Ancient – “Back to the Land of the Dead” (2016)

Na dzisiejsze popołudnie postanowiłem wybrać sobie coś na kształt muzycznego odpowiednika krwistego befsztyku. Wiecie, nie takiego zupełnie surowego, ale żeby było czuć zapach krwi. I też nie masakrycznie spalonego, co to nie wiadomo czym było, zanim trafiło do piekarnika. Ale przede wszystkim chciałem poczuć smak i zapach prawdziwego mięcha…

Wybór sprawdzonego zespołu rodem ze Skandynawii zdawał się naturalny. Co prawda „mięcho” kłóci się z pojęciem pięknie przyprawionej pieczeni o przydomku „melodic”, tym razem jednak ostatni krążek Ancient z melodycznym black metalem wspólnego ma niewiele. Takie niezbędne minimum, żeby z surowizny zrobić kawał dobrego posiłku. Dla duszy oczywiście.

Back to the Land of the Dead wydany został nakładem wytwórni Soulsellers Records w połowie zeszłego roku. Jest to siódmy pełnowymiarowy krążek zespołu, a trzeci lub czwarty w mojej kolekcji. Bez zbędnych pieszczot zabrałem się więc do rozkrawania tej sztuki na kawałki.

Jako się rzekło, muzyka na albumie to zasadniczo bezkompromisowy black metal. Zdarzają się oczywiście momenty delikatniejsze (jak choćby w The Sempiternal Haze, wstęp do The Ancient Dissaray czy fragmenty  w The Excruciating Journey), niemniej jednak zasadniczy szkielet albumu oparty jest na mocnej gitarze, perkusji miarowo wybijającej tempo poszczególnych kawałków i soczystym growlu. Sporo tu brutalnych, ale niepozbawionych sensu prędkich muzycznych połajanek (genialny Occlude the Gates, The Excruciating Journey w pierwszej i trzeciej odsłonie), które zwyczajnie robią swoją robotę. Słychać wieloletnie doświadczenie i wyczucie Aphazela. Natomiast antrakt w postaci klimatycznej części drugiej The Excruciating Journey, to przykład dokładnie tej szczypty przypraw, bez której całość dania byłaby mdła. Słabych punktów na albumie właściwie nie ma. No, może za wyjątkiem  nijakiego utworu numer 10 i zamykającego album coveru Bathory, który na Under the Sign… brzmi mniej więcej tysiąc razy lepiej.

I wszystko zasługiwałoby na peany pochwalne, hosannę na wysokości i wszystkie gwiazdki Michelina, gdyby nie jeden fakt – czegoś mi jednak zabrakło. Tak jakby album nagrany był bez tego kawałka duszy, który odróżnia świetnego kucharza od wirtuoza.

Ocena 8,0/10,0.

 

Tagi: , , , , , , .