wieloletni przyjaciel Mateusz Demianiuk, z którym grałem w Pigface Beauty. Pokazał mi podstawy pentatoniki, wytłumaczył zasady działania i dał prostą radę – „Graj solówki tak, aby dało się je zaśpiewać.” No i chyba da się 🙂
Czy pomysł solowego projektu wynikał z tego, że nie zamierzałeś iść na żadne ustępstwa i chciałeś zrobić płytę w 100% według własnego pomysłu? Czy to może zlepek muzycznych pomysłów, które uzbierałeś na przestrzeni 20-letniej kariery muzycznej?
Zdecydowanie to pierwsze. Nie chciałem tworzyć pod presją. Nie chciałem musieć kogokolwiek przekonywać do słuszności swoich wizji muzycznych. Chciałem, by pomysły dojrzewały w spokoju. Niekiedy miałem jeden dźwięk, który sam w sobie niewiele jest w stanie powiedzieć drugiej osobie. Dla mnie ten jeden dźwięk potrafił być pretekstem do napisania całego utworu. Dodawanie warstw pozwalało mi tworzyć długie, rozbudowane kompozycje dosłownie od jednej nuty. Praca w pełnym zespole bardzo często polega na tym, że każdy chce „zaczarować” resztę swoimi riffami. Często jest tak, że jak coś nie działa przy pierwszym usłyszeniu, to z marszu ląduje w koszu. Wyobrażasz sobie, że wpadam na próbę Corruption i mówię „Ej, mam fajny jeden dźwięk – zróbmy z tego utwór”. Przecież by się poprzewracali na plecy ze śmiechu. W UKĆ nie mam parcia na hity radiowe, ani na trzymanie się zasady, że utwór musi trwać minimum trzy minuty, ale nie więcej niż 4:20. Tu czas nie gra roli, a dźwięki muszą mieć przestrzeń, aby swobodnie oddychać.

Debiutanckie wydawnictwo to EP pod tytułem “Przemijanie”. Chodzi o przemijanie czasu w życiu każdego z nas?
Dokładnie tak. Sztampa, absolutna oczywistość, a jednak temat, który, gdyby tak się nad nim bardziej pochylić, potrafi skłonić do wielu przemyśleń. Chodzi o zmieniającą się perspektywę na przestrzeni dwóch pokoleń. Wystarczy zapoznać się z tekstem do tytułowego utworu, żeby zrozumieć, co jest tematem przewodnim. W tekście jestem małym chłopcem, a po chwili staję się głową rodziny. Sam finał natomiast to moje wrażenia napisane chwilę po tym, jak po ponad 30 latach odnalazłem swojego jedynego żyjącego Dziadka.
Na EPce umieściłeś utwór „Niepewność” w wersji anglojęzycznej jako bonus, który jest dostępny tylko na nośniku fizycznym. Nie byłoby lepszym posunięciem umieścić go jednak w sieci, aby dotrzeć również do odbiorcy anglojęzycznego?
Wszystko w swoim czasie. Obydwa materiały są nagrane także w wersji anglojęzycznej. Ekspansja poza granice Polski jest niedaleką perspektywą. Pomysł, aby wrzucić “Uncertainty” tylko na fizyczne wydanie, też nie był przypadkowy. Odkąd skończyłem 7 lat, jestem uzależnionym kolekcjonerem – płyt CD, winyli, kaset, merchu. Kocham muzykę i uważam, że posiadanie namacalnego dowodu wdzięczności za dźwięki i słowa to właśnie posiadanie czegoś związanego z artystą, czegoś co można dotknąć. Chciałem, aby osoby, które kupiły lub kupią EP “Przemijanie” dostały coś ekstra. Bo to oni wykazali inicjatywę, to oni wyciągnęli rękę, to oni dali mi doraźny sygnał, że są zainteresowani tym co robię. To oni są prawdziwi, nie statystyczne słupki.
Szczerze powiedziawszy po odsłuchu EPki, miałem mieszane uczucia. Muzycznie wszystko się broniło, wokalnie było akceptowalne, ale na warstwę liryczną “kręciłem nosem”. Wspierałeś się kimś, jeśli chodzi o finalny kształt tekstów?
Albo nie doczytałeś wkładki, albo tylko udajesz 😉 Nie wspierałem się nikim przy żadnym z etapów pracy. Nie mogłem sobie pozwolić na to, aby ktokolwiek wsadził łapy w ten materiał. Złamałbym wówczas swoje postanowienie i ten materiał wcale by nie był już taki solowy, jak ja to rozumiem. Dla mnie płyta solowa to materiał skomponowany, wykonany i wyprodukowany w 100% przez jedną osobę. To jest album solowy w pełnym znaczeniu tego terminu. Teksty są bardzo osobiste, emocjonalne, w sumie mało metalowe. Wiesz, jedni lubią piosenki o labiryntach, piekłach, wojnach, wampirach czy zimie, a ja wolę konkrety, które mnie ruszają do tego stopnia, że nie mogę wysiedzieć w miejscu. Stworzyłem sobie szansę, aby przemówić do ludzi, słuchaczy, więc nie chciałem tego zmarnować na pisanie o duperelach.
Odbiór tekstów na albumie był już dla mnie bardziej przyjazny. Może to przez niezliczoną ilość odsłuchów tego materiału i przesiąknięcie klimatem i Twoją formą liryków. Teksty w języku ojczystym pewnie pomagają słuchaczom zrozumieć przesłanie. Czym są dla Ciebie teksty zaśpiewane na obydwu wydawnictwach?
Muszę tu wyjaśnić pewną bardzo ważną kwestię. Otóż EP „Przemijanie” oraz album „Coming Out” to pierwotnie jedna całość. To Zibi z Seven Gates Of Hell wpadł na pomysł, aby rozbić ten materiał na dwa wydawnictwa. Dla mnie to jest całość, w której pierwsza część bez drugiej nie istnieje. Teksty przede wszystkim dotyczą moich osobistych przeżyć, ale pozwalam sobie niekiedy na odstępstwa. „Dlaczego?” jest historią zainspirowaną przeżyciami Tomasza Komendy oraz filmem pt. “Cud w celi Nr 7”. „Uchodząc” to mój stosunek do dyskryminacji i reakcja na dramaty rozgrywające się chociażby tuż obok mnie, w pobliskich lasach w okolicy granicy polsko-białoruskiej. To wciąż trwa, ale nikt już o tym nie mówi, bo temat się zestarzał i już nie jest „medialny”. Tekst do „W Przepaść” napisałem dzień po zaostrzeniu w Polsce ustawy antyaborcyjnej. Nienawidzę polityki, zawsze uważałem, że szkoda sztuki na tego gniota, ale to, co się wówczas wydarzyło, zrobiło na mnie takie wrażenie, że chciałem krzyczeć, choć nie byłem w stanie wydusić z siebie dźwięku. Całe poczucie beznadziei przelałem na papier i to pozwoliło mi spuścić trochę powietrza… Cała reszta to totalna prywata, sprawy, które mnie dotknęły bezpośrednio i wywarły na mnie taki nacisk, że aby móc sobie z tym poradzić, musiałem to przekuć w słowa.
Co się wydarzyło 10 października 2020 roku (melodeklamacja w otwierającym płytę utworze „Królu dnia”)?
Bardzo ciężko jest mi o tym mówić, tym bardziej, że sprawy powoli wracają na właściwe tory. To był dzień, kiedy od bardzo bliskiej mi osoby usłyszałem niezwykle ciężkie słowa, które bardzo mnie zraniły. Dzień, kiedy pękło mi serce i świat się rozsypał na drobne kawałki. Nigdy wcześniej nie czułem takiej pustki i beznadziei. Ludzie jednak są skorzy do naprawiania błędów, a ja nigdy nie odmówię drugiej szansy komuś, kogo kocham.
Czy mógłbyś w skrócie opowiedzieć o znaczeniu tekstów każdego z utworów na nowej płycie?
„Królu Dnia” i „Głupcze Życia” to właściwie jeden tekst i jeden utwór. Rozdzieliłem go, bo stwierdziłem, że będzie to fajna klamra na otwarcie i zakończenie płyty, ponieważ riff otwierający i kończący album jest taki sam. Ponadto dorzuciłem na start bicie serca mojej Córki, a na finał – Syna, nagrane jeszcze podczas ich życia płodowego. Sam tekst obydwu utworów to konsekwencja wydarzeń z 10 października 2020, o które pytałeś przed chwilą. „Niepewność” to utwór o miłości napisany z myślą o mojej Żonie. „Głuche Oczy” to numer opowiadający o potędze uzależnienia od drugiej osoby oraz o niemocy kobiet wobec przemocy domowej. „W Przepaść” za to jest moim twardym stanowiskiem w imię równości, w imię poszanowania wolności i praw człowieka. To mój znak równości między ludźmi, niezależnie od orientacji seksualnej, koloru skóry czy wyznania.
Zarówno EP, jak i album ukażą się nakładem Seven Gates of Hell / Hellshop.eu. Jak doszło do Waszej współpracy? Jak w ogóle obecnie wygląda proces szukania wydawcy, bądź co bądź – przez znaną w metalowym światku personę?
Dogadałem się z Zibim z Seven Gates, zgadaliśmy się na Niech Cisza Milczy 2022, gdzie grałem z Corruption i był to jedyny człowiek, który się tym materiałem faktycznie zainteresował. Myślałem, że przy wspólnym zaangażowaniu przeniesiemy góry, ale trochę brakuje tego „wspólnego zaangażowania”. Wydawcy szukałem bardzo długo, bo od stycznia do sierpnia 2022. Proces, który totalnie oskubał mnie z artystycznych piórek. Mój staż, doświadczenie, liczba nagranych płyt – to nie miało żadnego znaczenia. Nie dostałem żadnych odpowiedzi. Mniejsze firmy udzieliły mi odmownej odpowiedzi dopiero po tym, jak sam do nich napisałem z ponagleniem, większe zupełnie przemilczały. Ogólnie totalna klapa, nie było z kim gadać. Teraz żałuję, że nie pokazałem tego materiału jeszcze kilku innym osobom, ale to już musztarda po obiedzie…
Wydaniem EPki zbadałeś , jakiego odbioru będziesz się mógł spodziewać przy okazji premiery płyty. Jaki dostałeś feedback po wydaniu “Przemijania”?
Bardzo dobry, wręcz powiedziałbym, że niekiedy uskrzydlający. Niesamowite są wiadomości od ludzi, którzy piszą, jak bardzo potrafią odnaleźć swoje przeżycia w moich tekstach. Pojawiły się pierwsze propozycje koncertów, więc też fajnie, bo zaczynamy z grubej rury na sporych imprezach festiwalowych. UKCia grają też duże rozgłośnie radiowe. Natomiast nie piszą żadne gazety, ale może kiedyś napiszą. Może zasłużę (śmiech).
W kwietniu ukaże się debiutancki album, a jego tytuł to “Coming out”. Cytując Wikipedię: „Coming out – proces samodzielnego ujawniania przed innymi ludźmi (np. rodziną, przyjaciółmi, znajomymi czy współpracownikami) własnej orientacji seksualnej, tożsamości płciowej lub poglądów, właściwych dla mniejszości społeczeństwa”. Jakiego rodzaju jest Twój coming out?
Artystyczny, czyli jak to nazwałeś za Wikipedią – „właściwy dla mniejszości społeczeństwa”. Bardzo ważny był dla mnie odpowiedni tytuł dla tej płyty. Po pierwsze dlatego, że chciałem podkreślić, że to jest mój pierwszy oficjalny krok jako kompozytora, tekściarza, gitarzysty, wokalisty, basisty, producenta, klawiszowca. Nigdy wcześniej muzycznie tak się nie obnażyłem. Przy okazji chciałem pomachać po przyjacielsku mniejszościom seksualnym w Polsce, które wspieram.
W czerwcu UKĆ zagra na Frozen Sun Fest. Czy skład to muzycy z Twojej szkoły, Rockalizacja by Mapex?
Udało mi się zebrać doskonałych muzyków, ale przede wszystkim ludzi, z którymi mnie wiele łączy. Najbardziej cieszy jednak fakt, że im się chce. To bardzo motywuje. Część z nich to ludzie, z którymi pracuję w Rockalizacji, część to ludzie, z którymi grałem w zespołach, o których wcześniej wspominaliśmy. Frozen Sun to pierwsza impreza, ale w planie jest jeszcze kilka w tym roku. Zagramy na samych dużych scenach, z pirotechniką i pełną produkcją. Traktuję to jako takie moje „teraz albo nigdy”, dlatego te koncerty będą dopieszczone do granic możliwości.
Czy oprócz letniego festiwalu będzie można zobaczyć UKĆ na żywo?
Tak – Rockowisko Zwierzyniec z Lipali, Hunter, Frontside, Vader, Trauma, itd. Natomiast jesienią zagramy kilka klubowych koncertów. Ilość przygotowań oraz poziom inwestycji jest tak ogromny, że zamknięcie tego w obrębie jednej imprezy byłoby zwykłą głupotą.


Mieszkasz i pochodzisz z Białegostoku, w którym doszło do Batushkowej schizmy. Co sądzisz o tym całym rozłamie?
Proszę mnie nie angażować w jakiekolwiek konflikty. Cała drama tak się rozlała po świecie, że każdy mógł sobie wyrobić opinię na ten temat. Ja swoją zostawię dla siebie.
Miałeś propozycję grania w Batuszce?
Nie.
Masz jeszcze jedną drobną część wspólną z Batushką. Chodzi o Piotra Polaka i jego Dobra 12 Studio, w którym zespół Bartka rejestruje muzykę.
Czyj zespół? (śmiech) Piotrek Polak jest moim kolegą od ponad 20 lat. Na przestrzeni ostatnich 10 lat wszystkie sesje nagraniowe robiłem z nim – Zorormr, Darzamat, Devilish Impressions, Corruption, Wicked, Voidfire, Allone. Rozumiemy się bardzo dobrze i znamy swój system pracy, dlatego nasze sesje przebiegają bardzo sprawnie. Dobra 12 Studio to wspaniałe miejsce, z niesamowitym klimatem. Cieszę się, że nagrywają tam różne zespoły, bo studio jest tego warte.
Fajnie, że wspomniałeś o Darzamat! Flauros jest chyba człowiekiem bez wolnego czasu, bowiem od czasu premiery “A Philosopher at the End of the Universe” nie udało nam się umówić na wywiad. Na tej płycie perkusję nagrałeś Ty i Kamil Bagiński. Mógłbyś mi wytłumaczyć tę kwestię?
To jest ciekawa sprawa. Całe bębny nagrałem ja, ale na etapie miksowania materiału Jarek Baran marudził na to, jak te bębny brzmią. Ja uważam, że brzmiały bardzo dobrze, ale nie kleiło im się tam coś w miksach. Kamil nagrał sample, czyli pojedyncze uderzenia na innym zestawie bębnów i blach, które im bardziej pasowały brzmieniowo. Później te sample zostały podstawione w dokładnie te same miejsca pod moje uderzenia. Reasumując, są tam moje groove’y, moje pomysły, ale zagrane inną ręką. Taki trochę patent na obcego 😉
Zapewne wiesz, jak się rozwinęła kariera Krimha, który również wydaje solowe albumy pod swoim szyldem. Szerszej publiczności pokazał się w powracającym na scenę Decapitated, a następnie przeszedł do greckiego Septicflesh. Czy masz muzyczne marzenie, aby trafić do światowej klasy zespołu i jeździć po całym świecie, koncertując?
Kiedyś miałem takie marzenia, ale na przestrzeni lat mocno zmieniło się moje podejście do tej sprawy. Przede wszystkim dlatego, że niezbyt mi się chce wchodzić w czyjeś buty i silić się na to, aby zadowolić ewentualnego lidera zespołu. Nie chcę w składzie pełnić roli gościa, którego z łatwością może zastąpić ktokolwiek inny. Chcę działać na swoje konto. Nie zamierzam większości życia spędzić w trasie. Mam rodzinę, dzieciaki, które dorastają. Czasu z nimi nikt i nic mi nigdy nie odda. Nie mam też żadnego parcia na szkło i ustawianie się do zdjęć obok kogoś, kto w każdej chwili, na pstryknięcie palcami, znajdzie sobie kolejkę chętnych na moje stanowisko i nawet nie zauważy różnicy. Nie chcę też przypisywać sobie cudzych zasług i udawać, że jestem częścią sukcesu jakiegoś zespołu. Wolę swój mały świat. Mały, skromny, ale własny.
Grasz na perkusji ponad 20 lat. Jak u Ciebie wygląda kwestia doskonalenia umiejętności gry?
W sumie to będzie już 30… Rozwój umiejętności to też kwestia pewnego doświadczenia i dojrzałości. Jeszcze 15 lat temu uważałem, że najważniejsze to osiągnąć technikę pozwalającą grać jak najszybciej. Kiedy zorientowałem się, że pojawiają się coraz młodsi, którzy w tej kwestii wciągają mnie nosem, zrozumiałem, że sprint nie będzie moją dyscypliną perkusyjną 😉 Tak się złożyło, że wtedy też bardzo intensywnie zacząłem grać na gitarze. To mnie bardzo uwrażliwiło na muzykalność, dynamikę, granie pauzami – inaczej mówiąc: groove. Zacząłem dużo słuchać siebie, tego jak brzmię, i pracowałem nad artykulacją. Do teraz jest to dla mnie kluczowa sprawa. Chcę z perkusji wyciskać esencję, być częścią muzyki, a nie tylko podstawą rytmiczną.
Jesteś endorserem marki Mapex od dobrych 10 lat. Co musiałoby się wydarzyć, abyś przesiadł się na inne beczki? Intratny deal z Tamą albo Pearlem?
Lojalność jest jedną z najważniejszych cech w moim kodeksie wartości. Mapex daje mi tak wiele, że nawet mi nie ćmi w głowie pomysł, aby cokolwiek w tej kwestii zmieniać. Utożsamiam się z tą marką, chcę być jej częścią, chcę ją promować i wspierać tak bardzo, jak tylko mogę. Nie pędzę na oślep za prestiżem tylko po to, aby stanąć pokornie na końcu układanki w gronie o wiele większych artystów. Nie potrzebuję tego. Jeśli Mapex mnie nie wykopie, to ja sam się nigdzie nie ruszę.

Czy śledzisz polski underground muzyki ekstremalnej? Pytam nie bez przyczyny. Czy masz na swoim radarze młody zespół, za który wyjątkowo trzymasz kciuki?
Nie siedzę w tym już tak głęboko, jak na przełomie XX i XXI wieku. Pamiętam jeszcze czasy tape tradingu, kserowanych flyersów, zinów, etc. To miało swój elitarny charakter i wtedy byłem bardziej na bieżąco ze wszystkim. Teraz czasem coś mi wpadnie w ręce, bądź wskoczy na playlistę i zrobi mi przysłowiowe „Kuku”. Bardzo duże wrażenie zrobiła na mnie ostatnia płyta zespołu Kres, poza tym Varnheim, białostocki Lucille, Death Has Spoken czy Hellfuck. Z mniej metalowych bardzo mi się podobają debiuty Hypnosaur i .bHP. Osobiście też mocno kibicuję zespołom, w których maczałem palce, czyli Wicked czy Voidfire.
Wkrótce premiera albumu, potem koncerty. Jakie masz plany na przyszłość?
Na razie mocno skupiam się na przygotowaniach do koncertów. Strefa live jest dla mnie bardzo ważna, dlatego chcę to zrobić w zgodzie z moimi założeniami. Powoli rośnie już stosik nowych pomysłów na drugi album, gotowych mam też kilka tekstów. Życie dostarcza takich wrażeń, że jeszcze trochę, a książkę napiszę 😉
Czy pracując nad nową płytą, zaangażujesz muzyków koncertowych?
Nie. UKĆ to z założenia jednoosobowy projekt studyjny, natomiast live jesteśmy normalnym czteroosobowym bandem. Tak jest teraz i tak zostanie na zawsze. Jest to czysty układ między mną a zespołem. Praca nad nagraniami płyty dostarczyła mi takich artystycznych wrażeń, jakich nie jestem w stanie porównać z jakimkolwiek innym uczuciem. Chcę to móc przeżywać, jeszcze i jeszcze.
Ostatnie słowa należą do Ciebie…
Kłaniam się nisko osobie, która doczytała to do końca. W dzisiejszym zabieganym świecie uzależnionym od scrollowania, to niezwykła sytuacja, że komuś się w ogóle chciało. Dziękuję, Piotrek, za wnikliwe, dalekie od sztampy pytania. Widzimy się na koncertach UKĆ. Peace & Love!
Liczę na koncert w Poznaniu. Do zobaczenia!
Ja też. Gdzie się teraz u Was gra? Jeszcze do niedawna, gdy myślałem: Poznań, to od razu kojarzyło się to z “Bazylem”…
Bazyla wykurzyli z dotychczasowej miejscówki. Obecnie? Hmm….Klub Pod Minogą, Tama oraz Próżność ewentualnie 2progi.

- Muzycy TURBO doceniają nastolatków z ADHD - 28 stycznia 2026
- Wrocławski ODYUM na koncercie w Poznaniu - 27 stycznia 2026
- Wygraj bilet na koncert zespołu NAPALM DEATH - 27 stycznia 2026
Tagi: Abused Majesty, Atmospheric Black Metal, Batushka, black metal, christ agony, Devilish Impressions, emotional black metal, Icanraz, Krimh, multiinstrumentalista, perkusista, Rockalizacja, Seven Gates of Hell, solowy projekt, ukć, ukć coming out, UKĆ Przemijanie, Łukasz "Icanraz" Sarnacki.






