Aquavoice – “Silence” (2018)

Tadeusz Łuczejko aka Aquavoice konsekwentnie podąża ambientową ścieżką. Zaczynał od grania elektroniki bliskiej dokonaniom Tangerine Dream czy Klausa Schulze. Wydany w 2013 roku album „Grey” niejako na nowo ustawił jego optykę. Z wolna zaczęły znikać sekwencyjne pętle, ustępując miejsca tkanym z koronkową precyzją, ambientowym przestrzeniom.

Aquavoice śmiało podąża drogami, których kierunek nakreślił zimny ambient Biosphere, cyfrowe przekomarzania w duchu wczesnych Autechre i Higher Intelligence Agency, by na koniec stygnąć w statycznych pejzażach ala Brian Eno. Sporo tu zapożyczeń i łatwo rozpoznawalnych tropów, podczas słuchania których nasuwają pytanie, gdzie tu miejsce na własną indywidualność. Aquavoice łatwo żongluje tymi odpryskami, starając się z tych porozrzucanych puzzli stworzyć jakąś sensowną całość. W utworach „Rainman” czy „ColdlandAquavoice ewidentnie dryfuje w północnym kierunku , poza krąg polarny. Z kolei w kompozycji „Last Cruise” blisko mu do statycznego ambientu, jaki swego czasu był wizytówką nieodżałowanego Pete Namlooka z okresu, gdy nagrywał takie fantastyczne serie jak „Air”. Na „Silence” słychać zresztą wypadkową tych naturalnych przestrzeni, które przegryzają się z technologicznym chłodem. Kompozycja „Chronos” śmiało mogłaby znaleźć się w repertuarze wczesnego Auetchre czy Higher Intelligence Agency, którzy postawili na przestrzenne i jednocześnie dosyć futurystyczne brzmienie.

W sumie album „Silence” to 13 różnorodnych nagrań, które cudnie dryfują w tej przestrzeni. Opisują całe bogactwo zmieniających się krajobrazów, trafnie je kadrując i wyciągając na powierzchnie ich ukryte piękno.

Ocena: 7/10

Autorem jest Robert Moczydłowski

Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Tagi: , , , , , , , .