At the Gates – “To Drink from the Night Itself” (2018)

Niełatwe życie mają zespoły, które w pewnym momencie swojej kariery wydały album powszechnie uznawany za klasykę gatunku. Za przykład weźmy sobie niezwykle istotną dla mnie ekipę Napalm Death. Nieważne, jak świetne dzieło udało by się Brytyjczykom stworzyć, dla ogółu zawsze będą kojarzeni głównie z klasycznymi dokonaniami, jak Scum, From Enslavement to Obliteration czy Harmony Corruption. Dokładnie tak samo wygląda sytuacja zasłużonych deathmetalowców z At the Gates. I mimo że porównywanie tych dwóch ekip biorąc pod uwagę prezentowany styl jest co najmniej nie na miejscu, sytuacja Szwedów jest bliźniaczo podobna. Wydany w 1995 roku Slaughter of the Soul po dziś dzień powszechnie uważany jest za kamień milowy melodic death metalu. Album zyskał tak potężny rozgłos na całym świecie, że niemalże z marszu został okrzyknięty mianem opus magnum szwedzkiej grupy. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie drobny fakt, że At the Gates nie identyfikują się z nurtem melodeathu i stanowczo odrzucają nadawane im łatki. Na dodatek legenda Slaughter  została rozdmuchana do tak monstrualnych rozmiarów, że większość ludzi zapomina o pozostałych, obiektywnie rzecz ujmując, bardziej ambitnych dokonaniach zespołu. Jak więc odebrane zostanie najnowsze, szóste już (dopiero?) dzieło ekipy, które ujrzy światło dzienne za niespełna dwa tygodnie? To Drink from the Night Itself to płyta trzymająca bardzo wysoki poziom i kolejny dowód na to, że Panowie z At the Gates nigdy nie zawodzą. Tylko czy album jest w stanie uciec spod niezwykle gęstego cienia, jaki na zespół pada pod postacią wszechobecnej poświaty Slaughter of the Soul? Zapraszam do opowieści o szóstym pełnowymiarowym albumie legendarnej deathmetalowej formacji.

Początek płyty przynosi w większości nieco mylne pierwsze odczucie na temat To Drink from the Night Itself. Dzieje się tak, bowiem utwór tytułowy, który następuje po przepięknym intrze Der Widerstand mógłby bez żadnych przeszkód znaleźć się na Slaughter of the Soul – krótki, z charakterystycznym melodyjnym riffem i zapadającym w pamięć refrenem. Oczywiste jest, że taki był zamiar zespołu od samego początku. At the Gates w  przemyślany sposób umieścili tę kompozycję na początku albumu po to, by dać fanom do zrozumienia, że sprawdzona i ciesząca się powodzeniem formuła dalej wiedzie prym w ich muzyce. Jakież duże było zdziwienie fanów, gdy Szwedzi wypuścili drugi z singli, którym jest następny na płycie A Stare Bound in Stone, utrzymany w średnim tempie, znacznie bardziej dostojny niż poprzednik, pełny tajemniczości i nieprzewidywalnych zwrotów akcji. Dodatkowo jest to pierwszy z utworów, który pokazuje bardziej progresywną stronę To Drink from the Night Itself. Kompozycja niemalże kipi enigmatycznością, a jej ostatni, przepełniony grozą riff w połączeniu z hipnotycznymi uderzeniami perkusji pozostawia słuchacza w całkowitym osłupieniu. I mimo że nie są to tak szalone i radykalne zmiany tempa czy rytmu, A Stare Bound in Stone chociaż trochę przypomina o pokrytym kurzem, nieskazitelnym i fantastycznym osiągnięciu, jakim był debiutancki krążek The Red in the Sky Is Ours (1992).

Moimi absolutnymi faworytami z najnowszego wydawnictwa At the Gates są kompozycje Palace of Lepers i The Chasm. Kolejne dynamiczne utwory, kolejne, które zawierają niespodziewane rozwiązania i ciekawie brzmiące urozmaicenia. Chwytliwe refreny sprawiają, że Palace… i Chasm nie giną w tłumie w przeciwieństwie do niektórych piosenek na płycie. Na szczególną uwagę zasługuje również Daggers of Black Haze, którego nietypowe symfoniczne intro zwiastuje zmianę nastroju. Tempo znowu nieco zwalnia, za to na pierwszy plan wychodzi podniosła atmosfera. W tym utworze jedną z głównych ról pełni gitara basowa, której charakterystyczna linia rozbrzmiewa poprzez całą długość trwania Daggers. Kompozycja jest również szczególna ze względu na interesującą solówkę. Poza wymienionymi nazwami niełatwo jest doszukać się tytułów, które od razu zapadałyby w pamięć. Dzieje się tak, ponieważ albumu powinno się słuchać jako nierozerwalnej całości. Po drugie, zespół zdaje się celowo starał się uzyskać bardziej surowe i trudniejsze w odbiorze brzmienie niż na poprzednim albumie, At War with Reality (2014), przez co ciężko jest wyodrębnić poszczególne kawałki, ale o tym za chwilę.

Dosyć nietypowa nazwa albumu pochodzi z linijki tekstu utworu Order from Chaos z poprzedniego ww. dokonania grupy, a mianowicie At War with Reality. Koncept płyty jest dosyć luźno oparty na książce o tytule „Estetyka Oporu” niemieckiego pisarza i dramaturga Petera Weissa. Dzieło opowiada historię antynazistowskiego ruchu oporu z lat trzydziestych i czterdziestych ubiegłego wieku. Powieść historyczna obrazuje również, jak ważnym źródłem natchnienia pozostanie sztuka, która właściwie zawsze stanowiła emocjonalne i duchowe oparcie dla ludzkości ogarniętej wojną. To Drink from the Night Itself to metafora czerpania siły życiowej z wszelkiego rodzaju sztuki. Jest to ożywianie bierności, napełnianie emocjami wiejącego pustką stawu. Album opowiada o cierpieniu, opresji, bólu i żarliwości – uczuciach, które przepełniały dusze tych, którzy znaleźli odwagę, by przeciwstawić się nazistowskim siłom zbrojnym.

To Drink from the Night Itself posiada zgoła inne brzmienie niż jego wydany przed czterema laty poprzednik. W przeciwieństwie do At War with Reality, nadchodząca płyta At the Gates jest trudniejsza w odbiorze. Pierwszy odsłuch może być wręcz męczący dla słuchacza, z tego powodu, iż produkcja najnowszego dzieła Szwedów jest nie tylko surowa, jak wspomniałem wcześniej, ale wyjątkowo „brudna”, „zapiaszczona”. Pośród czerstwej ściany dźwięku niełatwo jest wyodrębnić najbardziej smakowite kąski, co do tej pory było stosunkowo łatwym zadaniem. Wokalista Tomas Lindberg przyznał, że zespół chciał stworzyć coś bardziej wymagającego dla nich samych. Coś o bardziej zimnym i progresywnym brzmieniu. Wydaje się, że Szwedzi osiągnęli to, co chcieli. Niestety, nie jestem pewien czy fani w pełni podzielą entuzjazm muzyków, jako że po wydaniu klipu do A Stare Bound in Stone rozległy się głosy oburzenia, że jakoby najnowsze utwory grupy okraszone były przestarzałym i ogólnie rzecz biorąc nietypowym dla At the Gates brzmieniem. I w tym miejscu po raz kolejny stajemy pośrodku długoletniego konfliktu. Czy zespół powinien dążyć do muzycznego dorównania swojemu quasi magnum opus, czytaj Slaughter of the Soul, czy raczej winien skupić się na powrocie do pierwszych dwóch, prawdziwie deathmetalowych albumów, czyli The Red in the Sky Is Ours i With Fear I Kiss the Burning Darkness? Każdy na to pytanie odpowie sobie sam, jednakże według Lindberga zespół na swoim najnowszym krążku starał się osiągnąć oldschoolowe deathmetalowe brzmienie. W pełni mu się to udało, a ja jedynie mogę zacierać ręce z podekscytowania, jako że jeden z moich ulubionych zespołów choć w małym stopniu stara się nawiązać do etapu wczesnej i jakże płodnej twórczości.

Szósty krążek szwedzkich weteranów z At the Gates to pozycja obowiązkowa. Nie mogę wyobrazić sobie, aby najnowszy album deathmetalowych wyjadaczy nie zagościł w większości zestawień najlepszych metalowych albumów za rok 2018. Może i na albumie brakuje ostrych strzałów, jak Blinded by Fear, Death and the Labyrinth czy Cold, które od razu wyryłyby się w pamięci nawet najbardziej zobojętniałemu słuchaczowi. Może i nie jest to trzydziestopięciominutowe oblężenie w stylu Slaughter of the Soul, które przez cały czas trwania powtarzałoby tę samą, niezwykle chwytliwą formułę działania. I na koniec, może przez swoją dość surową produkcję nie jest to najłatwiejszy album do słuchania w niedzielny poranek, ale jest to bezsprzecznie jeden z najspójniejszych i najbardziej konsekwentnych wydawnictw, jakie zespół do tej pory zdołał zaprezentować. Jeżeli ostatni riff In Death They Shall Burn nie daje żadnej części ciała pokusy do energicznego ruchu, i jeżeli podniosły closer The Mirror Black nie porusza Twoich uczuć w sposób szczególny, to obawiam się, że ten zespół nie jest dla Ciebie. At the Gates nie sugerują się najnowszymi trendami, lecz podążają swoją własną, ognistą ścieżką. Lindberg i spółka tworzą prawdziwie wartościową muzykę, a szósty krążek szwedzkiej ekipy jest najlepszym potwierdzeniem moich słów.  

9/10

 

 

Marcel Szczepanik

Marcel Szczepanik

vocals so poor, like frogs in a moor
guitars like clouds of fruit flies

d e a t h h a m m e r
Marcel Szczepanik

Latest posts by Marcel Szczepanik (see all)

Tagi: , , , , , , , , .