Antimatter – „Black Market Enlightenment” (2018)

Antimatter jest zespołem, który śledziłem od samego początku jego powstania. Przez trzy pierwsze albumy cieszyłem się twórczością Duncana Patersona (ex-Anathema) i Micka Mossa. Pasowały mi klimaty, jakie tworzyli – mix trip-hopu i rocka progresywnego na początku, akustyczne, depresyjne ballady ciut później. Kiedy Duncan postanowił opuścić ten tandem, dałem szansę wizji samego Micka. Z czwartego albumu pt. Leaving Eden podobały mi się już tylko dwa kawałki. Minęło trochę czasu i nadarzyła mi się okazja zrecenzowania najnowszego krążka Antimatter. Od 2007 roku nie śledziłem jego solowej twórczości, także byłem ciekaw, co Mick tam uwarzył.

Black Market Enlightenment wyszło na początku listopada zeszłego roku pod szyldem Music In Stone. Oczywiście cała muzyka i teksty są autorstwa Mossa, ale jak to często wcześniej bywało, na Black Market pojawiają się goście. Z tych ciekawszych i ważniejszych wymienię dwoje: Paul Thomas – saksofonista znany z występów z m.in. Suzanne Vegą i Niną Simone oraz, co zszokowało i zaciekawiło mnie niezmiernie, niedawno zmarłą Aleah Stanbridge. Aleah odeszła z tego padołu w 2016 roku, a jej nieziemski głos pojawia się na płycie z 2018 roku. Normalnie nic mnie już nie zdziwi!

Słuchając dziewięciu kompozycji Black Market Enlightenment trafiłem na coś, co dobrze już znałem: dark rockowe, momentami depresyjne kompozycje. Oczywiście tu i tam słychać pewne eksperymenty i urozmaicenia kompozycji, jak na przykład użycie saksofonu (This Is Not Utopia, Sanctification), fletu (Wish I Was Here, What Do You Want Me To Do?) oraz kamancze (Sanctification, Existential, Between The Atoms). Ten ostatni to orientalny instrument pochodzenia irańskiego. Jego dźwięki nadają utworom Black Market głębi, której wcześniej nie słyszałem w kompozycjach Micka. Można rzec że atmosfera trzech utworów, w których pojawia się kamancze, jest mistyczna, duchowa.

Jednak najciekawszymi dla mnie kawałkami są te, które nabrały progresywnego charakteru. Te zasilają drugą cześć tej płyty i ją uważam za ciekawszą. Bardzo dobrym tego przykładem jest utwór Sanctification. O solówce na saksofonie wspominałem już wyżej: świetne rytmy, wpadające w ucho riffy oraz na sam koniec niczym wisienka na torcie – galop na dwie stopy. Tym ostatnim manewrem zostałem powalony, nigdy nie spodziewałbym się czegoś takiego w muzyce Antimatter. Klimat już jest, ale przydałaby się jeszcze ciężkość, a kto wie, może projekt ten będzie w przyszłości bardziej metalowy?

Mocnymi stronami tego albumu są: utwór tytułowy – The Third Arm (przypomina mi to, co Antimatter robiło na Lights Out, do tego, aż prosi się by zrobić z niego wersję akustyczną, wspaniale pasowałby na Planetary Confienement); oraz wszystko od Sanctification do końca, z wyłączeniem What Do You Want Me To Do?, gdyż ten uważam ze najsłabszą kompozycję tego krążka. Gdyby nie ten kawałek, Black Market byłby wybornym albumem.

Opisywać superlatywy tej płyty mógłbym jeszcze długo, wiele rzeczy w nią wpleciono, ale poprzestanę jeszcze tylko na jednej krótkiej informacji o warstwie tekstowej. Mianowicie Mick Moss dzieli się z nami swoimi przeżyciami dotyczącymi pójścia na skróty w drodze do oświecenia poprzez narkotyki. Czy wyszło mu to na dobre? Posłuchajcie sami.

W Antimatter trochę się zmieniło, choć depresyjny, melancholijny, głęboki i miejscami mroczny klimat nadal tu jest. Mick Moss wydał bardzo dobry album i fani tego projektu, jestem pewien, są zadowoleni. Mi zostało tylko nadrobienie pominiętych płyt, gdyż przedwcześnie skreśliłem muzykę tego Liverpoolczyka. Black Market Enlightenment zdecydowanie powinna trafić na listę podsumowań 2018 roku, które zamieściłem razem z kolegami z redakcji. Nikt z nas nawet nie wspomniał o tym krążku. To pokazuje, jak ogromne ilości muzyki są teraz na świecie i jak dobre albumy przez natłok wychodzących wydawnictw zostają pominięte.

Ocena:8,5/10

Antimatter na Facebooku.

 

Tagi: , , , , , , , , , .