Astral Silence – “Sagittarius A*” (2019)

Szwajcaria to stosunkowo niewielki kraj o liczbie ludności nie przekraczającej nawet dziewięciu milionów. Również w tym przypadku nie ilość, a jakość ma znaczenie, ponieważ gdy mamy do czynienia z metalowymi projektami muzycznymi z tego kraju, to możemy być pewni, że wgniotą nas w fotel. Wystarczy przecież wymienić takie marki, jak Samael, Celtic Frost, Triptykon czy Bölzer, by utwierdzić się w tym przekonaniu. Na panteon wielkich Szwajcarskich zespół powoli i ociężale wkracza black/doom metalowy Astral Silence (również zapisywany jako astralsilence).

Jest to solowy projekt muzyka, który ukrywa się pod pseudonimem Quaoar. Niedawno ukazała się trzecia płyta sygnowana szyldem Astral Silence, do pracy przy której artysta zaprosił niezwykle interesujących gości, którzy na co dzień spełniają się w rozlicznych grupach, a tu wsparli twórcę gitarami, basem, dodatkowymi wokalizami i elektroniką. Dopiero przy trzecim podejściu do tego albumu byłem w stanie przesłuchać go od początku do końca. Rzeczony materiał nosi nazwę Sagittarius A* i w dużej mierze zdradza, czego możemy się spodziewać po twórczości Astral Silence. Nie chcę używać tu określenia „astralna podróż”, które tak chętnie jest wykorzystywane przez recenzentów, ale tym razem idealnie pasuje ono do czterech monumentalnych kompozycji, które zostały zapisane na płycie.

Warto zaznaczyć, że album Sagittarius A* powinien być słuchany w całości, ponieważ podział na konkretne utwory nie ma tutaj większego znaczenia, a płynne przejścia pomiędzy nimi tworzą swoiste kontinuum. Międzygalaktyczne wojaże otwiera achernaR, kolos, który odkrywa domowe oblicze projektu Astral Silence. Powolne, przytłaczające i rozwlekłe dźwięki wrzucone zostały do płonącego kotła diabelskiej sekcji rytmicznej. Hipnotyzujący, powtarzający się w kółko motyw, jest na swój sposób odrażający, a jednocześnie przyciąga i zachęca do dalszego lotu w nieznane. Kolejna stacja to canopuS, numer najdłuższy ze wszystkich czterech, ukazujący black metalowe oblicze projektu, podsycone porywającym w trans ambientem, na osnowie którego przelatujemy do kompozycji siriuS. Quaoar i spółka malują przed słuchaczem świat kosmicznej pustki, a w stworzony przez nich świat da się wpaść niczym do czarnej dziury. Ta kolorystyka dominuje również w ostatniej części albumu, gdy delikatnie wypalający się siriuS przechodzi w alphA pavoniS. Tutaj spotykamy wielogłos uczestniczących w nagraniu płyty muzyków. Mowa oczywiście o wokalach, których nie jest wiele na Sagittarius A*, ale są piekielnie dobre.

Astral Silence wychodzi poza ramy gatunkowe, w ciekawy i ambitny sposób krzyżując ze sobą black i doom metal, przyprawiając wszystko szczyptą dark ambientu, a do tego nawet wychodząc krok dalej, w stronę post-black metalu. Opisywany album nie należy do najłatwiejszych w odbiorze, ale gdy już przebrnie się przez pierwsze nieudane próby, to okazuje się, że Szwajcarzy stworzyli piękne dzieło. Powtarzalność? Może i faktycznie nie jest to wizjonerski krążek, ale bez dwóch zdań zasługuje na pochwałę.

Ocena: 8/10

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Latest posts by Vladymir (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .