Agathocles & Psychoneurosis – “War Fetisjists Kill / Grind Resurrection” (2018)

Gdybym chciał mieć w CV jakiś wspólny projekt muzyczny, to pewnie grając w  klimatach wczesnego Carcass, a taki Agathocles byłby moim high lightem. Kapela legenda. W tym roku wypuścili materiał pod nazwą War Fetijists Kill, zaś powracający na scenę Psychoneurosis dorzucili 7 kawałków pod jakże adekwatnym mianem: Grind Resurrection

Gdy załączyłem split wspomnianego Agathocles z Psychoneurosis, od razu poczułem, że w temacie poznanych przeze mnie w radio (!) za sprawą Trójki Dead Infection, można wciąż wiele zaproponować, oczywiście są to nuty stanowczo nie do kontemplacji. Chyba, że kogoś wprowadza w metafizykę totalne zezwierzęcenie Psychoneurosis. Poza minimalnie irytującymi skrzekami, muzyka ma totalny wydźwięk. Dla mnie kapele, takie jak Aborted czy Exhumed mogłyby do końca życia płacić Walkerowi i spółce za pomysły na granie. I tu na tym splicie rzeczywiście nic nowego nie usłyszycie. Kult jedynki Carcass cały czas przyjemnie odbija się smrodliwą czkawką. Niemniej jednak oba materiały to totalny spontan. Co ciekawe, chyba Psychoneurosis bardziej mi przypadło do gustu. Inna sprawa, że ich materiał jest mocniej zróżnicowany. Chociaż gdy słucham Belgów, to mam zgoła odmienne zdanie. Taki paradoks. 

Tekstowo też jest tradycyjnie, ta muza chyba nie powinna być traktowana odrębnie bez tej warstwy. A tu jest z poszanowaniem najlepszych źródeł – choćby Napalm Death, który już we wczesnym etapie wyznaczył pewne standardy. Pamiętam świetne nawiązanie do całej sceny grind/hard core w kolejnych odcinkach Prosiaka (kultowego komiksu często zahaczającego tematycznie o scenę alternatywną). Kto nie zna, nich natychmiast nadrabia zaległości. I tak też jest na tym splicie, z każdego tekstu obu kapel bije niechęć do zakłamanej rzeczywistości. Muzycznie jest adekwatnie. Nie ma przebacz.

Od razu uczciwie powiem, że nie siadam do takich dźwięków codziennie. Nie jest to muzyka tła, koniecznie zakładam wtedy słuchawki, bo reakcje domowników mogły być raczej chłodne w entuzjazmie. Ale gdy już włączę, pochłania mnie, potem machinalnie tylko włączam po raz n-ty „play”, rozkoszując się kolejnymi wymiotami, znaczy się utworami. Mają coś w sobie uzależniającego. Jak tylko odczuwacie w sobie potrzebę odmuzykalnienia, odejścia od płyt tworzonych pod określonego klienta, to macie świetny materiał na taką voltę. Czuć tu przede wszystkim szczerość przekazu.

Reasumując: w tym combo czuć pasję, pełne oddanie, temu co się gra. Nie można przejść koło takich płyt obojętnie. Ogromny plus dla Selfmadegod Records, że to wydali, zapewne non-profit. Bo to materiał dla wąskiej grupy. Taki split nie zmieni odchylenia osi Ziemi, nie zaburzy żadnego podsumowania, nie zmieni nic. Ale jeżeli potrzeba Wam odskoczni od rzeczywistości, to polecam ten duet, zwłaszcza że kwadrans z War Fetijists Kill i Grind Resurrection mija szybko. Zatem prędko trzeba go powtórzyć. Wielokrotnie. 

Ocena: 8/10

Tomasz

Tomasz

Jako totalne beztalencie muzyczne mogłem zostać tylko internetowym krytykantem, tfu, recenzentem. W wolnych chwilach nabijam kabzę spekulantom sprzedającym płyty CD.
Tomasz

Tagi: , , , , , , , .