Abbath – “Outstrider” (2019)

Abbath, a właściwie Olve Eikemo, to legendarny muzyk, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych norweskich black metalowców starej daty po dziś dzień skupia wokół siebie rzeszę wiernych fanatyków. Charyzmatyczny na swój oryginalny i dziwny sposób założyciel Immortal, wyrzucony z własnego zespołu za problemy z alkoholem, odwoływanie prób i rzekome blokowanie dalszego rozwoju grupy, obecnie skupia się na karierze wśród muzyków, których postępy sygnuje własnym pseudonimem. Od ciepło przyjętego debiutu formacji Abbath minęły trzy długie lata, ale fani frogmana w końcu doczekali się następcy tamtego krążka.

Zanim Olve zasiadł do komponowania i nagrywania albumu Outstrider, zdążył wymienić wszystkich członków swojego flagowego okrętu pod nazwą Abbath. Nie od dziś wiadomo, że Norweg jest postacią dość autorytatywną, a zmiana instrumentalistów, towarzyszących mu w nagrywaniu płyty tylko potwierdza, że mamy do czynienia raczej z karierą solową, a nie konstruowaniem stabilnego zespołu. Jednocześnie faktem jest, że muzyk nie potrzebuje Immortal, by robić to, w czym czuje się najlepiej. Z drugiej strony to samo można powiedzieć o duecie Demonaz i Horgh, którzy w 2018 roku wydali bardzo solidny album Northern Chaos Gods, czym z kolei udowodnili, że charakterystyczny wokal i gitarę Olve da się zastąpić i wyjść z tego obronną ręką.

Outstrider to dzieło, po którym nie należy spodziewać się podróży w nieznane. Wśród ośmiu kompozycji znajdziemy tu mnóstwo odniesień zarówno do stylistyki Immortal, jak i poprzedniej płyty projektu Abbath. Z tą drobną różnicą, że tym razem sekcja rytmiczna została schowana ciut z tyłu, próżno szukać więc momentów, gdy ta gra pierwsze skrzypce. Duet Creature (perkusja) i King (bas), obecny na płycie Abbath, dał się poznać jako twórcy, którzy do oklepanych pomysłów swojego lidera dorzucali ciekawe motywy, dzięki czemu album był bardziej urozmaicony. Obecny format Ukri Suvilehto (perkusja) i Mia Wallace (bas) niestety żadnej świeżości do Outstrider nie dorzuca. Nie wpływa to jednak znacząco na spadek jakości utworów, a raczej nie daje poczucia różnorodności kompozycji. Gitarę wiodącą objął Ole André Farstad, który uzupełnia riffy Abbatha o nieskomplikowane acz przyjemne solowe popisy, a te wpasowują się w zimny klimat albumu, i to właśnie kreowanie mroźnej atmosfery w twórczości Olve Eikemo jest jego cechą szczególną, którą uwielbiamy od prawie trzydziestu lat.

Krążek zaczyna się bez fajerwerków, jak to było w przypadku To War! z płyty Abbath. Spokojne i powolne budowanie napięcia z wykorzystaniem gitary akustycznej w Calm in Ire (Of Hurricane), połączone z późniejszymi pulsującymi riffami zapada w pamięć, czyniąc utwór jednym z fundamentalnych przykładów na to, że Abbath wciąż potrafi tworzyć chwytliwe numery. Przy Bridge of Spasms i The Artifax muzycy rozkręcają się i przyspieszają tempo, co przekłada się na typowe headbangery, przy których trudno powstrzymać się od bujania w rytm muzyki. Wstawki gitarowe i przejścia, które Abbath zawarł pośrodku pierwszego z nich to klasyczne rozwiązania z czasów Immortal. Tego typu retrospekcji znajdziemy jeszcze sporo w kolejnych kawałkach. Harvest Pyre, który promował krążek jako pierwszy singiel, do bólu wręcz przypomina wspomnianą już przeze mnie kompozycję To War!. To wciąż dobry kąsek, z ciekawą solówką i w tempie, które najbardziej odpowiada Abbath. Tylko jeden moment za każdym razem powoduje u mnie frustrację, a mianowicie błąd w produkcji, który powoduje, że numer ten przeskakuje na ułamek sekundy. Jedna drobna chwila, a nie sposób nie zwrócić na nią uwagi.

Wśród całości na plus wypada tytułowy Outstrider, kolejne odniesienie do poprzedniego krążka Abbath. Akustyczne intro, okrzyk bojowy i wystrzał mocnego riffu, a dalej klasyczne i znane brzmienie. W końcu nawet doczekaliśmy się ciekawszej linii basu, który nie chowa się z gitarami, a występuje na równi z nimi. Kawałek nieco dłuższy od pozostałych i zdecydowanie brzmi bardzo przyjemnie. Scythewinder okraszony jest rozpędzonymi riffami i równie szybką sekcją rytmiczną, która później załamuje się, by na chwilę oprzeć się o pulsujące brzmienie gitar i basu. Szkoda, że solówki są tu bez wyrazu, pozbawione motywu przewodniego, który by je scalał i spowodował, że ten numer można by uznać za w pełni udany. Z kolei Hecate zasługuje na owacje na stojąco. Tutaj wszystko się zgadza, szczypta doomu na początek, chwilę później szalejące instrumentarium, świetne melodie wiodącej gitary, poparte składnymi riffami, wreszcie nawet całkiem dobra perkusja. A potem atmosferyczne przejście jak w Solarfall. W tym kawałku zderzenie starego z nowym wychodzi muzykom najlepiej. Album zamyka najbardziej surowa kompozycja w postaci Pace Till Death, gdzie dominuje prostota i brak elegancji, black metalowe riffy spotykają się z heavy metalową solówką, a tempo i stylistyka utworu zakrawają o punk. Całkiem ciekawe połączenie, choć niespecjalnie zapada w pamięć.

Krążek Outstrider szybko kończy się kręcić w odtwarzaczu, składa się na niego jedynie trzydzieści pięć minut muzyki. Ale w ciągu tych chwil z głośników wylewa się znane i lubiane brzmienie Abbath. Czuć, że to on pociąga za wszystkie sznurki w zespole, a towarzyszący mu muzycy są tylko środkiem do uzyskania opracowanego celu. Pomimo braku innowacyjności i świeżości, najnowsze dziecko norweskiej legendy black metalu jest warte sprawdzenia. Pomimo wad, których nie udało się uniknąć, Abbath nagrał kolejny fajny materiał, uciekając poniekąd od wszelkich zmian w światowych trendach. Outstrider kontynuuje zatem wyznaczony przed laty kurs, opierając się o bardziej nowoczesne brzmienie albumu Abbath z bardzo solidnymi i wyraźnymi wpływami At the Heart of Winter. Daleko mu do ideału, to fakt, aczkolwiek nie można oprzeć się wrażeniu, że Abbath ma to gdzieś – facet po prostu nadal robi to, co mu w duszy gra i jest w tym cholernie konsekwentny.

Ocena: 8/10

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Latest posts by Vladymir (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , .