Wothrosch należą do nowych zespołów na greckiej scenie blackmetalowej i szkoda by było, gdyby przeszli bez echa. Zamiast charakterystycznego dla wielu kapel z południa „ciepłego” soundu i epickiego brzmienia, oni prezentują gatunek w zgoła innej odsłonie, pełnej emocji i chłodu, a w swoich tekstach nie wahają się spojrzeć w głąb ludzkiej psychiki. Pomimo intrygującego debiutu, zespół niekoniecznie ma w planach występy na żywo – w poniższym wywiadzie udało się nam dowiedzieć, dlaczego. Ponadto Philip, wokalista i autor tekstów, opowiedział nam o wizualnym aspekcie muzyki Wothrosch, symbolice poszczególnych utworów oraz o tym, co najbardziej ceni w polskiej scenie blackmetalowej.
Interview with Wothrosch – English
Wasz debiut został bardzo pozytywnie przyjęty – czy niebawem możemy się spodziewać trasy promującej tę płytę?
Philip: Uwielbiam występować na żywo, jednak nie mamy tego w planach, dopóki nie znajdziemy odpowiedniego sposobu na przeniesienie naszej muzyki na warunki koncertowe – to dlatego, że Odium jest albumem, który przede wszystkim ma wprawić słuchacza w specyficzny nastrój. Można powiedzieć, że nasza muzyka powinna zaistnieć na żywo jako doświadczenie, a nie jedynie jako koncert. Jeden z moich ulubionych zespołów to Anaal Nathrakh i pamiętam czasy, w których byli studyjnym zespołem. Dzięki temu można było snuć domysły, wyobrażać sobie, jakby ich muzyka brzmiała na żywo – tworzyło to pewną aurę tajemnicy wokół zespołu i niemalże mistycyzm, który również chcielibyśmy zachować.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że występy na żywo to podstawowe źródło przychodu dla wielu zespołów, ale osobiście mam wrażenie, że ważniejsze jest dla nas skupienie się na naszej twórczości studyjnej. Na chwilę obecną mamy znacznie więcej do powiedzenia w studio oraz w środkach przekazu wykraczających poza muzykę, jak na przykład na wystawie fotografii, którą zorganizowaliśmy w styczniu.
A właśnie, tę wystawę – Odium Magno – związaną z waszym albumem, zorganizowaliście w tym roku w Atenach. Skąd pomysł?
Głównym celem było zaprezentowanie naszej muzyki, aspektu wizualnego i tematów przewodnich naszego albumu przed widownią – niekoniecznie podczas występu na żywo. Szukaliśmy najlepszej formy kontaktu z ludźmi, do których najbardziej przemawiała nasza twórczość. Wszystko zaczęło się, kiedy skontaktowaliśmy się z naszą fotografką Jane, odpowiedzialną za wszystkie zdjęcia robione do albumu. Pomysł zorganizowania wystawy od razu przypadł jej do gustu, więc zajęła się ośmioma nowymi zdjęciami, z których każde nawiązywało do poszczególnego utworu z naszego albumu. Skomponowaliśmy również ambientową ścieżkę trwającą około czterdziestu minut, którą zatytułowaliśmy Odium Magno. Jednocześnie była to nazwa naszej wystawy, która oznacza “wielką nienawiść” i nawiązuje do tytułu albumu, stanowiąc pewną grę słów.
Uważamy, że niektóre z tematów i motywów na naszym albumie mogą być przekazane w innej formie, niż black oraz death metal, czy muzyka metalowa w ogóle. Można je zawrzeć również w formie innego gatunku muzycznego lub w wizualnym przekazie, takim jak fotografia. Ten album nie zamyka się na żadne formy wyrazu artystycznego.
Reakcja zwiedzających wystawę była pozytywna, myślę więc, że także w przyszłości będziemy rozszerzać naszą działalność również na inne środki przekazu. Naprawdę znaczące było dla nas to, że różne osoby podchodziły do nas i wspominały o tym, że chciałyby zobaczyć więcej projektów muzycznych, które zajmują się czymś takim. Odnoszę wrażenie, że w tym kierunku powoli zmierza cała scena metalowa. Z jednej strony zawsze będą zespoły, których głównym zajęciem będzie dawanie koncertów na żywo, jednak z drugiej jest też wielu artystów, którzy szukają alternatywnych sposobów na przedstawienie swojej sztuki.
Dobrym przykładem jest nowy klip od Gaerea, z którymi dobrze się znamy – chodzi mi o wideo do utworu Dormant. To dzieło Claudio Marino, który reżyserował również nasze klipy. Dormant to tak naprawdę nagranie, na którym Guilherme (Henriques, założyciel i frontman zespołu Gaerea) leży na podłodze przez osiem minut – to coś zupełnie innego, niż typowy teledysk. Ludzie w komentarzach oszaleli na punkcie Dormant i to świetna sprawa, że tak wiele osób w ekstremalnej odmianie metalu pozostaje otwartych na podobne nowości. To coś, z czym również my postanowiliśmy eksperymentować. Oczywiście nie jesteśmy pierwszym zespołem, który tak robi – tak „multimedialna” jest np. Amenra.
Mimo wszystko chcemy zaprezentować nasz punkt widzenia i podejście do muzyki.
Myślę, że Odium z całą pewnością można określić mianem multimedialnego projektu czy nawet doświadczenia. „Kinematograficzne” utwory zdają się być waszą mocną stroną. Mogłyby nawet pełnić rolę ścieżki dźwiękowej do jakiegoś filmu. Czy chcielibyście się zająć czymś takim?
To ciekawe, że o tym wspominasz. „Kinematograficzny” to słowo, którego używamy dość często w odniesieniu do naszej muzyki, ponieważ czerpiemy dużo inspiracji i wpływów ze świata filmu.
Podczas odsłuchu Odium można to chyba zresztą zaobserwować – niektóre z utworów zostały skomponowane i przedstawione w sposób odbiegający od tradycyjnego rozmieszczenia ścieżek na albumie – w ten sposób można go niemal postrzegać w kategoriach soundtracku.
To, co powiem, będzie dość oczywiste, ale wasza muzyka idealnie by się nadawała do horroru.
Film grozy byłby świetny, z całą pewnością. Zobaczymy, może kiedyś nam się to uda! Nasz materiał prawdopodobnie mógłby pełnić rolę ścieżki dźwiękowej do całkiem wielu różnych filmów, gdyż ludzka psychika jest jednym z bardzo istotnych tematów naszego albumu. Zmieni się to jednak na naszym drugim albumie – postanowiliśmy pójść w innym kierunku. Jak często powtarzam, nie zamierzamy komponować drugiej części Odium.
Myślę, że zachowanie otwartego umysłu to lepsze podejście, niż nagrywanie na nowo tego samego lub bardzo podobnego materiału.
Tak, istotne jest też to, jak różnej muzyki słucham – nie tylko metalu. Podczas odsłuchu Odium można się przekonać, jak wiele różnych stylów muzycznych tam zawarliśmy. Podobnie będzie zresztą z nowym albumem, nad którym obecnie pracujemy. Eksplorujemy przeróżne gatunki, pozostając głównie przy death oraz black metalu.
Wracając jednak do tematu Odium – to zabawne, jak wielu ludzi zaklasyfikowało nas jako sludge/black metal, ponieważ w czasie komponowania albumu w ogóle nie słuchaliśmy sludge. Jeśli miałbym wskazać inny gatunek poza black i death, który odgrywa tam najważniejszą rolę, wymieniłbym doom. Ale z drugiej strony gatunkowe etykietki przecież nie są najważniejsze – dla mnie najbardziej liczy się to, że ktoś posłuchał naszego albumu i podobało mu się to, co usłyszał.
Zapewne doczekałeś się pozytywnych i ciekawych reakcji również na twoje teksty. Jeśli dobrze zrozumiałam utwory takie, jak Mass, zawarłeś tam nawet motywy Ścieżki Lewej Dłoni i szeroko pojętej duchowości. Jeśli mogę spytać, jesteś uduchowioną osobą, czy jest to raczej środek wyrazu artystycznego i pewna inspiracja?
To naprawdę fascynujące zagadnienie. Ze względu na to, że jestem odpowiedzialny za nasze teksty, mogę opowiedzieć, jak to wygląda z mojej perspektywy i mogę tutaj mówić jedynie za siebie – chociaż uważam się za uduchowioną osobę, nie podążam konkretnym nurtem filozofii.
Szeroko pojęta Ścieżka Lewej Dłoni może być tutaj odpowiednim określeniem moich przekonań, jeśli ktoś chce to tak nazwać. Przede wszystkim z całą pewnością mam w swoim życiu coś, co postrzegam jako pewną siłę wyższą, i w moim wypadku tą siłą byłoby oświecenie, iluminacja. Te określenia są czasem tożsame z Lucyferem. Nie określam się jednak jako wyznawca lucyferianizmu czy satanizmu, ponieważ odnoszę wrażenie, że to bardzo ograniczające stwierdzenia. Bywa, że podążanie konkretną ścieżką duchową i przestrzeganie jej zasad narzuca wiele ograniczeń i limitów – odniosłem takie wrażenie już dawno, kiedy czytałem wszystkie te okultystyczne książki. Często brzmiały zupełnie tak, jakby należało mieć określony zestaw przekonań, przestrzegać zasad, wykonywać konkretne rytuały… to wydało mi się zbyt ograniczające, wręcz przytłaczające. Nie bardzo przejmuję się duchowymi pismami, książkami czy surowo wyznaczonymi zasadami.
Duchowość niewątpliwie pełni znaczącą rolę w tekstach, jakie piszę i w muzyce, jaką komponujemy. Nie jestem tu jednak adwokatem żadnej duchowej ścieżki i nie próbuję prawić ludziom kazań – po prostu piszę o rzeczach, które są ważne w moim życiu, czego rezultatem było rozwinięcie pewnych zagadnień związanych z duchowością na Odium. Mimo wszystko nie był to mój główny cel – to, co było moim tematem przewodnim, to ogrom emocji, jakie nam towarzyszyły. Trzeba przy tym pamiętać, że Odium zaczęliśmy pisać przed pandemią, nawet przed tym, jak COVID-19 wszystko zatrzymał. Cała niestabilność, stres, niepokój udzielający się wszędzie na świecie – to był nasz główny motyw. Dopiero na następnym albumie skupimy się trochę bardziej na naszych przekonaniach.
Odpowiadając więc na twoje pytanie – duchowość jest dla mnie bardzo ważna. Jestem przywiązany do swoich przekonań, które można nazwać wierzeniami, jednak dopiero w przyszłości będę mógł zgłębić ten temat w tekstach Wothrosch.
Na Odium ten temat nie został poruszony tak dogłębnie, za przykłady mogą posłużyć utwory takie jak Mass oraz Reign – zwłaszcza Mass jest utworem, który można by potraktować jako swoisty nośnik moich przekonań. Jak przede mną powiedziała to już pewna mądra osoba – satanista to tak naprawdę wolny człowiek. Tak się właśnie czujemy w Wothrosch, ponieważ pozwalamy sobie na dużą swobodę w naszej twórczości. Dla nas, najważniejsza jest tutaj wolność i wspomniane przeze mnie wcześniej oświecenie.
Myślę, że moglibyśmy przeprowadzić dwugodzinną rozmowę jedynie o tym! Krótko mówiąc: nie przepadam za etykietami i przesadnie szczegółowymi określeniami. Kiedy ludzie widzą takie etykiety, szufladkują cię w pewien bardzo określony sposób, czego nie znoszę.
Jestem po prostu uduchowioną osobą, która opowiada się za wolnością oraz zwracaniem uwagi na swoje osiągnięcia i na swój szeroko pojęty cel w życiu. W moim rozumieniu, właśnie to się liczy.
Jak wspominałem wcześniej, nie chcę nikomu prawić kazań. Zamiast tego wolę pozostawić teksty utworów otwarte do interpretacji i pozwolić ludziom zbudować swoją własną relację z każdym z nich. Chciałbym, żeby interpretowali je w taki sposób, jaki ma dla nich największe znaczenie.
Co oznacza nazwa zespołu i skąd się wzięła?
Fajnie, że o to pytasz. Nazwa zespołu, Wothrosch, po grecku dosłownie oznacza kanał, rynsztok.
To po prostu miejsce, do którego spływają wszystkie ścieki. Kiedy zaczęliśmy myśleć o tym, jak możemy nazwać nasz projekt – to było jeszcze w 2018 – chcieliśmy znaleźć nazwę, jaka najtrafniej reprezentowałaby naszą muzykę. Słuchałem w tym czasie demówki, nad jaką pracował nasz gitarzysta, i na której znalazł się riff, który dosłownie brzmiał jak wyciągnięty z rynsztoka, na sam dźwięk można się było skrzywić. To był dla nas przełomowy moment, w którym powiedzieliśmy sobie „Eureka” i od razu postanowiliśmy, żeby tak właśnie nazwać nasz projekt.
Ponieważ sposób, w jaki zapisaliśmy nazwę projektu, nie ma sensu i nie jest poprawnym zapisem tego słowa, często nawet Grecy nie wiedzą, co oznacza ta nazwa. To świetna sprawa, bo spotyka się z nieoczywistymi reakcjami i zaskoczeniem. Od początku chcieliśmy wybrać nazwę o szorstkim brzmieniu, która obrazowałaby rodzaj nagrywanej przez nas muzyki. Im dłużej tworzymy pod tą nazwą, tym więcej znaczenia dla nas nabiera i tym bardziej zdajemy sobie sprawę, że jest w tym coś znacznie więcej.
Z czasem stała się ona niemalże określeniem pewnego stanu emocjonalnego czy nastroju, nabierając bardziej złożonego znaczenia.
Wasza nazwa jest przy okazji trochę jak gra słów. Podobny zabieg pojawia się u niektórych zespołów na polskiej scenie, której zresztą poczynania śledzisz, jak się zorientowałam jakiś czas temu. Są to zespoły, których twórczość i teksty są inspirowane motywami z popkultury, historii, pewnymi zjawiskami kulturowymi… Bez znajomości polskiego, powiedziałbyś, że przekaz ich muzyki do ciebie przemawia?
Uwielbiam polską scenę i mam do niej olbrzymi szacunek. Dawniej to Norwegia i Szwecja były najbardziej wpływowe, należałoby też wymienić Grecję wśród najważniejszych krajów. Obecnie wszystko w scenie blackmetalowej jest skupione wokół Islandii oraz Polski, a ja w zasadzie od zawsze byłem większym zwolennikiem tego, co dzieje się na polskiej scenie, niż islandzkiej.
Świetnie! Możesz coś więcej o tym powiedzieć?
Jak najbardziej! Polska scena jest niesamowita, zupełnie jak powiew świeżego powietrza. W tej muzyce jest tyle emocji, a to tylko jedna z rzeczy, które przyciągnęły mnie do polskiego black metalu.
Powiedziałbym, że islandzki black jest bardziej odległy, co do mnie przemawia, ale jeśli chodzi o polską scenę, zwłaszcza zespoły takie, jak Blaze of Perdition i Mānbryne… po prostu uwielbiam te projekty. Mānbryne to świetny przykład zespołu, którego dźwiękowa tożsamość została przeniesiona na tematy, które poruszają w swoich tekstach. Sprawdzałem tłumaczenia ich utworów i od dawna nie czytałem tekstów, które byłyby równie głębokie. Paweł jest niesamowitym artystą i znakomitym autorem tekstów, a przy tym zdecydowanie kimś, kto niezwykle mi imponuje.
Uwielbiam też Odrazę. To był jeden z zespołów, do których najbardziej nas ciągnęło podczas prac nad Odium. Zaintrygowało mnie zarówno ich brzmienie, jak i wizualny aspekt ich muzyki – taki jak okładka Esperalem Tkane. Naprawdę porwało mnie ich brzmienie! Było dużą inspiracją dla nas obu, gdy byliśmy w trakcie pisania naszego albumu. Wiadomo, że zespoły takie, jak Mgła czy Batushka również należą do artystów, do których twórczości często wracam – pamiętam zresztą, jak głośno było o tych ostatnich, kiedy wyszła Litourgiya i ludzie wprost szaleli za tym albumem.
I na koniec, chociaż to nie mniej istotne, uwielbiam twórczość Nergala i jestem fanem jego dokonań, czy to z Behemoth, czy z Me And That Man. Ciekawe jest widzieć wpływ materiału tego drugiego projektu na najnowszych dokonaniach studyjnych Behemoth. To trochę tak, jakby pojawiała się tam różnorodność dorównująca połączeniom gatunkowym na Me And That Man – to fascynujące.
Od czasu, gdy byliśmy nastolatkami, Behemoth należeli do najważniejszych dla nas zespołów – i w pewnym sensie wciąż należą – które najbardziej nam imponowały. Tym, co robi na mnie szczególne wrażenie, jest ich ewolucja przez lata i to, jak reprezentują sobą w zasadzie dokładnie to, o czym wspominałem wcześniej – swobodę twórczą i totalną wolność w komponowaniu swojego materiału. Ci goście robią, na co tylko mają ochotę!
W swojej twórczości zawierają tyle aspektów tego, czym jest „ekstrema”, w dodatku im starsi się robią, tym bardziej ekstremalni się stają, to naprawdę fascynujące. Może nie w kwestii dźwięku, ale przekaz wizualny i całokształt ich twórczości taki właśnie się stał.
Tymczasem nasz gitarzysta uwielbia wszystko, co islandzkie. To dlatego wciąż mówię o artystach z tych dwóch krajów – mam wrażenie, że to właśnie te dwie sceny są obecnie liderami w black metalu. Spróbuj na przykład podać tytuł albumu z innego kraju, który w ostatnich latach byłby równie wpływowy dla sceny, co Exercises in Futility. To właśnie ta płyta w bardzo dużej mierze zdefiniowała współczesny black metal. Okazała się inspiracją dla bardzo wielu zespołów i w pewien sposób można to powiedzieć również o islandzkich grupach, chociażby Misþyrming, Sinmara czy Svartidauði. Jeśli jednak miałbym wskazać swoich faworytów, byłyby to polskie zespoły – Odraza, Mānbryne, Blaze of Perdition, Mgła… uwielbiam je.
Tak naprawdę wystarczy zajrzeć na twojego instagrama, żeby zobaczyć, jak często słuchasz polskiego blacku.
Tak, zdecydowanie! Muzyka pomaga mi sobie radzić w codziennym życiu. Wiem, że zabrzmi to jak oklepane stwierdzenie, jednak jest bardzo prawdziwe. Mam ADHD i w pewnym sensie muzyka pomaga mi się skupić. Kiedy tylko wstanę rano, sięgam po airpody, wybieram muzykę i po prostu zajmuję się tym, co mam konkretnego dnia do zrobienia, słuchając różnych gatunków. Oczywiście jest kilka zespołów, których słucham niemalże na okrągło i do których zawsze wracam, jednak zawsze rozglądam się za nowej muzyką. Tak naprawdę zawsze mam takie podejście, czy to do blacku, czy do death metalu, czy też muzyki w ogóle. Ekstremalną odsłonę sztuki można znaleźć w bardzo wielu miejscach. Wystarczy jej po prostu poszukać.
Słuchanie jedynie black metalu szybko by się znudziło.
Tak, też tak myślę! Tak naprawdę niewiele zespołów jest w stanie dostarczyć słuchaczom nowych wrażeń. Nie tak wielu artystów przełamuje konwenanse i zespoły raczej przerzucają się pomysłami, które już grano – nie ma w tym nic złego, po prostu słyszeliśmy to już mnóstwo razy.
Zamiast tego wolę słuchać zespołów, które zapewniają słuchaczom coś nowego, takich jak Odraza.
W swojej muzyce również Behemoth potrafią zawrzeć każdy aspekt tego, jacy są jako artyści. W ich twórczości cenię również to, że nigdy nie wiadomo, jak będzie brzmiał ich następny album, i to jest fantastyczne.

Rozmawialiśmy o polskich zespołach, ale nie poruszyliśmy jeszcze tematu greckiej sceny. Ciekawi mnie to, ponieważ produkcją oraz miksem waszego albumu zajął się George Emmanuel, Seth Siro Anton zaprojektował okładkę… Od jak dawna się znacie?
George jest już w zasadzie jak trzeci członek naszego projektu. Jego wpływ i wkład były dla nas bardzo znaczące. Bez niego nie dokonalibyśmy tego wszystkiego, mamy więc ogromne szczęście, że mogliśmy z nim pracować – i tak naprawdę zaprzyjaźnić się przez cały ten czas. Poznaliśmy się w 2019, kiedy wysłałem mu kilka demówek do Odium i od razu przypadły mu do gustu. George naprawdę chciał zająć się produkcją i tak właśnie zrobił.
Oczywiście pomógł nam również Seth. W jego przypadku jest trochę jak z Nergalem. Seth to prawdopodobnie mój ulubiony artysta. Uwielbiam jego obecność sceniczną jako frontmana, jego zdolności artystyczne są niesamowite – generalnie miał na mnie ogromny wpływ. Kiedy lata temu słuchałem Communion czy przede wszystkim The Great Mass, zawsze marzyłem o współpracy z Sethem. Praca z kimś, kto ma takie doświadczenie i projektował okładki dla wręcz legendarnych zespołów, to dla nas bez wątpienia duży przywilej. Seth jest gościem, do którego będziemy wracać po grafiki. W moim odczuciu kunszt wizualny jego prac potrafi doskonale uchwycić atmosferę tego, co tworzymy i reprezentujemy jako artyści.
Tak naprawdę poznałem Setha przez George’a, ponieważ zwłaszcza dawniej był bardzo blisko z Septicflesh – lata temu jeździł z nimi w trasy jako roadie. Kiedy pracowaliśmy nad Odium, spytałem George’a o kontakt do Setha i po prostu do niego napisałem. Zajmie się on również okładką naszego następnego wydawnictwa. Septicflesh są moim ulubionym greckim zespołem. Przywiązują wielką wagę nie tylko do muzyki, ale również do aspektu wizualnego swojego materiału. Ich przekaz artystyczny jest rozbudowany i nie wypadłby równie fenomenalnie, gdyby zabrakło chociaż jednego składnika.
Myślę, że okładka doskonale odzwierciedla atmosferę Odium. Świetnie prezentuje się na niej również wasze logo. Czyj to był pomysł, by wyglądało właśnie tak?
Dla mnie najlepsze w tej grafice jest to, że można ją interpretować na różne sposoby. Interpretacja zależy od emocjonalnej reakcji każdej osoby, świadomości i indywidualnych przeżyć.
W 2020 logo zaprojektował zaprzyjaźniony z nami grafik Jon Toussas, który tworzy pod nazwą Graphic No Jutsu. Skontaktowałem się z nim również dlatego, że jest bardzo znany w Grecji i pracował też z zagranicznymi zespołami, takimi jak Mors Principium Est. Zależało mi na tym, żeby w logo zawrzeć różne symbole dla nas dwóch jako dwóch różnych członków projektu, i wymyśliliśmy logo w takiej formie, w jakiej jest obecnie. Poza zapisem naszej nazwy Wothrosch, pojawia się też półksiężyc, który był wybranym przeze mnie symbolem, a ponadto krzyż Lewiatana w nieco zmienionej formie. Lubię to logo również ze względu na to, że odbiega od wielu tradycyjnych logotypów zespołów zajmujących się ekstremalną odmianą metalu. Na pewno znalazłoby się bardziej “oczywiste” logo, które też by do nas pasowało, ale chcieliśmy coś bardziej oryginalnego. Myślę, że dzięki temu się wyróżnia, nawet jego trójkątna forma sprawia, że rzuca się w oczy. Taki właśnie mieliśmy cel – chcieliśmy, żeby ludzie, patrząc na nasze logo, zapamiętali je.
Symbolizm sprawdza się tutaj świetnie i mam nadzieję, że słuchacze docenią również ten aspekt waszej muzyki. Zbliżamy się już do końca, chciałabym więc zadać pytanie, którego pewne zespoły nie znoszą, a niektóre wprost przeciwnie – co chciałbyś powiedzieć czytelnikom na koniec?
Chciałbym się zwrócić do wszystkich, którzy słuchali Odium, ponieważ jesteśmy wdzięczni każdemu, kto przeznaczył swój czas na odsłuch naszego albumu. Tak wiele nowej muzyki ukazuje się każdego dnia, że zapoznanie się z naszym albumem dla każdego oznacza przeznaczenie jakiejś części swojego czasu, co bardzo doceniamy.
Jesteśmy wdzięczni zarówno za pozytywny odzew na Odium, jak i ten negatywny lub krytykujący – naprawdę wszystko to się dla nas liczy. Zachęcam was do śledzenia nas na social media oraz wspierania muzyki poprzez kupowanie fizycznych nośników. Mamy wiele planów, więc bądźcie na nie gotowi – to dopiero początek!
Wothrosch na Facebooku
Wothrosch na bandcamp

- Year of the Goat – „Trivia Goddess” (2025) - 11 listopada 2025
- Mütterlein – „Amidst the Flames, May Our Organs Resound” (2025) - 11 listopada 2025
- Conan – „Violence Dimension” (2025) - 23 października 2025






