Agnieszka Chylińska – “Pink Punk” (2018)

Długo trzymała słuchaczy w niepewności, prezentując tylko tytuły poszczególnych utworów, aby finalnie przedstawić singiel i teledysk w dniu premiery. Na początku pojawił się jednak logotyp albumu, który zasugerował mi, że Agnieszka Chylińska wróci do gitar i bardziej analogowych instrumentów. Punk w tytule nie mógł przecież znaleźć się przypadkiem, a Pink oznaczał, że będzie to miało wciąż bardzo kobiecy, lub jeśli kto woli – nawet dziewczęcy wydźwięk. Artystka znów zaznacza, że niezbyt dobrze jej z dorosłością i nadal chce być żeńskim odpowiednikiem Piotrusia Pana, co całkiem nieźle komponuje się z jej imidżem. Wydawcą tej płyty jest firma Top Management, która współpracuje z Agnieszką już od wielu lat, natomiast za dystrybucję odpowiada Warner Music Polska.

Muzycznie jest całkiem nieźle… Zaczynamy od wspomnianego singla. Mam zły dzień to jeden z najbardziej przystępnych numerów i nic w tym dziwnego. Wiadomo było, że grać go będą najbardziej komercyjne stacje radiowe, ale z tego, co zauważyłem, w internecie już rozpętała się niefajna burza, podobna do tej, która miała miejsce przy premierze Modern Rocking. Utwór w porównaniu do kolejnych faktycznie nie powala, ale nie jest to powód do oceniania przez jego pryzmat całości albumu. Może gdyby singlem został kolejny numer – Haj i sztos, to reakcje były by zgoła inne. Ten kawałek jest bowiem bardzo rozrywkowy i też świetnie nadawałby się do radia, mimo pokazanego pazura. Kolejny utwór potwierdza moje przeczucia co do zawartości punkowych elementów na tej płycie. Szok jest grany szybko i bezkompromisowo. Wykrzyczany ostrym głosem Agnieszki tekst może nie zachwyca głębią, ale zawarte w muzyce emocje są bardzo wyraziste. Zresztą powiedzieć trzeba, że Chylińska nigdy nie pisała wybitnych tekstów, nie oczekujmy więc, że nagle zacznie być jak Osiecka. Aga stawia na przekaz i sposób, w jaki to robi, co świetnie słychać przy kolejnym utworze, jakim jest Schiza. Tutaj zwalniamy tempo niemal do minimum, aby nieco je przyspieszyć w Oj!, które brzmieniem nieco przypomina piosenki grane za czasów O.N.A, szczególnie na ich dwóch ostatnich płytach. Śmie(r)ć i Tapeta to numery, przy których ciarki oblazły mnie całego. Wrzask Agnieszki nie ustaje, jest ostro i agresywnie, czyli tak jak większość słuchaczy by sobie tego życzyło. Grinhed również bardzo przypadł mi do gustu. Jest to kolejny mocny punkt tego krążka. Psie Życie to znów spokojny numer, a Nerv rozpoczyna się refleksyjnie, aby stopniowo zwiększyć power. Na koniec dostajemy piękną i chwytającą za serce balladę pod tytułem Utopie.

Wielkie brawa należą się dla całego zespołu Chylińskiej, bo wykombinowali kawał dobrego aranżu dla jej nietuzinkowego wokalu. Słychać w tym wszystkim nutę, za którą uwielbiają ją jej starsi fani. 

Z samą Agnieszką jest tak, że czego by nie nagrała zawsze znajdą się tacy, którzy jej twórczość zmieszają z błotem. Może faktycznie nie jest to arcydzieło, ale Aga po raz kolejny pokazała, że w poważaniu ma cudze oczekiwania i krytykę. Moim zdaniem, powinniśmy się cieszyć z faktu, że mamy takich zbuntowanych i niepoprawnych muzycznie artystów. Chylińska jest jedną z niewielu dzisiaj indywiduów na polskim rynku muzycznym i za to z pewnością należy jej się szacunek.

7/10

Tagi: , , , , , , , , , , , .