Akando – “Attack From Ambush” (2019)

Attack From Ambush to płyta na swój sposób oryginalna, przede wszystkim jeśli brać pod uwagę tematykę tekstów i etniczną otoczkę całości. No bo przecież rzadko mamy do czynienia w muzyce metalowej z odniesieniami do kultury i historii rdzennej ludności Ameryki Północnej. Wszystko to całkiem zgrabnie układa się na krążku w całość – od projektu okładki, poprzez zdjęcia zespołu, stroje i teledyski, na drobnych folkowych wstawkach i cytatach indiańskich wodzów kończąc.

W zalewie normańskich, celtyckich i słowiańskich odniesień podobna próba – zwłaszcza że na wszystkich poziomach spójna – może budzić zainteresowanie. Oczywiście fakt, że zespół pochodzi z Niemiec i z opiewanej kultury nie wyrasta, osłabia jednak wartość całego projektu. O ileż ten przekaz byłby dobitniejszy, gdybyśmy mieli do czynienia z prawdziwymi Czejenami czy Nawaho? No cóż, Karol May też był Niemcem, a w ekranizacji jego książek za statystów robili obywatele Jugosławii, co nie zmienia faktu, że Winnetou stał się dla kilku pokoleń synonimem indiańskiego ducha. Z drugiej strony czy tacy Running Wild pijali z Czarnobrodym grog w karczmie w Port Royal? Może zatem niepotrzebnie się czepiam.

A muzycznie – bo to w końcu najważniejsze? Mamy na Attack From Ambush tygiel różnych inspiracji. Trochę heavy metalu (Wakan Tanka Nici Un, Death Song), sporo thrash metalowych temp i riffów, nie nazbyt może radykalnych (Reservation, Heavy Runner Massacre, czy Hold On for Your Lifes), a także garść melo black i deathowych rozwiązań (zwłaszcza w Raven Mocker albo Ancient Voices). Osobnym rozdziałem tej księgi jest wolny, bardziej klimatyczny numer The March of a Thousand Miles Sporo.

Nad całym albumem unosi się taka lekko “blackened” atmosfera, podlana gdzieniegdzie odrobiną syntezatorowego, mistycznego sosu, uwydatniona lekko skrzekliwym, ale czytelnym wokalem i drobną dawką złowieszczości. Zdarza się też zespołowi zaserwować całkiem chwytliwe refreny, wciąż jednak niepozbawione heavy metalowej siły (Wakan Tanka Nici Un brzmi naprawdę przebojowo). Drobne folkowe wstawki, wojownicze pokrzykiwania i wspomniane deklamacje, dodają Attack From Ambush wiarygodności i nawet chciałoby się tego jeszcze więcej. Ot, taki był pomysł na ten album i został zrealizowany dość konsekwentnie, więc trudno nie zaliczyć tego zespołowi po stronie sukcesów.

Wierzę, że muzycy, choć kulturowo dalecy od obiektu swej adoracji, szczerze są zainteresowani tą tematyką, a ich propozycja nie jest próbą silenia się na oryginalność. Nie ma tu zresztą żadnej błazenady, kontekst tekstów jest jak najbardziej poważny, dotykający głównie zła wyrządzonego indiańskim plemionom przez najeźdźców z Europy, legend i umiłowania sił przyrody. Wyszło nieźle, zwłaszcza jak na debiut, choć można się przyczepić do niektórych riffów, zażądać jeszcze większej mocy i chwytliwości. Komu jednak pomysł ożenienia takiej tematyki z metalowymi riffami wydaje się z gruntu ciekawy, ten musi koniecznie rzucić uchem, najlepiej przy fajce pokoju.

Howgh!

ocena: 7/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , .