Odsłuch nowego albumu formacji HEROD

Źródło: Herod, Pelagic Records

Pochodząca ze Szwajcarii formacja Herod zaprezentowała w całości do odsłuchu nowy album Iconoclast. Wydawnictwo ukazało się pod skrzydłami wytwórni płytowej Pelagic Records. Za miksy odpowiada Raphaël Bovey z MyRoom Studio. Masteringiem zajął się Lad Agabekov (Caduceus Studio).

Kilka słów o albumie:

Zwykle są trzy typy zespołów: te, które grają muzykę w dużej mierze pochodną, te, które jakimś cudem tworzą coś częściowo świeżego, jeśli nie oryginalnego wśród pochodnej masy, a następnie są artyści, którzy mają prawdziwą dogłębną wiedzę. zrozumienie muzycznych paradygmatów sceny, której są częścią, i którzy wykorzystują te informacje, aby stworzyć coś naprawdę wyjątkowego. Szwajcarski, klimatyczny groove metalowy kwartet Herod zalicza się do tej drugiej kategorii.

„Mam obsesję na punkcie Meshuggah z późnych lat 90., wczesnego Dillinger Escape Plan i wczesnego Cult of Luna” — wyjaśnia gitarzysta Pierre Carroz zręcznie o wpływach na brzmienie jego pomysłu. Łącząc dźwiękową zwinność amerykańskich pionierów matematyki z nieustępliwą dzikością szwedzkich innowatorów progresywnego metalu, Herod tworzy markę ciężkiej muzyki, która naprawdę topnieje na twarzy. Grając z legendarnymi metalowymi zespołami, takimi jak Obituary, Napalm Death i Carcass, Herod nie jest obcy międzynarodowej scenie metalowej, co widać w skali ich muzyki. Ich nadchodzący trzeci album, The Iconoclast, ukazuje pełną moc ich kunsztu, na nowo definiując muzyczną ciężkość i atmosferę na każdym możliwym do wyobrażenia kroku.

„Słowo iconoclast miało różne znaczenia w historii”, wyjaśnia Carroz o koncepcji albumu. „W przeszłości oznaczało to niszczenie świętych obrazów, ale dziś oznacza agresję wobec władzy; akt polityczny, społeczny i wyzwoleńczy”. Zestawiając niszczycielską moc ikonoklastów z uciskiem ikon, Herod tworzy złożony, kafkowski obraz przyszłego świata, w którym nie ma miejsca na nadzieję i optymizm.

The Iconoclast widzi szwajcarski kwintet malujący spójną paletę świetnych, synkopowanych riffów, ciężkich załamań oraz różnorodności technik wokalnych i dostaw. Wykorzystując podobne kolory i tekstury do tworzenia wielu różnych obrazów, jest to podejście niemal eksperymentalne. Podobnie jak wielcy malarze abstrakcyjni, tacy jak Kazimierz Malewicz czy Jackson Pollock, Herod kontynuuje rozwijanie swojej techniki i metody przez cały okres swojej twórczości.

Jednym z godnych uwagi odchyleń od tej palety jest współpraca z czterema członkami słynnego chóru Les Mysterès des Voix Bulgares, którzy przekształcili „Odę do…” w niespokojny i dziwnie radosny element albumu. Wysokie, polifoniczne głosy w połączeniu z nieustępliwym, mechanicznym dudnieniem zespołu tworzą doświadczenie, które przypomina najbardziej wyobcowaną i wyjątkową muzykę filmową napisaną na duży ekran w ostatnich latach: ścieżkę dźwiękową Hansa Zimmera do epickiego filmu science fiction Diuna. Komentując proces pisania, niemiecki kompozytor zauważył: „Zadałem sobie pytanie, dlaczego wszystkie te filmy science fiction mają europejską orkiestrę? Powinniśmy być na innej planecie. Jesteśmy w przyszłości”. Słuchając „The Iconoclast” mając to na uwadze, muzyka Heroda zmienia się w niezrównany świat.

Podobnie jak prawdziwi uczniowie Zimmera, Herod przenosi cię do świata, który zdecydowanie nie jest twój. Otwierający album album „Icon” wita was obcymi, wysokimi pieśniami pogrzebowymi i gitarami jak nieziemskie harfy ustne. Nawiązujący do Banksy’ego „The Girl with a Balloon” pozwala dźwiękom Lovecraftowskiej otchłani wydobyć się pomiędzy początkowymi nutami, podczas gdy jego podwójny, czysty wokal przypomina zaklęcia wyroczni poprzez zakłócenia. Tymczasem zespół nadal zanurza cię w rowkach, rozdzierając brud jak obezwładniony buggy na wydmach. Nieustannie dudniące riffy są tylko rzadko przerywane przez nawiedzone, nastrojowe fragmenty, w szczególności „Intergloom” – intermezzo z wielkością uwertury, która oferuje jedynie niewielką ulgę pośród potężnej skłonności Heroda do czystej przemocy.

Iconoclast to dzieło czystej wspaniałości, łączące niezaprzeczalny artystyczny sposób myślenia z tym, co najlepsze w nowoczesnym metalu. „The Edifice” przedstawia niesamowitego Matta McGachy’ego z kanadyjskiej legendy technicznego death metalu, Cryptopsy, podczas gdy na końcu albumu zespół współpracuje z długoletnim przyjacielem Loïcem Rosettim: „The Prophecy” stawia go na najbardziej okrutnym tle, chwytając dwóch niesamowitych wokalistów z przeszłość i teraźniejszość Ocean Collective łączą siły i ścierają się, odkąd wokalista Heroda, Mike Pilat, był głównym wokalistą na albumie The Ocean „Precambrian” (2007).

The Iconoclast zawiera niepokojącą wizję przyszłości – trafnie uchwyconą przez Benedikta Demmera na okładce albumu – z lekką obietnicą nowej przyszłości. „Każdy destrukcyjny akt sam w sobie jest twórczym aktem transformacji. Odtworzenie czegoś nowego z uszkodzonych elementów”, wyjaśnia na koniec Carroz. Rzeczywiście, destrukcja i zacieranie są w naturze zespołu, podobnie jak poprzednie występy szwajcarskiego kwartetu, ale The Iconoclast to także akt najwyższej formy kreatywności. W przeciwieństwie do dawnych obrazoburców, Herod stworzył efekt nie do zniszczenia, wprowadzając cię w nowy świat poza znanym.

Tracklista:
1. The Icon
2. The Girl with a Balloon
3. The Edifice
4. The Ode to …
5. The Becoming
6. The Intergloom
7. The Obsolete
8. The Prophecy

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , .