Akral Necrosis / Marchosias – “(Inter)Section” (2015)

Czy w Rumunii także istnieje metalowe życie muzyczne? Czy poza Negura Bunget coś tam w ogóle hałasuje? Przyznam szczerze, że dotychczas te dwa zagadnienia obchodziły mnie w stopniu równym co stan uzębienia Anny Grodzkiej. Jestem zwolennikiem nieprzypisywania poszczególnych typów muzycznych do określonych rejonów, choć oczywiście zauważam pewne tendencje. Po Rumunii spodziewałem się… w sumie nie wiem czego. Na pewno gruzu i obskury.

Spliciwo to zostało wydane w październiku poprzedniego roku przez świeżą wytwórnię Loud Rage Music. Zawiera po trzy utwory od obu kapel, czyli łącznie jakieś trzydzieści pięć minut muzyki. Jako że raczej żaden z was raczej nie miał wcześniej styczności z tymi formacjami śpieszę poinformować, że mówimy o black metalu.

I to raczej z gatunku tych spokojniejszych, zimniejszych i bardziej melodycznych. Na pewno w przypadku pierwszego w kolejce Akral Necrosis. Metal Archives podpowiedziało mi, że (Inter)Section jest ich czwartym w sumie krążkiem, a zaprezentowali tu jeden nowy utwór, jedno nagranie koncertowe i cover wspólnika zbrodni. Pierwsze, co rzuciło mi się w uszy, to bardzo dobrze wykonana produkcja dźwięku. Wszystkie elementy pasują do siebie jak ja i moja szałma. Szczególnie podobała mi się perkusja, z nakierowaniem na świetne talerze. Brzmienie jest dość chłodne i klarowne, co w sumie pasuje do nastroju pierwszego Seperator. Sam kawałek okazuje się całkiem klimatycznym, zimnym i melodyjnym utworem, chociaż nie ma w nim niczego, co wyrastałoby poza standard. Następny The Purge to właśnie koncertówka. Ponownie, zrealizowana bardzo dobrze (cudowny bas), i kompozycyjnie nie wybijająca się jakoś ponad poziom. Najlepiej wyszły tam melodyjne solówki, reszta jest nawet przyjemna, chociaż sam z siebie nigdy bym po to nie sięgnął. Jest raczej nieśpieszny i pozbawiony mocy. Ostatni The Sacred Blood to cover Marchosias, najciekawszy, jak się okazuje. Jest tam więcej mocy, więcej ciekawszych elementów. Dobrze mnie to nastraja na drugą część splitu, więc bez grymaszenia słucham kolejnych ścieżek. Tutaj z kolei brzmienie nie jest już takie cycuś-glacuś, choć jest jednocześnie cięższe i bardziej do muzyki pasuje. Utwory okazują się także bardziej rozbudowane, mocniejsze i bardziej (choć, Bogiem a prawdą, niewiele) interesujące. Irkalla okazuje się mieć całkiem fajny, deathmetalowy posmaczek, choć irytował mnie tam wokal. False Prophet okazuje się niepotrzebnie i nieskutecznie przekombinowanym utworem w którym tylko partia w okolicach czwartej minuty nie zachęcała mnie do wyłączenia utworu. Natomiast ostatni Slay the Whore jest coverem Akral Nercosis. Brzmi lepiej niż poprzednie dwie kompozycje od tej kapeli, ma też przyjemną końcówkę, przywodzącą na myśl Egipt. Wykonany także został porządnie. Niemniej, to cały czas nie jest nic specjalnego. 

Nasuwa się pytanie: po co ten krążek powstał? Myślę, że na potrzeby sceny rumuńskiej, może też by pokazać że coś tam się dzieje. Muzycznie nie jest ciekawie, graficznie (wydawca się wycwanił i podesłał mi skany layoutu) jest dużo lepiej, bardziej bogato i kolorowo, niemniej płyta jest do słuchania a nie ładnego prezentowania się na półce.

Ocena: 6/10

 

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , .