Above Aurora – “The Shrine of Deterioration” (2020)

Na poznaniaków z Above Aurora, których znam od ich debiutanckiej płyty (album zresztą od czasu wydania mam na półce) patrzyłem dotychczas przez pryzmat „młodych wilków” polskiej sceny bm, którzy obok Dagorath, Occultum, czy Ortsul mają wszelkie predyspozycje, by w przyszłości stanowić o jej jakości razem z tymi o już dziś ugruntowanej pozycji.

Goście grają jednak na scenie od dobrych kilku lat, poza debiutem dorobili się też  EP-ki, pojechali w kilka większych tras (by wspomnieć choćby o występach w towarzystwie Mgły i Vadera), w końcu z czerwcem tego, roku nakładem Pagan Records, wypuścili na świat kolejnego długograja. Wydaje się, że to dobry moment, by spojrzeć na zespół nieco surowszym okiem i zweryfikować, ile pozostało z obiecujących zapatrywań, po latach ich ścierania się z rzeczywistością.

The Shrine of Deterioration stanowi dla mnie z tej perspektywy dość ciekawe studium przypadku. O ile bowiem zgodnie ze wszelkimi prawidłami muzycznego wszechświata i okolic, kapele zaczynające od grania na modłę swoich idoli, z czasem starają się usamodzielnić i kroczyć własną drogą (chyba że mowa o epigonach, wygodnie goszczących w wypracowanych przez innych niszach), Above Aurora jeszcze mocniej i dosadniej uwypukla na nowej płycie swoje muzyczne bodźce i inspiracje.

Album stoi nowoczesnym black metalem, którego przedstawicieli (także na krajowej scenie) można wymieniać w mnogości. Zmieszany z post metalem bm, prowadzony dysonansami i kontrolowanym chaosem (kłania się Mord’A’Stigmata), kusi jednocześnie mrocznymi melodiami i chwytliwymi riffami (kłania się Mgła), zahaczając tu i ówdzie o post rock, atmosferyczny bm i doom (kłaniają się chociażby islandzcy koledzy z Misþyrming czy Sinmara).

I choć początkowo noszące znamiona koniunkturalnego podejście do tematu wydawało mi się mocno wadzić, z czasem zeszło ono na dalszy plan, ustępując miejsca ogólnemu wrażeniu, towarzyszącemu obcowaniu z tym krążkiem. Bo to (pomijając uczucie deja vu) po prostu kawał sprawnie napisanego, zagranego (słychać u muzyków spory progres warsztatowy) i wyprodukowanego (za bas w takich Barren Lore,  Precarious Foundations czy zamykającym płytę Splinters należy się złoty medal) materiału, którego zwyczajnie bardzo dobrze się słucha. I to wystarczy.

Mając apetyt na kolejną porcję bm, pozostającego w zgodzie z aktualnymi trendami i potrafiąc poradzić sobie z wrażeniem „gdzieś to już słyszałem”, docenicie The Shrine of Deterioration.

Mi się podoba.

Ocena: 7/10

Synu
Latest posts by Synu (see all)

Tagi: , , , , , .